Apple TV to przystawka telewizyjna z twardym dyskiem pozwalająca na odtwarzanie cyfrowych plików oraz treści z internetu (np. YouTube'a czy serwisu Flickr) na ekranie telewizora. Ale gadżet sprzedawany początkowo za 229 dol. nie powtórzył sukcesu iPoda,
iPhone'a czy iPada. Apple nie podaje wyników sprzedaży, analitycy Kaufman Bros. szacują roczne przychody ze sprzedaży Apple TV na kilkaset milionów dolarów.
Jobs wciąż próbuje - na ostatniej konferencji zaprezentował kosztującą 99 dol. wersję Apple TV, która będzie umożliwiała oglądanie filmów w tzw. streamingu (bez ściągania na dysk). Podłączył nowy gadżet do biblioteki spółki Netflix (17 tys. filmów i seriali za 9 dol. miesięcznego abonamentu). I obniżył ceny za wypożyczenie odcinka serialu - z 2,99 dol. na 99 centów.
Ale tu już pojawił się pierwszy problem - cena obowiązuje jedynie na wybrane programy ze stacji Fox, ABC czy BBC America. Inne duże stacje (CBS, Time Warner i
NBC Universal) nie zgodziły się na warunki Apple'a, a Fox i ABC traktują to jako "kilkumiesięczny eksperyment".
Drugi problem to konkurencja - Amazon.com też obniżył ceny do 99 centów. Do własnej e-wypożyczalni przymierza się
Google, chce ją uruchomić jeszcze w tym roku.
Apple podjął też próbę podłączenia się do trendu na społeczności w sieci - serwis Ping to połączenie Twittera z Facebookiem, ale oparty na muzyce (znajomi widzą, co kupują, czego słuchają etc.). Można jednak z niego korzystać tylko, mając zainstalowane oprogramowanie iTunes lub z urządzeń Apple. Potencjalna baza użytkowników to 160 mln osób. Ale obserwatorzy rynku wątpią, by Ping odniósł zauważalny sukces.
Także
Sony pokazało nowy serwis muzyczny - Music Unlimited. Umożliwi odsłuchiwanie muzyki z urządzeń podłączonych do internetu - telewizorów Sony, odtwarzaczy Blu-ray, na konsoli PlayStation 3 itp. Ile będzie kosztował abonament - tego na razie nie ujawniono.