Wyjazd na Jasną Górę odbędzie się 12 września. Ok. 3,3 tys. pracowników ZUS dojedzie do Częstochowy 50-60 autokarami. Informację podało wczoraj Radio TOK FM.
Kto zdecydował o wyjeździe? - Sami pracownicy - odpowiada nam Irena Tetlak, pracownik ZUS, jedna z organizatorek pielgrzymki. - Pojawiła się taka inicjatywa, coraz więcej osób ją popierało, więc postanowiliśmy wszystko przygotować.
Pracownicy od początku zakładali, że pieniądze na wyjazd pochodzić będą z funduszu socjalnego.
- Organizowane z niego są wycieczki w góry, nad morze, dlaczego nie mielibyśmy skorzystać z dofinansowania wyjazdu do Częstochowy? - pyta Tetlak.
Organizatorzy zapytali o zdanie prezesa ZUS Zbigniewa Derdziuka. Ten się zgodził. Mało tego. Sam chce do pielgrzymów dołączyć. Prezes poprosił też o opinie związki zawodowe.
- Wyjazd poparliśmy. Do tego przecież służy fundusz socjalny - mówi Beata Wójcik, szefowa Związku Zawodowego Pracowników ZUS.
Zakładowy fundusz świadczeń socjalnych to specjalny fundusz tworzony przez pracodawców na finansowanie działalności socjalnej. W tym roku do dyspozycji 47 tys pracowników ZUS jest 58,2 mln zł.
Z tych pieniędzy były już organizowane wyjazdy w różne rejony Polski. Gdzie dokładnie? Rzecznik ZUS ustali to w poniedziałek.
Nie wiadomo też, ile pochłonie wyjazd do Częstochowy. Prezes ZUS mówi, że o kosztach trzeba rozmawiać z organizatorami, a organizatorzy je jeszcze liczą.
Jacek Santorski, psycholog biznesu, przekonuje, że w przypadku imprez opłacanych z funduszu socjalnego niezwykle istotna jest... różnorodność takich wyjazdów.
Jego zdaniem, jeżeli firma organizuje 7-10 wyjazdów w roku i każdy jest inny - pielgrzymka, wyjazd do muzeum, grzybobranie - to jest to logiczne i sprawiedliwe. Gorzej, gdyby zakład organizował same grzybobrania lub pielgrzymki. Wtedy część pracowników mogłaby czuć się pokrzywdzona.
- Nie ma też co ukrywać, że wyjazdy związane z symboliką religijną wymagają pewnej delikatności społecznej. W tym przypadku prezes ZUS powinien powiedzieć pracownikom: "Wiem, że decyzja o finansowaniu wyjazdu do Częstochowy może się nie wszystkim podobać. Jednak część pracowników wyraziła takie życzenie i zgodziłem się. Biorę to na siebie" - mówi Santorski.