Biznes Ludzie Pieniądze

Rząd upichcił doraźny i ostrożny budżet

Piotr Skwirowski
03.09.2010 , aktualizacja: 03.09.2010 22:06
A A A Drukuj
40,2 mld zł - na taką kwotę rząd szacuje przyszłoroczne niedobory w kasie państwa. W piątek Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy budżetowej na przyszły rok.
Gmach Ministerstwa Finansów w Warszawie przy ulicy Świętokzyskiej
Gmach Ministerstwa Finansów w Warszawie przy ulicy Świętokzyskiej
Gmach Ministerstwa Finansów w Warszawie przy ulicy Świętokzyskiej
Zapisane w projekcie przyszłorocznego budżetu 40,2 mld zł deficytu to bardzo dużo, ale znacząco mniej niż zaplanowane na 2010 r. 52,2 mld zł. To niejedyna zmiana na korzyść w porównaniu z tegorocznym budżetem. Rząd zakłada więc, że nasz PKB wzrośnie o 3,5 proc. (na ten rok założył 3 proc. wzrostu) i wyniesie 1 bln 496,3 mld zł. Dochody budżetu wyniosą przy tym 272,1 mld zł (w tym roku 249 mld zł), wydatki zaś - 312,3 mld zł (301,2 mld zł). Przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej wzrośnie realnie o 1,4 proc. Wyniesie 3359 zł. Spadnie bezrobocie. I to mocno. Na koniec 2011 r. ma wynieść 9,9 proc. (na koniec tego roku 12,3 proc.). Ceny towarów i usług wzrosną o 2,3 proc. (tegoroczną inflację oszacowano na 2 proc.). Niższe niż w tym roku, ale ciągle bardzo wysokie, mają być potrzeby pożyczkowe państwa - 72,9 mld zł. Z prywatyzacji rząd chce mieć w przyszłym roku 15 mld zł (w tym 25 mld). Liczy też na 9,2 mld zł dywidend i wypłaty z zysku spółek skarbu państwa (w tym roku 4,2 mld zł). Dzięki zmianie sposobu zarządzania płynnością sektora publicznego chce mieć 19,8 mld oszczędności.

Nad takimi liczbami z projektu przyszłorocznego budżetu pochyliła się w piątek po południu Rada Ministrów. Premier zażądał od ministrów szukania oszczędności w resortach. Późnym wieczorem rząd przyjął projekt budżetu.

Rząd walczy z deficytem, a to oznacza, niestety, sporo kiepskich informacji z punktu widzenia kieszeni obywateli. Czeka nas więc podwyżka VAT z 22 na 23 proc. Wzrośnie akcyza na papierosy (rząd mówi o wzroście o 4 proc., producenci ostrzegają, że tak naprawdę będzie to ok. 7 proc.). Nie będzie podwyżki płac w budżetówce (dostaną ją tylko nauczyciele). Obniżony ma być zasiłek pogrzebowy. Ministerstwo Finansów zdradziło też, że w najbliższych latach nie wzrośnie kwota progu dochodowego z ustawy o podatku od osób fizycznych, nie ma więc co liczyć także na wzrost limitów zapisanych tam ulg.

- To dość doraźny budżet. Podporządkowany temu, by nie dopuścić w przyszłym roku do przekroczenia przez dług publiczny w relacji do PKB 55 proc. [oznaczałoby to m.in. konieczność przeprowadzenia drastycznych cięć wydatków]. Tak jest krojony - komentuje Jakub Borowski, główny ekonomista Invest Banku. Nie zaskakuje go wysokość planowanego deficytu. - Przy tych założeniach makroekonomicznych można się było spodziewać, że przyszłoroczny deficyt budżetowy zamknie się w kwocie ok. 40 mld zł. Pytanie, jaki będzie deficyt całego sektora finansów publicznych. Sporo tu zależy od samorządów. Deficyt sektora może jednak wynieść ok. 6 proc. PKB - uważa ekonomista.

Jego zdaniem najciekawsza w przyszłorocznym budżecie może być próba zaoszczędzenia prawie 20 mld zł dzięki lepszemu, scentralizowanemu zarządzaniu budżetami instytucji państwowych. - To dobry pomysł. Inne kraje już to robiły. Czy uda się zaoszczędzić aż tak dużo pieniędzy? Zobaczymy - mówi Jakub Borowski. Podobają mu się też próby innych reform zmierzających do redukcji wydatków, choćby obniżanie zasiłku pogrzebowego.

Gorzej, że zmniejszenie deficytu sektora finansów publicznych ma się odbyć głównie po stronie dochodowej. - Niepokoi rosnący fiskalizm. Rząd szykuje nam wzrost różnych podatków, przede wszystkim VAT i akcyzy - przypomina ekonomista. Uważa też, że bardziej ambitnie rząd powinien podejść do prywatyzacji. - Dzięki prywatyzacji PZU, PKO BP, BOŚ, PZU czy Orlenu moglibyśmy mieć dodatkowe kilkadziesiąt miliardów złotych. Można by znacząco ograniczyć przyrost długu. I zrezygnować z podwyżki podatków - mówi Jakub Borowski.

Według niego w budżecie jest kilka zakładek, wentyli bezpieczeństwa. - Dość konserwatywnie założono poziom inflacji. Sądzę, że będzie wyższa niż 2,3 proc., a to oznacza dodatkowe wpływy do budżetu - mówi ekspert. Także przyjęta w założeniach do budżetu wysokość zysku NBP jest jego zdaniem ostrożna. - Jest szansa, że zysk banku centralnego będzie wyższy - uważa Borowski. Twierdzi, że bardziej, niż zakłada rząd, umocni się też złoty. A to dobra wiadomość dla naszego długu publicznego, którego znaczna część wyrażona jest w walutach obcych. Przy mocniejszym złotym obsługa tej części zadłużenia będzie nas kosztować mniej.

- W miarę zgadzam się z diagnozą, że sytuacja na świecie jest niepewna i dobrze jest przygotować ostrożny, konserwatywny budżet. I budżet projektowany na przyszły rok taki właśnie jest - mówi Ryszard Petru, główny ekonomista BRE Banku. Według niego jest jednak możliwość, że będzie pozytywne zaskoczenie. - Jest szansa, że wzrost PKB i inflacja będą wyższe od tych prognozowanych przez rząd - mówi ekonomista. Zdradził nam, że jego bank szacuje wzrost przyszłorocznego PKB na 4,2 proc., inflację zaś na 3,5 proc. - To bardzo istotna różnica, która przełożyłaby się na dodatkowe wpływy do budżetu - mówi Ryszard Petru. Ekspert uważa jednak, że rząd zbyt optymistycznie ocenia spadek bezrobocia, poniżej 10 proc. - Wydaje się, że tak szybko nie będzie spadać - uważa ekspert. W jego ocenie konserwatywne założenia dotyczące wzrostu i optymistyczne w sprawie bezrobocia są ze sobą niespójne.

Ryszard Petru zastanawia się też, dlaczego rząd nie pokusił się o mocniejsze obniżenie deficytu. - Skoro uważa, że grozi nam przekroczenie progu 55 proc. PKB przez dług publiczny, to trzeba było mocniej ciąć deficyt - mówi. Ocenia, że budżet na przyszły rok jest lepszy od tego na 2010 r., ale niewiele. - Mamy oszczędności głównie po stronie dochodowej, nie ma poważnych reform po stronie wydatkowej. Jest to więc budżet na jeden rok. Nie rozwiązuje problemów długoterminowych. Może dlatego, że idą wybory. Za rok będziemy więc mieli te same problemy - podsumowuje Ryszard Petru.

- Bez reformy finansów publicznych rządowi udało się zmniejszyć deficyt. Oby nie popadł w samozadowolenie i nie zrezygnował z prawdziwej naprawy finansów państwa - niepokoi się tymczasem Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatan. Także jej zdaniem założenia dotyczące wzrostu PKB i inflacji są ostrożne. Inflacja może być wyższa, zwłaszcza jeśli gospodarka przyspieszy. Trudno będzie również zmniejszyć bezrobocie do 9,9 proc. Według ekonomistki ryzykowne jest założenie uzyskania 15 mld zł z prywatyzacji. - Wymagać to będzie świetnie przygotowanych projektów i sprzyjającej atmosfery na rynkach finansowych - uważa Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek. - Z kolei zasilenie kasy państwa ponad 9 mld zł z dywidend oznacza, że rząd zakłada bardzo wysoką zyskowność spółek z udziałem skarbu państwa w 2010 r. - dodaje. Jej zastrzeżenia budzi także 1,7 mld zł wpływu z zysku NBP. Nie chodzi przy tym o wysokość tej wpłaty, ale o to, że zamiast zmniejszać zadłużenie, zysk NBP jest traktowany jako jedna z pozycji planowanych dochodów. - Dzięki zmianie sposobu zarządzania sektorem finansów publicznych zapewne uda się rządowi istotnie zmniejszyć potrzeby pożyczkowe. Chociaż ciągle będą one wysokie i wyniosą prawie 73 mld zł - zwraca uwagę ekonomistka Lewiatana.

Teraz projekt budżetu trafi do konsultacji ze związkami zawodowymi i pracodawcami w Komisji Trójstronnej. Rząd zajmie się nim jeszcze pod koniec września. Potem prace nad budżetem przeniosą się do Sejmu.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów