- Cała Polska powinna błogosławić dzień, w którym otwarto niebo nad Europą. Dzięki temu mogliśmy zacząć korzystać z oferty tanich przewoźników i zyskaliśmy prawdziwe okno na świat - mówi Kazimierz Czekaj, radny małopolskiego sejmiku wojewódzkiego. Kilka lat temu był jednym z inicjatorów rozwoju podkrakowskiego lotniska w Balicach. - Moja motywacja była poniekąd prywatna. Córka studiująca za granicą nie mogła wracać do domu równie często jak jej koledzy. Oni mieli samoloty do swoich miast, a córka jedynie połączenie do Warszawy, i to drogie - wspomina Czekaj.
Niebo szeroko otwarte
Rok 1991. Z polskich lotnisk korzysta rocznie ledwo 2,2 mln pasażerów, a 9 na 10 pasażerów leci ze stolicy. Potentatem na polskim niebie jest LOT. Brakuje konkurencji, bo o lataniu nad Polską decydują urzędnicy, a nie wolny rynek. Cena biletów na samoloty do Europy Zachodniej przewyższa często średnie krajowe zarobki, podróż samolotem jest luksusem. - Aby polecieć w latach 90. z Gdańska do hiszpańskiego Bilbao, musiałem lecieć trzema różnymi samolotami - wspomina prof. Włodzimierz Rydzkowski, szef Katedry Transportu Uniwersytetu Gdańskiego. Przez całą ostatnią dekadę XX w. zmienia się niewiele.
Rok 2000. W sumie polskie porty obsłużyły rocznie już 5,8 mln pasażerów. Ale trzy czwarte lotów odbywa się z Okęcia. Krakowskie lotnisko Balice jest drugie pod względem liczby pasażerów. Przez pękający w szwach popeerelowski budynek terminalu przewija się rocznie pół miliona podróżnych. Gros z nich wsiada do czarterowych samolotów wiozących na wakacje, reszta korzysta z połączeń do Warszawy, Rzymu i Londynu. Właśnie zapowiedziano, że Kraków może zyskać połączenie z Brukselą i Chicago.
Lotnisko w Gdańsku w tym czasie jest trzecie w Polsce. Ma... pięć regularnych połączeń. LOT lata do Warszawy, Hamburga i Kopenhagi. SAS do Kopenhagi, a British Airways do Londynu.
Rok 2010. Monopol Okęcia to przeszłość. Po wejściu do Unii Europejskiej w 2004 r. otwarto niebo nad naszym krajem - teraz lądowanie na polskich lotniskach jest uzależnione od umów handlowych, a nie zgody polskiego rządu. Polacy kilka lat temu masowo zaczęli latać tanimi liniami. W portach regionalnych rozpoczął się prawdziwy boom. Z Gdańska można polecieć już do 42 miast w 13 krajach Europy. Blisko trzy miliony pasażerów korzysta co rok z lotniska w Balicach już od 2007 roku. Trwa systematyczna rozbudowa terminali, bo nie mieszczą podróżnych. Siatka połączeń łączy Kraków z blisko 50 miastami na świecie. Za kilka lat lotnisko ma być w stanie obsłużyć nawet 10 mln podróżnych!
- Rozwój Balic dał Krakowowi i całemu regionowi prawdziwe połączenie ze światem. A nie ma co kryć - nasze drogi nie zachęcają nas do podróży na Zachód, a Europejczyków do wizytowania Polski. Nie lepiej jest z koleją. To dzięki rozwojowi lotnictwa przyjechały miliony turystów, powstało tysiące miejsc pracy, nie tylko związanych z turystyką, ale też centra zarządzania wielkich koncernów światowych - wylicza Czekaj.
Latamy więcej! Trzeba nam inwestycji
Polsce ciągle jednak daleko do bycia lotniczą potęgą. Mamy 38 mln mieszkańców, ale przeciętnie tylko co drugi Polak poleciał w zeszłym roku samolotem. Z polskich lotnisk skorzystało w sumie nieco ponad 19 mln osób (dane Urzędu Lotnictwa Cywilnego), a w liczącej 45 mln mieszkańców Hiszpanii - aż 148 mln! Biorąc pod uwagę liczbę pasażerów w stosunku do liczby mieszkańców w Unii Europejskiej wyprzedzamy jedynie Rumunię i Słowację.
Ale eksperci nie mają wątpliwości: będziemy latali więcej. Według prognoz ULC do 2030 r. co roku z lotnisk w Polsce mają korzystać niemal 64 mln osób. - Nie wiem, czy i kiedy osiągniemy poziom podobny do Hiszpanów, ale z całą pewnością idziemy w tym kierunku - uważa prof. Rydzkowski. - Lotnictwo będzie coraz lepszą alternatywą transportową dla bogacących się Polaków. Nie przewiduję w ciągu najbliższych lat rewolucji technologicznej. Przecież nikt nagle nie wynajdzie teleportera - dodaje.
Główne porty lotnicze w Polsce już przygotowują się na zmasowany atak pasażerów. Bez szybkich działań polskie lotniska zatkałyby się kompletnie już koło 2015 r. Nie byłyby też w stanie przyjąć zmasowanej liczby kibiców mających przyjechać do Polski w 2012 r. na mistrzostwa Europy w piłce nożnej.
Z obliczeń "Gazety" wynika, że w ciągu najbliższych kilku lat władze polskich lotnisk na inwestycje wydadzą co najmniej 4,5 mld zł z funduszy unijnych, środków własnych czy z kredytów lub emisji obligacji. Za te pieniądze powstają nowoczesne terminale, modernizowane są pasy startowe i stanowiska dla samolotów. Poprawi się komfort - pasażerowie nie będą musieli się tłoczyć w ciasnych terminalach. Dzięki inwestycjom przepustowość 10 największych lotnisk podwoi się z 29 do 58 mln pasażerów rocznie.
Największe inwestycje trwają na warszawskim Okęciu. Stołeczne lotnisko na rozwój wyda w sumie ponad 1,1 mld zł do 2014 r., krakowskie Balice - 930 mln zł, a katowickie Pyrzowice - 590 mln zł do 2015 r. Port we Wrocławiu przeznaczy na inwestycje w najbliższych latach 468 mln zł. - Po rozbudowie wrocławskie lotnisko będzie mogło obsłużyć 36 operacji lotniczych na godzinę, czyli co półtorej minuty możliwy będzie start lub lądowanie samolotu - wyjaśnia Dariusz Kuś, prezes Portu Lotniczego Wrocław.
- Na razie nie ma w Polsce lotniska, które by przeinwestowało - ocenia Tomasz Kułakowski, szef firmy doradczej Tok Consulting. - Ale warto pamiętać, by nie budować szklanych pałaców, tylko funkcjonalne terminale dopasowane do prognoz ruchu lotniczego.
Dodatkowo inwestycje w infrastrukturę nawigacyjną prowadzi Polska Agencja Żeglugi Powietrznej. Sięgną one 140 mln zł do 2015 r. Kolejne setki milionów pochłoną inwestycje okołolotniskowe, czyli np. budowa linii kolejowej łączącej lotnisko z miastem (planuje je większość portów) czy nowych dróg, hoteli i parkingów. Dzięki miliardowym inwestycjom polskie lotniska jako pierwsze przed drogami i liniami kolejowymi mogą osiągnąć standard europejski.
Będą nowe porty?
- Kraków i Balice były skazane na sukces, ale inne miasta, nawet małe, też powinny walczyć o otwieranie lotnisk. Wszędzie tam, gdzie istnieją pasy startowe po wojsku, warto się na to odważyć - przekonuje Czekaj.
Do modernizacji lotniska, tak by mogło przyjmować duże samoloty pasażerskie, szykuje się Modlin. W optymistycznym scenariuszu port miałby zacząć działać w 2012 r. i przejąłby od Okęcia tanich przewoźników. W Białystoku na budowę lotniska zarezerwowano 190 mln zł w unijnym regionalnym programie operacyjnym. Lotnisko od lat chcieliby mieć też w Kielcach, dokładnie w Obicach. Trzy lata temu przy politycznym poparciu rządzącego wówczas PiS lotnisko w Balicach podpisało nawet umowę o współpracy przy uruchamianiu nowego portu. Chodziło o stworzenie buforu finansowego dla kieleckiego pomysłu i pomoc marketingową. Obice miały stać się lotniskiem pomocniczym dla Balic.
Blisko rozpoczęcia budowy jest Lublin. Lotnisko cywilne miałoby powstać w Świdniku, do tej pory problemem były względy środowiskowe, a dokładnie kolonia susła perełkowanego na terenie obecnego portu.
Eksperci zwracają jednak uwagę, by przed wydaniem milionów na kosztowne inwestycje zrobić dokładne badania rynku. Przykładów niepowodzeń nie trzeba daleko szukać. - Powstałe w 1995 r. lotnisko w Rostoku to była decyzja polityczna - mówił niedawno szczecińskiemu wydaniu "Gazety" Paweł Warszycki z Hanzeatyckiego Instytutu Przedsiębiorczości i Rozwoju Regionalnego przy Uniwersytecie w Rostoku. - Uważano, że największy ośrodek w landzie powinien mieć swoje lotnisko. Teraz dopłaca do niego land i okoliczne powiaty.
- W odległości 150 km jest duże lotnisko Hamburg/Lubeka, gdzie bazę założył Ryanair. Z drugiej strony jest Szczecin/Goleniów, gdzie też cel swoich lotów ma Ryanair. Na południu jest Berlin z ogromnymi lotniskami, a na północy Kopenhaga - wyliczał Warszycki. - To znacznie ogranicza obszar oddziaływania dla portu lotniczego w Rostoku. Na lotnisko Hamburg/Lubeka można dojechać autostradą w niespełna godzinę.
Skutek? W 2009 r. w Rostoku odprawiono tylko 162 tys. pasażerów, niemal dwa razy mniej niż w Szczecinie.
Z działających w Polsce lotnisk w dość trudnej sytuacji jest choćby lotnisko w Bydgoszczy. Jedynym przewoźnikiem regularnie na nie latającym jest Ryanair. - Taka sytuacja nie jest korzystna biznesowo. Trwają rozmowy z innymi przewoźnikami, jednak negocjacje w tej branży wymagają czasu - wyjaśniają nam przedstawiciele portu. Sytuację ratują czartery, te jednak dominują w sezonie letnim.
- Nasze lotnisko jest gruntownie przemyślanym przedsięwzięciem - zapewnia "Gazetę" Jacek Sobczak, wicemarszałek województwa lubelskiego, który nie ma wątpliwości, że powstanie portu przyczyni się do rozwoju gospodarczego regionu.
- Metropolia lubelska to w sumie 700 tys. ludzi, to więcej niż w przypadku Rzeszowa czy Białegostoku. Chcemy przyciągnąć pasażerów z Białorusi i Ukrainy. Lotnisko jest w bezpośrednim sąsiedztwie strefy ekonomicznej. Tam jest logistyczne centrum Poczty Polskiej. Dzięki lotnisku mogłoby powstać centrum dystrybucyjne. Blisko są też zakłady Augusta produkujące helikoptery, do których teraz części teraz dowożone są drogą lądową, a mogłyby lotniczą - wymienia. I dodaje: - Postawimy na dowożenie pasażerów do centrów przesiadkowych, już rozmawiamy z Lufthansą. Istotny będzie rozwój czarterów.
- Lotniska w Lublinie czy Białymstoku mają szansę na osiągnięcie sukcesu i przekroczenie miliona pasażerów, bo we wschodniej Polsce jest duża dziura i niewykorzystany potencjał - uważa prof. Rydzkowski. Jego zdaniem jednak pozostałe małe regionalne lotniska raczej nie mają racji bytu.