Choć
Grecja jest chwalona za oszczędzanie i stopniowe zmniejszanie swojego
deficytu budżetowego, wciąż pojawiają się sceptyczne głosy dotyczące jej przyszłości. W weekend Hans-Werner Sinn, prezes prestiżowego niemieckiego instytutu Ifo, powiedział, że dalsze zaciskanie pasa może doprowadzić do wybuchu wojny domowej w Grecji. - Prowadzona przez rząd polityka wewnętrznej
dewaluacji może doprowadzić do
deflacji i sprowadzić Grecję na skraj wojny domowej. Nie jest możliwa obniżka pensji o 30 proc. bez poważnych strajków, a bez pomocy z zewnątrz Grecja już dawno byłaby bankrutem. Wszystkie możliwe wybory dla tego kraju są fatalne, ale najmniejszym złem wydaje się wyjście Grecji ze
strefy euro, nawet jeśli zabije to tamtejsze banki - powiedział Sinn.
Jego słowa zdają się potwierdzać badania opinii publicznej przeprowadzone przez ośrodek MRB. Wynika z nich, że 81,7 proc. Greków uważa, że powzięte przez rząd socjalistów cięcia budżetowe okażą się niewystarczające i już wkrótce konieczne będzie wprowadzenie dalszych oszczędności. Z drugiej strony aż 46 proc. Greków uważa, że te działania nic nie dadzą i Grecja będzie musiała i tak ogłosić bankructwo.
Premier Grecji Jeorjos Papandreu, przemawiając w weekend na konwencji swojej partii Pasok, zapewnił, że choć Grecy muszą obecnie ponosić duże obciążenia, kraj wyjdzie z kryzysu znacznie mocniejszy niż kiedykolwiek. Premier zdecydowanie odrzuca możliwość powrotu do drachmy tak samo jak Trichet. - Stworzyliśmy euro, by zapewnić prosperity i stabilność w Europie. Narodowe rządy same muszą poradzić sobie z własnymi problemami i konkurencją wewnątrz strefy euro - powiedział Trichet.