Leszek Baj: Czy kryzys lotniczy jest już za nami? Karsten Benz, wiceprezes Lufthansy ds. sprzedaży i obsługi w Europie: Z naszego punktu widzenia się skończył. W branży lotniczej kryzysy zdarzają się stosunkowo często, więc jesteśmy do nich przyzwyczajeni i przygotowani. Kluczowa jest elastyczność, zdolność dopasowania liczby oferowanych miejsc w samolotach do zapotrzebowania i usługi do potrzeb pasażera. Dokładnie to zrobiliśmy w trakcie kryzysu i będziemy robili, gdy przyjdzie kolejny, chociaż na razie nie widzimy żadnego na horyzoncie. To lato było bardzo obiecujące. Po kryzysie widzimy dużo więcej zapotrzebowania na loty w klasie biznes i w pierwszej klasie. W lotach długodystansowych pasażerów biznesowych jest nawet więcej niż przed kryzysem.
Czegoś się nauczyliście z tego kryzysu? - Nauczyliśmy się, że nie można redukować lotów wszędzie po równo, ale tam, gdzie rzeczywiście spada popyt na latanie.
Dużym wyzwaniem był wybuch islandzkiego wulkanu. Część klientów czuła się poszkodowana traktowaniem przez tanich przewoźników.
Czy tanie linie się skompromitowały, opierając się w zwrocie pieniędzy za bilety? - Oczywiście. My też byliśmy poważnie poszkodowani przez wulkan, cała grupa Lufthansy straciła około 200 mln euro. Mimo to zachowaliśmy wysoką jakość naszych usług, podstawialiśmy autobusy, by ludzie mogli dotrzeć do celu.
Kryzys sprawił, że mniejsi przewoźnicy stali się łakomym i stosunkowo tanim kąskiem dla lotniczych gigantów. Sama Lufthansa przejęła kilka innych linii. Jesteście zainteresowani kolejnymi przejęciami? - Konsolidacja na rynku będzie trwała. Ale pamiętajmy, że nie wystarczy samo przejęcie linii, ale zrobienie z przejęcia sukcesu ekonomicznego. Udało nam się to ze Swissem trzy lata temu. Teraz przejęliśmy Austrian Airlines, BMI i udziały w Brussels Airlines. Musimy zintegrować sieć tych przewoźników. Nie ma na razie miejsca na kolejne przejęcia przez Lufthansę.
Na sprzedaż jest polski LOT... - Mocno współpracujemy z LOT-em od lat, ciągle możemy tę współpracę rozwijać. Ale teraz skupiamy się na rozwijaniu już przejętych linii lotniczych i ich integracji w ramach Grupy Lufthansa.
Jak więc chcecie się rozwijać na polskim rynku? - Założeniem jest dostarczanie Polaków do naszych hubów i wożenie ich dalej w świat.
Polska jest najważniejszym rynkiem w Europie Środkowo-Wschodniej. W 2009 r. przewieźliśmy ponad milion pasażerów. Latamy do siedmiu polskich miast, w tym roku pobijemy kolejny rekord. Będziemy mieli 6-8 proc. więcej pasażerów. Przewieziemy około 1,1-1,2 mln osób.
Lufthansa będzie wchodziła do nowych portów regionalnych? - Możliwe. Polskie porty mają bardzo nowoczesne i innowacyjne podejście do latania. Okęcie było jednym z pierwszych lotnisk w Europie, które uruchomiło razem z nami odprawy przez telefon komórkowy. To bardzo duży przełom w podróżowaniu.
A jeśli zbudowano by centralne lotnisko w Polsce? Jesteście zainteresowani wejściem na nie? - Zawsze jesteśmy zainteresowani rozwojem infrastruktury lotniskowej. Ale to, czy taki centralny port jest potrzebny? Tego nie komentujemy.
Czy bierzecie pod uwagę założenie w Polsce bazy dla swoich samolotów? - Mamy już mocną siatkę połączeń. Na razie nie ma planów otwarcia bazy w Polsce.