Przedstawiciele Komisji Europejskiej wysłali do Budapesztu list mówiący jasno: albo węgierskie władze wycofają się z kontrowersyjnego prawa ograniczającego pensje kierownictwa banku centralnego, albo Budapeszt zostanie zaskarżony do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.
Węgierski rząd w pakiecie reform ogłoszonym w czerwcu zaproponował ograniczenie pensji dla najlepiej zarabiających urzędników państwowych oraz szefów państwowych spółek. Zgodnie z nowymi zasadami miesięczna pensja w sektorze publicznym nie mogłaby przekroczyć 2 mln forintów, czyli 9,2 tys. dol. To oznaczałoby, że pensja szefa węgierskiego banku centralnego Andrása Simora spadłaby o... 75 proc.! Obecnie zarabia on rocznie ponad 450 tys. dol., czyli dwa razy więcej niż szef amerykańskiej Rezerwy Federalnej.
- Jeśli węgierskie władze nie zmienią prawa, Kolegium Komisarzy będzie poproszone o otwarcie procedury naruszenia prawa zgodnej z artykułem 258 traktatu - napisali w liście do węgierskich władz przedstawiciele Dyrektoriatu Generalnego ds. Gospodarczych i Finansowych. Ich zdaniem czas wprowadzenia prawa i wielkość proponowanych zmian wzbudzają obawy o niezależność banku centralnego Węgier. Zgodnie z artykułem 258 jeśli członek UE nie dostosuje się do zaleceń Komisji w określonym czasie, sprawa może trafić przed Europejski Trybunał Sprawiedliwości.
Przeciwko obniżce pensji osób kierujących węgierskim bankiem centralnym protestował już w lipcu szef Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude Trichet. "Nowe prawo powinno przestrzegać niezależności banku centralnego" - napisał w oświadczeniu wydanym 12 lipca. Jego zdaniem nowe regulacje powinny obowiązywać dopiero nowo wybieranych urzędników banku centralnego.