W poniedziałek grupa klientów
BRE Banku wspólnie z kancelarią adwokacką i warszawskim, miejskim rzecznikiem konsumentów ogłosili, że przygotowują pozew zbiorowy przeciwko bankowi BRE, któremu zarzucają wpisanie do umów warunków niezgodnych z prawem. To może być jeden z największych pozwów zbiorowych od czasu wprowadzenia w Polsce tej instytucji w połowie bieżącego roku.
Niestety, nie wszyscy klienci banków, którzy uważają, że zostali w jakiejś sprawie naciągnięci lub oszukani, skutecznie mogą szukać sprawiedliwości w sądzie. Do "Gazety" napisał czytelnik przedsiębiorca, który wszedł w spór z Polbankiem i postanowił rozwiązać go w sądzie, składając pozew.
Niestety, okazało się, że to niemożliwe, ponieważ - jak uznał sąd - Polbank nie ma w Polsce osobowości prawnej. A to oznacza, że nie ma też tzw. zdolności sądowej. Z tego względu polski sędzia z góry oddalił pozew przedsiębiorcy, nawet go nie rozpatrując. I poradził czytelnikowi, by sprawiedliwości poszukał w Grecji, gdzie centralę ma
Eurobank EFG, spółka-matka polskiego Polbanku.
Polbank to jedyna duża instytucja finansowa w Polsce, która działa w Polsce jako oddział, nie mając tu centrali ani licencji bankowej. Polbank korzysta z licencji greckiej centrali Eurobank EFG i tzw. paszportu europejskiego. Nie podlega więc polskiemu nadzorowi bankowemu. - I co? Sąd każe mi przetłumaczyć pozew na język grecki, co kosztować mnie może kilkanaście tysięcy złotych! Dostępność tłumaczy przysięgłych polsko-greckich jest znikoma - skarży się czytelnik.
Czy to oznacza, że w razie sądowego sporu z Polbankiem - którego oczywiście nie życzymy ani klientom, ani samemu bankowi - sytuacja nie jest wcale taka zła, jak sugerowałaby to sprawa naszego czytelnika. Po pierwsze dlatego, że Polbank stara się już o polską licencję bankową i wkrótce uzyska osobowość prawną. Po drugie dlatego, że depozyty złożone w banku są gwarantowane przez Grecki Fundusz Gwarancyjny działający na takich samych zasadach jak polski BGF. Po trzecie wreszcie dlatego, że klienci mimo braku tzw. zdolności sądowej Polbanku mają zagwarantowane prawo do sądowego dochodzenia swoich roszczeń przed polskim, a nie tylko greckim sądem.
Olgierd Rudak, prawnik i autor
blogu Lege Artis, uważa, że sytuację ratuje konwencja rzymska z 1980 r., do której
Polska przystąpiła dwa lata temu. - Zgodnie z art. 5 konwencji strona umowy będąca konsumentem nie może być pozbawiona ochrony przysługującej mu na podstawie bezwzględnie obowiązujących przepisów prawa, jeśli umowa została zawarta na terytorium jego państwa. Oznacza to, że choćby nie wiem co - choćby nie wiem, jak bardzo bank udawał Greka - umowy konsumenckie podlegają w całości prawu polskiemu - argumentuje Rudak.
- Oznacza to, że jeśli powód, który nieszczęśliwie odbił się od braku zdolności procesowej Polbanku, jest konsumentem, może i powinien wnieść pozew jeszcze raz -- przeciwko stronie swojej umowy, którą jest EFG Eurobank Ergasias. Zwłaszcza że art. 1105 kodeksu postępowania cywilnego zakazuje wyłączenia jurysdykcji sądu polskiego w odniesieniu do umów konsumenckich - uważa Rudak.
A jeśli klient - jak w naszym przypadku - jest przedsiębiorcą? - Także nie stoi na straconej pozycji. Jurysdykcja krajowa jest dopuszczalna także wtedy, jeśli sprawa dotyczy zobowiązania wynikającego z czynności prawnej, którego miejscem wykonania jest Polska, albo jeśli sprawa dotyczy działalności zakładu lub oddziału pozwanego. A tu już wniosek jest prosty. Jeśli ktoś chce pozwać Polbank, nie powinien oznaczać jako strony pozwanej jego polskiego oddziału. Śmiało można prawować się z jego ateńską centralą - kończy Rudak.