Ogromne trzęsienie ziemi nawiedziło w sobotę nowozelandzką Wyspę Południową, wstrząsy o sile dochodzącej do 7,2 stopnia w skali Richtera zrujnowały Christchurch, drugie największe miasto Nowej Zelandii. Na szczęście nikt nie zginął, ale było wielu rannych, na miejscu klęski żywiołowej wprowadzono stan wyjątkowy, a władze Nowej Zelandii wstępnie szacują straty i koszty odbudowy ponad 100 tys. domów, dróg i infrastruktury na 2,7 mld dol. Mimo to ekonomiści uważają, że trzęsienie ziemi może się przyczynić do dużego ożywienia gospodarczego w kraju, a głównym motorem wzrostu ma być boom w budownictwie. Już w poniedziałek, dwa dni po kataklizmie, akcje największych firm budowlanych na nowozelandzkiej giełdzie rosły najmocniej, bo inwestorzy spodziewali się wielu zamówień dla nich w związku z odbudową zniszczonego regionu. - Lokalna gospodarka na pewno skorzysta na rekonstrukcji, zyski z tego tytułu będą znacznie większe niż poniesione straty - napisali analitycy banku Westpac w liście do inwestorów.
- Brzmi to fatalnie, ale z wielu powodów ten kataklizm nie mógł do nas przyjść w lepszym momencie - mówi Craig Egbert z banku BNZ i dodaje, że oprócz budownictwa na kataklizmie może też skorzystać handel detaliczny oraz branża deweloperska. Z kolei Nick Tuffley, ekonomista banku ASB, uważa, że
wzrost gospodarczy w następstwie kataklizmu nie jest niczym nowym. Jedno z największych trzęsień ziemi w Nowej Zelandii, które miało miejsce w 1931 roku w czasie Wielkiej Depresji, także pomogło temu krajowi lepiej znieść kryzys. - Sytuacja światowej gospodarki wskazuje na to, że w trzecim kwartale zanotujemy słabszy wzrost gospodarczy. Jednak zyski z odbudowy mogą zwiększyć
PKB nawet o 1,5 pkt proc. - uważa.
Analitycy z Westpac dodają, że stanie się tak dzięki temu, że
Nowa Zelandia dopiero wychodzi z kryzysu. "Kiedy wzrost gospodarczy jest słaby, nawet tymczasowe napędzenie koniunktury zwłaszcza w sektorze budowlanym może się przełożyć na duży wzrost PKB" - czytamy w ich komunikacie.
Przez ostatnie dwa lata gospodarka Nowej Zelandii mocno odczuwała skutki kryzysu. Jeszcze w 2007 roku PKB wzrosło o 3,2 proc., jednak już rok później wzrost wyniósł 0 proc., a w ubiegłym roku gospodarka skurczyła się nawet o 1,9 proc. Obecnie rząd szacuje, że 2010 rok Nowa Zelandia zamknie
wzrostem gospodarczym na poziomie 3,0 proc.