"Nasze najcenniejsze sekrety handlowe i poufne informacje są wystawione na niebezpieczeństwo" - czytamy w pozwie sądowym Hewlett-Packard.
To reakcja na informacje o nowym miejscu
pracy byłego prezesa
HP. Okazało się, że Mark Hurd, który z koncernu odszedł miesiąc temu, zostanie prawą ręką Larry'ego Ellisona, szefa innego informatycznego giganta - Oracle. Ma objąć stanowisko współzarządzającego firmą i członka rady nadzorczej.
W Dolinie Krzemowej zapowiada się arcyciekawy spektakl, bo Hurd, który przez ostatnie pięć lat sterował HP, to pierwsza liga menedżerów.
To on - po bałaganie, jaki zostawiła Carly Fiorina (obecnie kandydatka Republikanów na fotel senatora w Kalifornii) - wyprowadził jednego z największych graczy IT na prostą. Uporządkował finanse Hewletta-Packard, z koncernu zrobił największą pod względem przychodów komputerową firmę świata, zdystansował Della.
I nagle - 6 sierpnia tego roku - zrezygnował z fotela prezesa. W niejasnej sytuacji - poszło o "bliskie relacje" Hurda z mało znaną aktorką Jodie Fisher, którą HP zatrudniał na zlecenia jako doradcę ds. marketingu. Rada nadzorcza, choć oczyściła prezesa z zarzutów o molestowanie seksualne, uznała, że złamał kodeks etyczny spółki. M.in. zatajając przed nimi związek ze współpracowniczką HP oraz wydatki ze służbowej karty (według różnych doniesień od tysiąca do 20 tys. dol.) związane z Jodie Fisher. Prezes HP zawarł z aktorką pozasądową ugodę. Podpisał też porozumienie z radą nadzorczą koncernu.
W branży ta decyzja wywołała zdziwienie. Najdosadniej ujął je właśnie Larry Ellison, współzałożyciel i szef Oracle.
"To najgorsza personalna decyzja od czasu idiotów w radzie nadzorczej
Apple'a, którzy wiele lat temu zwolnili Steve'a Jobsa" - komentował odejście Hurda. I sam złożył mu ofertę. W Oracle ma zarabiać 950 tys. dol. rocznie, premia w najbliższym roku fiskalnym wyniesie 5-10 mln dol. Spekuluje się już, że 66-letni Ellison ściągnął go jako swojego następcę w firmie.
W HP jakby trafił piorun. Już następnego dnia koncern złożył pozew, przestrzegając, że Hurd "nie będzie mógł wykonywać swoich obowiązków w Oracle bez wykorzystania i ujawniania handlowych tajemnic HP i innych poufnych informacji".
Hurd w porozumieniu nie miał wprost wpisanej klauzuli o zakazie konkurencji. Prawnicy koncernu są jednak zdania, że nie pozwala mu na to podpisana umowa o poufności.
HP nie zażądał jednak typowego w takich przypadkach nakazu sądowego zakazującego menedżerowi podjęcia pracy u konkurenta przez jakiś czas. Takiego chwytu użył np. w 2008 r. IBM, kiedy Apple chciało zatrudnić Marka Papermastera, specjalistę od procesorów, na stanowisku szefa oddziału odpowiedzialnego za iPoda i
iPhone'a. Papermaster argumentował, że Apple nie jest konkurentem dla IBM i nie musi czekać roku, by się u nich zatrudnić. Prawnicy IBM kontrowali, że ich zdaniem funkcja Papermastera w Apple to przykrywka. Ostatecznie sąd opóźnił przejście inżyniera do koncernu Steve'a Jobsa o sześć miesięcy, do kwietnia 2009 r.
- Prawnicy HP będą mieli do wykonania ciekawy taniec - uważa Stephen Kramarsky, partner w kancelarii Dewey, Pegno & Kramarsky, cytowany przez serwis News.com. - Zapisy o poufności są egzekwowalne, Hurd nie może opublikować tajnych dokumentów HP w internecie. Co nie oznacza, że nie może użyć wiedzy, którą ma w głowie - dodaje.
Kramarsky przypomina, że sądy w Kalifornii niechętnie patrzą, gdy umowę o poufności traktuje się jako zamiennik zakazu konkurencji.
Zdaniem prawników HP będzie chciało - w ramach ugody - odzyskać część odprawy wypłaconej Markowi Hurdowi (opiewała na ok. 40 mln dol.)
Na pozew odpowiedziało już Oracle. - Przez długi czas postrzegaliśmy HP jako ważnego partnera - mówi Ellison. - Składając pozew z zemsty, HP lekceważy to partnerstwo, naszych wspólnych klientów oraz własnych akcjonariuszy i pracowników. Zarząd HP sprawia, że dalsza współpraca Oracle i HP na rynku IT będzie praktycznie niemożliwa".