Sprawa sięga 2007 r., kiedy to w kilku regionalnych dziennikach ukazał się felieton prof. Jana Winieckiego dotyczący ówczesnego prezesa NBP. Sławomir Skrzypek poczuł się urażony, bo w publikacji znalazły się stwierdzenia, że "nie zna ekonomii i nie zna języków", a dyplom
MBA "wydębił psim swędem". Oskarżył więc Winieckiego o zniesławienie.
I w pierwszej instancji wygrał. Ale ponieważ wyrok zapadł pod nieobecność pozwanego i przed wygłoszeniem przez niego mowy końcowej, sąd drugiej instancji wyrok uchylił i cofnął sprawę do ponownego rozpatrzenia. Gdyby wyrok został utrzymany, ekonomista byłby osobą karaną i straciłby miejsce w Radzie Polityki Pieniężnej, do której powołał go Senat.
Zanim sąd ponownie zajął się sprawą, w kwietniu Skrzypek zginął w katastrofie smoleńskiej. To nie zakończyło jednak historii, bo z oskarżenia prywatnego wystąpiła przeciwko prof. Winieckiemu wdowa po prezesie NBP Dorota Skrzypek. Ponieważ wczoraj w poznańskim sądzie na niejawnym posiedzeniu nie doszło do ugody stron, proces zacznie się od nowa.
- Pani Skrzypek podtrzymuje oskarżenie, a pan profesor nie jest przestępcą, bo nie było przestępstwa. Trudno więc w sytuacji, gdy poglądy są rozbieżne, dojść do pojednania. Nie ma na nie miejsca - powiedział mec. Jerzy Naumann, reprezentujący Winieckiego.
Dlaczego Dorota Skrzypek zdecydowała się wystąpić z oskarżeniem? - Korzysta ze swoich uprawnień. To jest wola, którą należy uszanować - powiedział wczoraj pełnomocnik wdowy mec. Ernest Roskowiński.
Ponowny proces zacznie się 19 listopada.