Panel przygotowany przez firmę McKinsey & Company miał być poświęcony szansom i ograniczeniom dla rozwoju polskich firm. Głównie dużych. Ale niespodziewanie poszedł w zupełnie inną stronę.
- Nie bardzo interesują mnie duże polskie firmy. Z reguły zresztą państwowe. Członkami mojej organizacji są małe i średnie firmy. Kluczową sprawą dla rozwoju dużych polskich firm państwowych jest
prywatyzacja. Przez to, że są państwowe tracą możliwości rozwoju - zaczęła, wydawałoby się niekontrowersyjnie, Henryka Bochniarz, prezydent Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan".
Temat chętnie podchwycił jednak Jan Krzysztof Bielecki, były premier, szef rady gospodarczej utworzonej przez premiera Tuska. - Nasze firmy państwowe są kurami znoszącymi
złote jajka - stwierdził. Jego zdaniem nie umiemy tego docenić. - Panuje stereotyp, że firma państwowa to dziadowski moloch. Tymczasem nie ma się czego wstydzić - mówił były premier. Przekonywał, że polskie firmy państwowe ciągle się rozwijają. I za 10 lat będą jeszcze lepsze.
Dowodził też, że mit
prywatyzacji należy porzucić. - Prywatyzacja nie może być celem samoistnym. Nie możemy prywatyzować, bo potrzebne są pieniądze. Nie za wszelką cenę - mówił Jan Krzysztof Bielecki. - Nie muszę z tą hipotezą walczyć. Ja po prostu mam rację - stwierdził, wywołując aplauz na sali. Przyznał, że w państwowych firmach można poprawić zarządzanie. - Ale prywatyzować należy wtedy, gdy taka potrzeba wynika z rozwoju spółki - przekonywał były premier. - PKO BP jest pogardzaną przez nas kurą znoszącą złote jajka. Nie widzę powodu, żeby ją prywatyzować - dodał.
O uznanie za kurę znoszącą złote jajka upomniał się też KGHM. Bo co roku oddaje do
budżetu 2-3 mld zł z różnych podatków i opłat. W ostatnich latach wpłacił do państwowej kasy 7 mld zł dywidendy.
- PZU też jest taką kurą. 1 proc. wartości naszej spółki to ok. 350 mln zł. Jeśli państwo ją sprzeda, zmniejszy swoje potrzeby pożyczkowe o kilka miliardów złotych. Co roku wpłacamy do kasy państwa wysoką dywidendę - mówił Andrzej Klesyk, prezes zarządu PZU.
- Z małej firmy może pani mieć dobrego członka Lewiatana, ale wielkiego biznesu nie da się na niej zbudować - dodał do tego premier Bielecki.
- Nie mam ideologicznych podstaw do tego, by walczyć o prywatną własność. Ale w myśleniu o firmach państwowych dominuje u nas zasada: wyślemy tam Staszka, niech się sprawdzi w biznesie. Obsadzanie stanowisk w państwowych firmach to decyzje polityczne. Gdzie tu mowa o stabilizacji, strategii? Przychodzi Staszek ze swoimi ludźmi i wywala tych, którzy się czegoś nauczyli, którzy się sprawdzili. Oczywiście są wyjątki. Ale to właśnie tylko wyjątki - denerwowała się Henryka Bochniarz, prezydent Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan".
- Cieszę się, że nasze firmy państwowe mają dobre wyniki. Ale można sobie wyobrazić, jakie by one były, gdyby te firmy były lepiej zarządzane - mówiła prezydent Lewiatana. Z takiego obrotu sprawy cieszą się tylko związki zawodowe, które w wielu firmach, choćby w KGHM, mają duży wpływ na ich działalność - dodała.