-
Polska w I półroczu zanotowała 80-proc. wzrost napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych, zagraniczni inwestorzy wytwarzają połowę naszego handlu zagranicznego - mówił w Krynicy Sławomir Majman, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych podczas panelu o inwestycjach w Europie Środkowo-Wschodniej po kryzysie. Wiceminister gospodarki Rafał Baniak tłumaczył, że ponad 5 mld euro inwestycji w pierwszej połowie tego roku to efekt skumulowania projektów zawieszonych w czasie kryzysu w 2009 r. - Naturalną tendencją byłoby przyciąganie średnio około 10 mld euro rocznie w postaci bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Na dzisiaj jednak to jest prognoza optymistyczna - przyznał. Co zrobić, by mimo wszystko się spełniła?
Według Rafała Baniaka Polska oferuje wystarczające zachęty dla inwestorów (np. ulgi podatkowe czy pomoc publiczną w tworzeniu miejsc
pracy), by przekonać ich do ulokowania u nas swojego zakładu czy centrum usługowego. - Ale istotne jest utrzymanie tych zachęt - mówi Baniak. Tymczasem jego zdaniem obecnie Polska, ale także inne kraje regionu, ze względu na cięcia budżetowe, mogą mieć z tym kłopoty. Choćby dlatego kraje Europy Środkowo-Wschodniej powinny zaoferować coś więcej.
Ekonomiści podkreślają, że kluczowe mogą być inwestycje w edukację i innowacje, które w naszym regionie są znacznie niższe niż w Europie Zachodniej. - Weźmy przykład z Finlandii. Gdy studiowałem kilkadziesiąt lat temu, niewiele osób mówiło tam po angielsku, teraz płynnie mówią nawet rolnicy - powiedział Georgy Szapary, doradca premiera Węgier ds. polityki gospodarczej. Jego zdaniem problemem krajów Europy Środkowo-Wschodniej jest niedopasowany system edukacji do
rynku pracy. - Produkujemy socjologów i ekonomistów, a trzeba nam więcej naukowców - mówił. Według niego to innowacje mogą podnieść konkurencyjność naszego regionu i przyciągąć do niego więcej inwestorów.
Ekonomiści nie mają wątpliwości - napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych oznacza tworzenie nowych miejsc pracy, zwiększa produktywność, oznacza napływ nowych technologii. Dlatego warto się o nie starać. Ale jest i druga strona medalu. - Pytanie, czy nie jesteśmy już za bardzo uzależnieni od zagranicznych inwestorów? - pytał w Krynicy Joze Mencinger, były słoweński wicepremier i minister gospodarki. Zwrócił uwagę, że zbyt duże uzależnienie może oznaczać rozprzestrzenienie się kłopotów z innych krajów, jak to miało miejsce w przypadku sektora bankowego w trakcie kryzysu.-
Słowenia była dość ostrożna, sektor bankowy, telekomunikacyjny w większości zostały w słoweńskich rękach - powiedział.