Dyskusja o zbyt małej liczbie inwestycji w Polsce niemal całkowicie zdominowała "panel energetyczny" na Forum Ekonomicznym w Krynicy.
Nieprzypadkowo: to jedno z najważniejszych wyzwań, przed jakimi stoi
Polska. Stare elektrownie, wybudowane w latach boomu inwestycyjnego PRL dożywają swoich dni. A nowe się nie powstają. Zdaniem energetyków trzeba oddawać 1000 MW rocznie. - Musimy budować tyle, ile w najlepszych dla polskiej energetyki latach 1965-85 - mówił Wojciech Bogdan z firmy doradczej McKinsey. Tymczasem coraz więcej inwestorów wycofuje się z zamiarów budowy, a ci którzy je podtrzymują - więcej mówią, niż robią.
Coraz bardziej realna jest perspektywa deficytu mocy, który będzie szczególne dotkliwy dla przemysłu - to firmy zużywają aż 75 proc. prądu w Polsce, a huty czy fabryki pożerają ogromne jego ilości. - Czy mamy pat inwestycyjny w polskiej energetyce? - pytał Bogdan.
Szef Enei Marek Owczarek winił za to m.in. sytuację właścicielską. Cztery największe grupy energetyczne - PGE, Tauron, Enea i Energa należą do skarbu państwa. - Właściciel nie jest zainteresowany łożeniem na te firmy, lecz raczej przepływem pieniędzy w odwrotnym kierunku. I nie strategia rozwoju zajmuje go najbardziej - mówił Owczarek. - Zarządy są niestabilne, nikt nie będzie myślał, co się wydarzy za lat 5, bo jego kadencja skończy się wcześniej, więc po podejmować ryzykowne i niebezpieczne decyzje - mówił.
Owczarek wymienił też inne powszechnie znane przyczyny, dla których elektrownie się nie budują: niepewność co do przyszłości cen praw do emisji CO2, niepewność co do terminu uwolnienia cen prądu do gospodarstw domowych. Ale dodał, że mimo to Enea chce inwestować. - Uruchomiliśmy budowę nowego bloku w Kozienicach, inwestycja potrwa kilka lat.
Optymizmem tryskał za to wiceprezes PGE Wojciech Topolnicki. - PGE ma kilka projektów inwestycyjnych, w większości z nich paliwem będzie gaz. Powód? Niska emisja dwutlenku węgla, krótszy cykl budowy.- My wychodzimy z założenia, że ponieważ bloki energetyczne będą "umierały", bardziej się opłaca budować nowe, niż remontować stare. Stare, węglowe będziemy wyłączać - przekonywał.
Deklaracja Topolnickiego to zmiana w dotychczas prezentowanych planach PGE. Jeszcze na początku roku spółka (największy producent elektryczności w Polsce) deklarowała, że większość bloków będzie zasilana węglem. - Uważam, że budując nowe wysokosprawne bloki, będziemy mieć przewagę. Nasze analizy wskazują, że w 2014 r. będziemy mieć trwały deficyt energii, zostanie to pokryte
importem z Niemiec, ale nie da się istniejącymi połączeniami sprowadzić więcej niż 4-5 proc. mocy - mówi Topolnicki.
Największy problem, jaki mają spółki energetyczne, to pieniądze. Budowa nowych potrzebnych Polsce elektrowni będzie kosztować kolosalne wręcz pieniądze. Według różnych szacunków potrzeba na to od 100 do 150 mld zł. Skąd wziąć takie fundusze w warunkach wciąż trwającego kryzysu finansowego i wielkiej ostrożności banków?
Michał Lubieniecki z firmy doradczej Icentis twierdził, że energetycy mają wszelkie szanse, aby finansowanie jednak sobie załatwić. - Firmy mają bardzo silne bilanse, duże nadwyżki gotówkowe. Ale będzie to spore wyzwanie z uwagi na skalę przedsięwzięcia. Polski sektor bankowy jest zdrowy, można się spodziewać, że będzie się utrzymywał w dobrej kondycji, ale jest relatywnie do
PKB i potrzeb inwestycyjnych energetyki mały.
Lubieniecki i Owczarek zgodnie twierdzili, że oprócz zadłużania się pieniądze powinny też pochodzić ze zwiększenia efektywności w państwowych firmach - drzemią tu ogromne możliwości.
- Ale nie możemy mówić tylko elektrowniach - zastrzegł Mirosław Biliński, prezes gdańskiej Energi. - Czy jadąc do Krynicy, mieliście problem z brakiem samochodu, czy dobrych dróg? W energetyce największe problemy są z sieciami, bez nich elektrownie będą tylko kupą złomu i betonu.
Budowę sieci utrudnia obecne prawo, które umożliwia długotrwałe protesty ludzi, przez których grunty przechodzą sieci. Owczarek twierdził, że prawo trzeba zmienić. - Nie zgadzam się z tym - ripostował Biliński. Jeśli będziemy czekać na zmianę prawa, to w ogóle nic nie powstanie. Przyznał, że prawo jest dotkliwe, a nawet upierdliwe, ale trzeba się z nim pogodzić. - Nie chciałbym żyć w Chinach, gdzie przecież łatwo buduje się 100 nowych elektrowni rocznie.
Wszyscy uczestnicy panelu zgodzili się jednak, że jedną ustawę trzeba zmienić - o zamówieniach publicznych, tak żeby utrudnić protesty firmom, które przegrywają
przetargi na budowę elektrowni. Wskutek obecnie obowiązującej ustawy budujemy dłużej i drożej - mówił Biliński.