Leszek Baj: W ten poniedziałek ministrowie finansów państw Unii Europejskiej uzgodnili, że wiosną każdego roku budżety krajów członkowskich będą kontrolowane. Czy to wystarczy, by uniknąć powtórki z greckiego kryzysu w przyszłości? Luc Frieden: To krok w dobrym kierunku. Budżety nie będą kontrolowane szczegółowo. Sprawdzane będzie po prostu, czy trzymają się one wytycznych unijnych. Przewagą tego rozwiązania jest to, że dzięki niemu nie będziemy odkrywać po czasie, że jest problem. Ministrowie finansów mogą wydać rekomendacje dla poszczególnych krajów, zanim te w ogóle opracują nowe [narodowe] budżety. Podjęta w poniedziałek decyzja jest więc ważna, ale brakuje jeszcze jednego ważnego elementu - co się stanie, jeśli kraj nie będzie chciał się zastosować do wytycznych? Potrzebujemy więc wypracowania odpowiednich sankcji.
Jak one miałyby wyglądać? - Zgodnie z obecnie obowiązującym unijnym prawem trudno byłoby znaleźć dużo takich kar. Myślę, że w krótkim terminie musimy skupić się na procedurze "naznaczania" danego kraju i zawstydzania go, że nie stosuje się do reguł, i wywierać w ten sposób presję na rząd i parlament danego kraju. Musimy też przedyskutować, czy w ramach unijnego
budżetu można opracować jakieś sankcje finansowe.
Na przykład zabieranie funduszy unijnych? - To mógłby być jeden ze sposobów. Jednak w dłuższej perspektywie powinniśmy się zastanowić, czy nie zmienić traktatu, co oczywiście jest bardzo trudne, ale może się okazać niezbędne, by zabierać czasowo prawo głosu danemu krajowi [na forum UE]. Najważniejsze jest to, że zdaliśmy sobie wreszcie sprawę z tego, że nasze budżety są narodowe, ale mają także europejskie implikacje.
Nie ma obawy, że takie sprawdzanie budżetów wzbudzi protesty przeciwko ograniczaniu suwerenności państw? - To nie jest ograniczanie suwerenności. Zdecydowaliśmy się zbudować wspólnie Unię Europejską i strefę euro. Wszyscy się zgodzili, że jeśli chodzi o deficyt czy dług, kraje będą prowadziły podobną politykę. To narodowe parlamenty decydują, na co są wydawane pieniądze - ale podstawy, w ramach których rozwijamy nasze budżety, w przyszłości będą europejskie.
W poniedziałek ministrowie finansów nie porozumieli się w sprawie wprowadzenia jednolitego podatku od banków. Co na to Luksemburg, znaczące centrum finansowe Europy? - Popieramy taki podatek, pod warunkiem że będzie on na tych samych zasadach obowiązywał w całej Europie, inaczej doszłoby do naruszenia konkurencji. Jesteśmy za tym, by z takiego podatku tworzony był specjalny fundusz, z którego można by ewentualnie ratować banki w przyszłości.
Jednak jeśli chodzi o podatek od transakcji finansowych, to uważam, że mógłby on zostać wprowadzony tylko pod warunkiem, że wszystkie najważniejsze centra finansowe na świecie zrobiłyby to samo. W przeciwnym razie instytucje finansowe stałyby się u nas mniej aktywne, a to jest niezgodne z naszą strategią rozwoju. Nie jesteśmy całkowicie przeciwni takiemu pomysłowi, ale kraje nie mogą wprowadzić go w życie bez odpowiedniej koordynacji działań.