- Za kilka lat nikt już nie będzie pamiętał o statycznym wyszukiwaniu - przekonywali wczoraj przedstawiciele koncernu, prezentując nową usługę
Google Instant. Statyczne, czyli takie jak dziś: szukamy np. porad, przy jakim stopniu zużycia wymienić klocki hamulcowe. Wpisujemy "klocki hamulcowe" do Google'a, naciskamy klawisz "szukaj". Nic ciekawego? Wpisujemy raz jeszcze, dodając do poprzedniego hasła "wymiana".
Z Instant jest inaczej - zaczynamy wstukiwać "kloc..." a Google pod spodem - nie czekając na nasze polecenie - już pokazuje wyniki. I zmienia je w trakcie wpisywania przez nas kolejnych liter. Przy wyrazie "klocki" może sugerować zabawki
dla dzieci. Ale gdy zaczniemy pisać "hamulcowe", wyniki pod spodem szybko zmienią się na motoryzacyjne.
Google przekonuje, że w ten sposób szybciej trafimy na właściwą stronę internetową (np. dyskusje na forum motoryzacyjnym o wymianie klocków). I samo wyszukiwanie będzie krótsze średnio od dwóch do pięciu sekund.
W praktyce oznacza to, że zwiększy się liczba odsłon, a co za tym idzie - liczba wyświetlanych reklam (będą się pojawiały, gdy użytkownik na trzy sekundy przestanie wpisywać tekst). Google nie chce jednak szacować publicznie, o ile nowe podejście do wyszukiwania zwiększy jego przychody z reklam.
- Użytkownicy nauczą się lepiej szukać, a jeśli okaże się, że docierają w ten sposób do interesujących ich stron, będą szukali jeszcze więcej. A to zwykle oznacza, że reklamodawcy będą mieli więcej okazji na dotarcie do użytkownika - mówi Frederick Vallaeys z Google'a. Instant jest domyślnie włączony w wyszukiwarce (funkcję można wyłączyć). Na razie działa dla wszystkich internautów na Google.com i w Rosji. W Niemczech, we Francji, Włoszech oraz w Wielkiej Brytanii, aby móc z niego skorzystać, trzeba mieć konto w Google'u. Wersja dla polskiego języka ma się pojawić za kilka tygodni.