Mimo wszechobecnych kart płatniczych, internetowych przelewów, bankowości przez komórkę w Szkolnych Kasach Oszczędnościowych, istniejącej od 80 lat, niegdyś bardzo popularnej formie oszczędzania dla najmłodszych, czas jakby się zatrzymał.
Nie dlatego, że w SKO dzieciaki nie chcą oszczędzać. Przeciwnie! W ubiegłym roku szkolnym 143 tys. uczniów z 1727 szkół podstawowych przynosiło do szkoły uzbierane drobniaki, a nauczyciele skrupulatnie wypisywali kwoty w uczniowskiej szkolnej książeczce oszczędnościowej - zupełnie tak samo, jak robili to ich dziadkowie. W sumie dzieciaki uzbierały 13 mln zł!
Jednak zamiast uczyć się podstaw finansów, najmłodsi de facto tracili. Pieniądze bowiem trafiały na konto oprocentowane w wysokości... 0,01 proc. - Dziś SKO uczy, że oszczędzanie się nie opłaca - mówił "Gazecie" dr Andrzej Rzońca, wiceprezes fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju i członek Rady Polityki Pieniężnej. Obecnie z książeczek korzystają głównie szkoły wiejskie i w miastach do 30 tys. mieszkańców. To ostatni dzwonek, żeby reanimować SKO.
- Na przełomie września i października zaprezentujemy nową odsłonę SKO - zapowiada Michał Macierzyński, który w PKO BP odpowiada za innowacje. Co czeka najmłodszych? Dostęp do rachunku SKO przez internet i telefon komórkowy, możliwość dokonywania wpłat w banku i najważniejsze - książeczka oszczędnościowa wreszcie będzie przyzwoicie oprocentowana. Więcej szczegółów bank na razie nie chce ujawnić.
- Na początek przeprowadzimy programy pilotażowe w kilku szkołach, na dobre nowe SKO ruszy w przyszłym roku. Chcemy, by
dziecko, kończąc podstawówkę, potrafiło obsłużyć
bankomat, wiedziało, co to lokata. W tym celu zaproponujemy nauczycielom programy specjalnych lekcji, ufundujemy materiały dydaktyczne - mówi Macierzyński.
Czy to zapowiedź potężnej ofensywy PKO BP wśród przyszłych potencjalnych klientów? W tej chwili dzieci poniżej 13. roku życia są praktycznie odcięte od usług finansowych - jedynym produktem dla nich pozostaje SKO. A wiadomo - pierwszy bank jest często bankiem na wiele lat. - Wiemy, że na tym nie zarobimy. Taki "klient" z podstawówki po dorosłe konto lub kartę przyjdzie przecież dopiero za kilkanaście lat! Chodzi nam o budowanie dobrego wizerunku - twierdzi Macierzyński.
PKO BP ma w statucie wpisany obowiązek prowadzenia kas SKO. Choć nikt nie broni innym bankom podobnej działalności, to poza kilkoma bankami spółdzielczymi nikt tego nie robi. Powód? Do prowadzenia kas oszczędnościowych
dla dzieci i młodzieży trzeba dopłacać.