Biznes Ludzie Pieniądze

Spółka Gazpromu - z gazowych zaświatów rodem

Andrzej Kublik
13.09.2010 , aktualizacja: 12.09.2010 19:41
A A A Drukuj
To prawdziwy majstersztyk Gazpromu - wymyślić spółkę, która działając, przynosi krociowe zyski, a po zawieszeniu działalności sieje zamęt na gazowych rynkach Polski i Ukrainy

Fot. ALEXANDER DEMIANCHUK REUTERS
"Udaczi!" (Powodzenia) - napisał prezydent Miedwiediew na rurze Nord Stream
W tym tygodniu z inicjatywy wicepremiera Waldemara Pawlaka odbędzie się spotkanie przedstawicieli rządów Polski i Rosji w sprawie wprowadzenia zmian do porozumienia obu rządów o dostawach rosyjskiego gazu do Polski oraz zasadach działania tranzytowego gazociągu jamalskiego transportującego rosyjski surowiec do Niemiec. To może się wydawać zaskakujące. Tekst porozumienia po niemal rocznych negocjacjach polskie Ministerstwo Gospodarki i rosyjskie ministerstwo energetyki uzgodniły już w grudniu 2009 r. W lutym na jego podpisanie zgodził się nasz rząd, a 13 kwietnia także premier Rosji Władimir Putin. Jednak gazowymi negocjacjami na Wschodzie rządzi logika horroru. Po jednym udanym dreszczowcu, niezbędny jest sequel.

W tym przypadku to nasz rząd wprowadził do gazowych negocjacji wątki, które pozwalają raz jeszcze rozpalić emocje. Chodzi o zapisy w porozumieniu, które zapewniają Gazpromowi monopol na wykorzystanie jamalskiej rury i ulgowe opłaty za tranzyt gazu do Niemiec.

Dopiero Komisja Europejska przypomniała naszym władzom, że Polska należy do UE i nie może łamać europejskiego prawa. A tak Bruksela oceniła przywileje dla Gazpromu. Dlatego wicepremier Pawlak musi teraz rozmawiać z Rosją o zmianie umowy.

Całe to zamieszanie wywołał Gazprom z pomocą RosUkrEnergo (RUE). Ta szwajcarska spółka była do 2009 r. wyłącznym importerem gazu na Ukrainę i handlowała gazem w Europie Środkowej.

RUE jest ściśle związane z Gazpromem. Rosyjski koncern ma połowę jego akcji (reszta należy do ukraińskich przedsiębiorców Dmitrija Firtasza i Iwana Fursina), w radzie dyrektorów RUE zasiadają członkowie zarządu Gazpromu, rosyjski koncern wyznacza też jednego z dwóch dyrektorów zarządzających spółką. Kluczowe negocjacje z RUE prowadzono w moskiewskiej centrali Gazpromu - relacjonowali polscy i ukraińscy gazownicy.

RUE było drugim co do wielkości po Gazpromie dostawcą gazu do Polski. Od 2005 r. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo kupowało od tej spółki 2,5 mld m sześc. gazu rocznie - niemal jedną piątą całego surowca zużywanego w kraju.

Na początku zeszłego roku RUE przestało jednak dostarczać do Polski zamówiony gaz. A Gazprom zgodził się uzupełnić niedobory, pod warunkiem że rządy Polski i Rosji uzgodnią nowe porozumienie gazowe.

RUE przestało się wywiązywać z kontraktu z PGNiG po wojnie gazowej Rosji z Ukrainą. Aby wymusić od Ukraińców wyższą zapłatę, na początku zeszłego roku Gazprom na trzy tygodnie wstrzymał tranzyt swojego surowca ukraińskimi rurami do Europy Zachodniej. Kończąc ten konflikt, premierzy Rosji Władimir Putin i Ukrainy Julia Tymoszenko uzgodnili rozejm, który wyrzucał RUE z gazowego rynku.

Na podstawie tego rozejmu umowy o tranzycie gazu do UE ukraiński Naftohaz uzgodnił wyłącznie z Gazpromem, nie przewidując tranzytu przez RUE. Jednocześnie Gazprom przestał dostarczać gaz RUE. Szwajcarska spółka nie mogła wypełnić kontraktu z PGNiG zablokowana jednocześnie przez Gazprom i Naftohaz.

Jednak w magazynach na Ukrainie RUE miało jeszcze 11 mld m sześc. gazu. Naftohaz uzgodnił z Gazpromem, że przejmie ten surowiec. W zamian Kijów zwolnił rosyjski koncern z 1,7 mld dol. opłat za tranzyt do Europy Zachodniej. Gazprom zalegalizował tę operację, podpisując z Naftohazem dziwaczne umowy o imporcie gazu, który faktycznie już był na Ukrainie i należał do RUE. Wydawało się, że szwajcarska spółka przeszła do historii.

Ale fortuna RUE odmieniła się raptownie w tym roku, kiedy wybory prezydenckie na Ukrainie wygrał Wiktor Janukowycz. W jego ekipie jest wielu polityków i menedżerów, którzy wcześniej byli związani z Dmitrijem Firtaszem, głównym partnerem Gazpromu w RUE.

W zeszłym roku Firtasz nie zgodził się na porozumienie Gazpromu z Naftohazem o przejęciu gazu RUE. W imieniu RUE zaskarżył tę transakcje w sądzie arbitrażowym w Sztokholmie.

W czerwcu wielu Ukraińców przeżyło szok. Trybunał w Sztokholmie zobowiązał Naftohaz, by zwrócił RUE 11 mld m sześc. gazu plus ponad 1 mld m sześc. surowca tytułem rekompensaty. W sumie to ponad 12 mld m sześc. gazu, prawie tyle, ile Polska zużywa przez rok. Jeszcze większy szok wywołały informacje, że zmienione przez ekipę Janukowycza władze Naftohazu praktycznie nie broniły swoich racji w arbitrażu. Z dokumentacji przedstawionej przez ukraiński koncern skrupulatnie usunięto informacje o wpływie Gazpromu na RUE i powiązaniach czołowych rosyjskich polityków z tą spółką.

To także Gazprom przesądził o powodzeniu protestów Firtasza. Bo rosyjski koncern też podpisał pozew RUE, jakby zapomniał o wcześniejszych uzgodnieniach i transakcjach z Naftohazem.

Gazprom mógł tak zrobić, bo wykazał się przezornością. Odstępując Naftohazowi gaz RUE, Rosjanie zastrzegli, że jeśli umowa zostanie podważona, to ich to nie dotyczy. Nie będą musieli zwracać ukraińskiej firmie 1,7 mld dol. opłat, z których byli zwolnieni w zamian za gaz szwajcarskiej spółki. Dopiero przed miesiącem okazało się też, że w zeszłym roku Gazprom nie umorzył ponad 300 mln dol. długów od RUE, chociaż firma ta nie prowadziła działalności i miała być wyrugowana z rynku. Koncern uznał tylko, że to nie jest już dług krótkoterminowy, lecz długoterminowy - jakby wciąż oczekiwał na jego uregulowanie. Rozmówcy dziennika "Wiedomosti" w Gazpromie stwierdzili, że koncern liczy na spłatę tego długu, gdy RUE odzyska gaz od Naftohazu.

Czy Naftohaz straci gaz warty dziś prawie 5 mld dol. oraz darowane Gazpromowi 1,7 mld dol. za tranzyt surowca? To budzi wzburzenie opozycji w Kijowie. A tamtejsze władze szukają winnych wśród poprzedników, przemilczając wsparcie Gazpromu dla RUE.

Latem pod zarzutem przekroczenia uprawnień, aresztowano byłego wiceszefa Naftohazu Ihora Didienkę, byłego szefa ukraińskich celników Anatolija Makarenkę i byłą księgową Naftohazu - za zatwierdzenie przejęcia surowca RUE. W środę w sprawie tych transakcji Służba Bezpieczeństwa Ukrainy przesłuchiwała też byłego wicepremiera Aleksandra Turczynowa, prawą rękę Julii Tymoszenko. - Liczę się z zatrzymaniem - przyznawał przed przesłuchaniem Turczynow.

Atmosfera gęstnieje, bo w sierpniu sąd rejonowy w Kijowie zatwierdził wyrok arbitrażu w Sztokholmie. Wyrok nie jest jeszcze ostateczny, ale już teraz ukraińskie media spekulują, że Kijów negocjuje kompromis z RUE i Gazpromem. Według dziennika "Kommiersant" Naftohaz ma zwrócić RUE ponad 5 mld m sześc. do sprzedaży na ukraińskim rynku. Gazprom i Firtasz zarobiliby na tym po 890 mln dol. - oszacował Maksim Szein z firmy doradczej Brokerkreditserwis.

To nie koniec problemów. Przymykając oczy na sprzeczne z prawem europejskim zapisy w polsko-rosyjskiej umowie gazowej, Bruksela zakwestionowałaby wprowadzane w UE reformy rynku gazowego. Podobny skutek na Ukrainie mogą przynieść działania RUE - ostrzegli w tygodniku "Dzerkało tyżnia" Myhajło Honczar i Maksim Alinow, znani eksperci rynku gazowego.

W lipcu parlament Ukrainy przyjął uzgodnione z Brukselą prawo, które wprowadza europejskie zasady oddzielania handlu gazem od jego transportu i magazynowania. Jednak arbitraż w Sztokholmie potwierdził stare umowy, przyznające RUE przywileje przy magazynowaniu surowca na Ukrainie i to może zablokować reformy ukraińskiego gazownictwa - alarmowali Honczar i Alinow. Podkreślają, że Gazprom może wykorzystywać do wywierania nacisków na Ukrainę wyrok arbitrażu.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów