Biznes Ludzie Pieniądze

Czas to pieniądz, czyli kredyt ze starej ery, a prowizja już z nowej - głupich prowizji odc. 7

Maciej Samcik
13.09.2010 , aktualizacja: 23.09.2010 19:55
A A A Drukuj
W naszym cyklu o dziwnych, głupich i wyjątkowo pomysłowych prowizjach było już prawie wszystko. Ale wciąż potraficie, drodzy czytelnicy, nas w swoich listach zaskoczyć.
Jak powszechnie wiadomo, czas to pieniądz. Wiedzą o tym zwłaszcza ci klienci instytucji finansowych, którzy po latach dostają od banków pisma z żądaniem zapłaty jakichś zapomnianych odsetek od dawnych kredytów. Cóż, warto pamiętać, żeby zawsze po spłacie kredytu wyciągnąć od banku zaświadczenie na ten temat. Choćby po to, by mieć absolutną pewność, że za kilka lat instytucja finansowa nie zgłosi się po jakieś pieniądze, oczywiście z karnymi odsetkami.

Najdziwniejsza sytuacja jest wtedy, gdy w grę wchodzą jeszcze czasy sprzed denominacji, kiedy kwoty kredytów oznaczały zupełnie coś innego niż dziś. Wtedy każdy był milionerem, choć te miliony nie reprezentowały większego majątku. „W 1973 r. moi rodzice wzięli kredyt na budowę domu w wysokości 100 tys. zł w PKO BP. Potrzebowałem w sprawie urzędowej zaświadczenia, iż kredyt ten został przez rodziców spłacony. Za wydanie takiego papierka w zeszłym tygodniu musiałem zapłacić 50 zł plus 3,75 zł za koszty wysłania kwitu na mój adres. Sęk w tym, że przed denominacją te 53,75 zł to 537 tys. starych zł, co stanowi 537,5 proc. pożyczonej przez rodziców kwoty. Czy to jest zgodne z prawem? Przecież to lichwa!” - poskarżył się jeden z moich czytelników. Cóż, kredyt ze starej ery, a prowizja już z nowej.

Mamy też i drugi przykład tego, że w rękach urzędników i finansistów dawne długi potrafią się mnożyć jak norki. Jeden z czytelników przesłał nam kopię pisma, które przekazał Zakład Ubezpieczeń Społecznych do jego zakładu pracy. Pismo miało groźny tytuł: „Zawiadomienie o zajęciu prawa majątkowego stanowiącego świadczenie z zaopatrzenia emerytalnego oraz ubezpieczenia społecznego u dłużnika zajętej wierzytelności będącego organem rentowym”. W ten sposób ZUS dochodzi zaległej należności z... 2001 r., która w owym czasie wynosiła 0,70 zł. „Na dzień dzisiejszy jest to kwota 12,30 zł. Właśnie na taką kwotę ZUS wszedł mi na konto w zakładzie pracy” - napisał czytelnik.

I dodał: „Nie chodzi mi o te 13 zł, ale o to, że przez 9 lat nic nie robili w tym względzie. Po drugie zaś, wysyłając do mnie i do mojego zakładu pracy dwa listy polecone i tworząc dokumenty na zajęcie wynagrodzenia, które ktoś w pocie czoła przez te 9 lat przygotowywał, ponieśli większe koszty z tym związane niż te 13 zł”. Co prawda, to prawda. Ale za to ktoś w ZUS dostanie premię za skuteczne ściąganie długów.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów