Biznes Ludzie Pieniądze

Poczet kryzysowych czarnych charakterów

Mariusz Piotrowski
13.09.2010 , aktualizacja: 12.09.2010 19:47
A A A Drukuj
Bernard L. Madoff Fot. Ruby Washington NYT Bernard L. Madoff
Byli twarzami globalnego kryzysu, często obwinianymi za jego wywołanie. Cwani oszuści i chciwi maklerzy hołdujący zasadom wyznaczonym przez Gordona Gekkę w filmie "Wall Street" Olivera Stone'a. Bernard Madoff i spółka. Łączy ich jedno - kosztowali globalny rynek miliardy dolarów strat. I to niezależnie od tego, czy kierowali się chęcią zysku, nakazami szefów czy zwyczajnym brakiem odpowiedzialności. Oto sylwetki ludzi, którzy zmienili, niekoniecznie na lepsze, gospodarcze losy świata
R. Allen Stanford
Fot. Lefteris Pitarakis AP
R. Allen Stanford
Jerome Kerviel otoczony przez dziennikarzy przed budynkiem sądu
Fot. Thibault Camus AP
Jerome Kerviel otoczony przez dziennikarzy przed budynkiem sądu
Bernard Madoff: - Mam nadzieję, że więzienie stanie się twoją trumną - powiedział na sali sądowej do twórcy największego oszustwa finansowego w historii Michael Schwartz. To jedna z osób, które powierzyły Madoffowi oszczędności swojego życia. Takich jak on były tysiące. Zaufali mu m.in. Steven Spielberg i John Malkovich. Kiedy sędzia odczytał wyrok skazujący niedawnego króla inwestorów na 150 lat więzienia, na sali zapanowała radość. Tak skończyła się historia człowieka, który przez ponad 20 lat oszukiwał klientów, mamiąc wizją ogromnych zysków.

Na oko jego oferta wyglądała atrakcyjnie - fundusz Madoffa dawał gwarancję 12 proc. zysku co roku, jednak w praktyce wypłacał je z pieniędzy innych klientów. Zdefraudował przynajmniej 65 mld dol. Zadziwiające jest, że szwindel ciągnął się tak długo, sam Madoff przyznał, że sądził, iż zostanie złapany znacznie wcześniej. Jednak amerykański SEC, który otrzymywał kolejne dowody nielegalnego procederu, długo ignorował sprawę. Aż do grudnia 2008 roku, kiedy piramida załamała się na skutek kryzysu, a Madoff został aresztowany. W więzieniu Madoff nie pozbył się starych nawyków. Oprócz nałogowego czytania książek i oglądania "Zabójczej broni" wiedzie za kratkami prym, doradzając współwięźniom, w co najlepiej inwestować pieniądze. Ci chwalą sobie jego rady, bo dobrze na nich wychodzą. Oczywiście, nie wszyscy - w marcu "WSJ" poinformował, że Bernie, jak pieszczotliwie określała go prasa, został pobity przez jednego z więźniów. Powód? W czasie rozmowy okazało się, że także jego Madoff doprowadził do ruiny w wyniku swojej słynnej piramidy.

Allen Stanford: Miliarder z Teksasu tak jak Madoff stworzył piramidę finansową. Co prawda zdefraudował „tylko” 8 mld dol., wciskając swoim klientom tzw. certyfikaty depozytowe, ale działał na ogromną skalę - w ciągu dziesięciu lat zaufało mu ponad 50 tys. osób ze 140 krajów, powierzając ponad 50 mld dol. Siedziba firmy Stanforda mieściła się w karaibskim raju podatkowym Antigua i Barbuda, gdzie miliarder przekupił szefa nadzoru bankowego, który patrzył przez palce na jego interesy. Cztery lata temu za zasługi dla małej wyspy Stanford otrzymał od tamtejszego gubernatora tytuł szlachecki (w kwietniu został mu on odebrany). Aresztowany w czerwcu 2009 roku przebywa obecnie w więzieniu w Houston i oczekuje na proces, który ma się rozpocząć w styczniu przyszłego roku.

Jerome Kerviel: Ofiara korporacji czy finansowy terrorysta? Sprawa byłego maklera Société Générale, który o włos nie puścił swojego banku z torbami, podzieliła w 2008 roku Francję. W styczniu SocGen ogłosił, że 33-letni Karviel przez ponad rok nielegalnie inwestował pieniądze banku w ryzykowne aktywa o wartości 50 mld euro i naraził go na stratę 4,9 mld euro. Według Société Générale makler dokonywał transakcji bez wiedzy szefów, fałszując dokumenty i włamując się do systemów komputerowych banku.

Jednak po aresztowaniu Kerviel zeznał, że przełożeni wiedzieli o każdej jego operacji, bo wykonywał ich polecenia. - Jerome Kerviel nie jest oszustem. Został wytrenowany i stworzony przez Société Générale. Szefowie banku widzieli, wiedzieli i jeśli nie zachęcali, to przynajmniej pozwalali mu na wszystko, czego dokonał - mówił przed sądem jego prawnik. Bank, bijąc się w piersi, utrzymuje z kolei, że nic nie wiedział, a działalność maklera była możliwa dzięki rzadko odbywającym się kontrolom. Kto ma rację? Paryski sąd wyda wyrok 5 października. Kervielowi grozi pięć lat więzienia i 375 tys. euro grzywny.

Steven Perkins: I jak tu nie wierzyć, że alkohol szkodzi? Przekonał się o tym brytyjski makler z firmy PMV Oil Futures, który w czerwcu ubiegłego roku postawił na głowie cały rynek ropy. Po suto zakrapianej imprezie ze swojego firmowego laptopa zawarł kontrakty terminowe na kwotę 520 mln dol. i kupił 7 mln baryłek ropy. Cena z miejsca skoczyła o 1,5 dol., do najwyższego poziomu od miesięcy, a Perkins, także z miejsca, stracił posadę. Początkowo próbował się tłumaczyć, że działał na zlecenie jednego z klientów, ale w końcu przyznał się do winy. Brytyjski regulator rynku FSA ukarał go grzywną w wysokości 72 tys. funtów i wydał specjalne oświadczenie, w którym stwierdził, że „pijany pan Perkins stanowi ekstremalne zagrożenie dla całego rynku”. Dodatkowo otrzymał pięcioletni zakaz pracy w zawodzie, ale tylko na terenie Wielkiej Brytanii. I właśnie dlatego na początku lipca rynek ponownie ogarnął blady strach, gdy media doniosły, że Perkins rozmawia w Szwajcarii z największym na świecie brokerem na rynku biopaliw Starsupply. Ostatecznie Szwajcarzy zatrudnili Perkinsa, ale nie jako brokera, tylko... trenera młodych pracowników. - Wiemy, jak duże straty poczynił ten człowiek, ale chcemy dać mu drugą szansę - powiedział prezes Starsupply.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    25 głosów