Leszek Kostrzewski; Piotr Miączyński: Pani profesor, wyobraźmy sobie sytuację: przychodzi do pani premier Donald Tusk i pyta: co zrobić, aby w Polsce rodziło się więcej dzieci? Co mu pani odpowiada? prof. Irena E. Kotowska: Że nie ma jednego rozwiązania, które da natychmiastowe efekty...
Eee... Politycy lubią konkrety. Proste rozwiązania. - Proszę bardzo. Będzie zapewniona opieka nad małym dzieckiem - pary częściej będą decydować się na potomka. Jaki wybór mają dziś młodzi rodzice? Kto ma się zajmować ich dzieckiem? Babcie? Rezygnując z pracy wieku pięćdziesięciu kilku lat? Nianie? Kogo na nie stać?
To premier odpowie: wiemy, że brakuje żłobków i przedszkoli, oczywiście, że będziemy je budować, ale później. Kryzys jest. Pieniędzy nie ma. Oszczędzać trzeba. "Orliki" na razie stawiamy. - Kiedy później? Nie mamy czasu. To ostatni moment! Teraz dzieci mogą mieć osoby z wyżu demograficznego lat 70. i 80. W latach 1973-87 rodziło się ponad 600 tys. dzieci rocznie, z maksymalną liczbą urodzeń 724 tys. w 1983 r. Teraz musimy ich zachęcać, aby sami mieli dzieci.
A nie możemy zachęcać, ale później? - Później będzie coraz trudniej. Po 2015 r. po prostu bardzo zmniejszy się liczba kobiet w wieku 25-34 lat, decydujących o ogólnej liczbie urodzeń. Musimy być świadomi, że liczba urodzeń będzie spadać, nawet jeśli uda nam się podtrzymać tendencje wzrostu dzietności obserwowaną od 2004 r. Bo kto je ma rodzić? Pokolenie niżu z lat 90.? Liczba urodzeń spadła do 351 tys. w 2003 r., najniższego poziomu w całym okresie powojennym. I mimo że w 2009 r. urodziło się 425 tys. dzieci, to ciągle jeszcze jest to niska liczba urodzeń, podobnie jak dzietność - 1,39 dziecka na kobietę.
Wyjście? - Polki relatywnie często decydują się na pierwsze dziecko. Naszym problemem jest, by częściej rodzice podejmowali decyzję o drugim. Ankietowane przez nas kobiety mówią: "Z jednym dzieckiem sobie poradzę, ale z dwójką?".
Musimy im pomóc. Apeluję do wszystkich partii politycznych: ogłośmy na wzór "orlików" program wspierania rodziców w łączeniu ich obowiązków rodzicielskich z pracą zawodową.
Na czym miałby polegać? - Przede wszystkim budujmy żłobki i przedszkola. Powtarzam to do znudzenia: ze żłobków korzysta tylko 3 proc. dzieci w wieku do 3 lat. Najmniej w UE! Wstyd. Z korzystaniem z przedszkoli jest nieco lepiej, choć nadal znajdujemy się w grupie krajów o najniższych wartościach tego wskaźnika - około 43 proc. dzieci w wieku 3-6 lat uczęszcza do przedszkoli. Te wskaźniki w Szwecji wynoszą odpowiednio 47 proc. oraz 91 proc.!
Druga sprawa - czas pracy w tych instytucjach musi być bardziej elastyczny, tak by rodzice mogli zostawić dziecko na odpowiadającą im liczbę godzin. Przedszkola muszą też być czynne dłużej niż dzisiaj.
Zmienić się też musi organizacja zajęć w szkole w klasach najmłodszych. Potrzebne są świetlice z zajęciami pozalekcyjnymi dla uczniów z tych klas. W nich dzieci powinny odrabiać lekcje pod fachowym nadzorem. Zmniejszy to czas, jaki rodzice muszą przeznaczać na pomoc i nadzór w odrabianiu lekcji w domu, a także przyczyni się do ograniczania nierówności edukacyjnych. Nie każdy rodzic jest bowiem w stanie odpowiednio pomóc w tym swemu dziecku. To
szkoła jest od nauki.
Premier nie jest zadowolony z pani profesor. Wydała pani już ładnych kilka miliardów i jeszcze zwiększyła zatrudnienie w szkołach i przedszkolach. - Ze wzrostu zatrudnienia powinniśmy się cieszyć, zwłaszcza że dotyczy ono sektora tak ważnego dla właściwego rozwoju kolejnych pokoleń!
A co jeszcze zmienić? Badania pokazują, że kobiety obawiają się problemów z powrotem do pracy po przerwie związanej z macierzyństwem. Konieczne jest więc zachęcanie do skracania przerw w pracy związanych z korzystaniem z urlopów wychowawczych. Obecnie, mimo że można z nich korzystać w częściach, ponad 90 proc. urlopów jest wykorzystywana w całości.
Pani proponuje, aby wprowadzić płatny urlop wychowawczy w wysokości np. 80-90 proc. pensji. To wynagrodzenie zmniejszałoby się jednak wyraźnie, tak jak np. w Szwecji, wraz z wydłużaniem czasu przebywania na urlopie - Byłaby to nie tylko zachęta do skracania przerwy w pracy, ale także wyraźne wsparcie finansowe dla rodziny. Co więcej, badania wskazują, że takie rozwiązanie zachęca ojców do korzystania z urlopów wychowawczych. Obecnie w Polsce jedynie 3 proc. ojców korzysta z tego urlopu.