Biznes Ludzie Pieniądze

Państwo wróciło, by teraz odejść. Nacjonalizacja nie pomogła?

Konrad Niklewicz
13.09.2010 , aktualizacja: 12.09.2010 20:00
A A A Drukuj
Gdy wybuchł kryzys, rządy europejskie i Stanów Zjednoczonych wyłożyły setki miliardów euro i dolarów, by ratować banki i kluczowe spółki przed bankructwem. Teraz te same rządy zgodnie pozwalają bankom i spółkom wykupić się z publicznej niewoli
Sojusz rządowo-korporacyjny. Pracownicy General Motors klaszczą, samochód prowadzi szef północnoamerykańskiej
części GM Mark Reuss. Obok niego - gubernator stanu Ohio Ted Strickland
Sojusz rządowo-korporacyjny. Pracownicy General Motors klaszczą, samochód prowadzi szef północnoamerykańskiej części GM Mark Reuss. Obok niego - gubernator stanu Ohio Ted Strickland
Kostki domina zaczęły się sypać 17 lutego 2008 r. Po tym gdy nie udało się znaleźć żadnego prywatnego inwestora gotowego wyłożyć miliardy funtów, rząd brytyjski ogłosił nacjonalizację banku Northern Rock. Bank nie miał szans - od lat opierał się głównie na pożyczaniu pieniędzy od innych banków, a nie z depozytów. Kurcząca się dostępność pożyczek międzybankowych dobiła Northern Rock, który stał się pierwszym bankiem przejętym przez państwo na Wyspach Brytyjskich od lat 70. Ale Northern Rock był tylko małym bankiem. Prawdziwe trzęsienie ziemi dopiero nadchodziło.

14 lipca 2008 r. amerykańskie władze przejęły stery w Fannie Mae i Freddie Mac - dwóch instytucjach gigantach kredytujących rynek nieruchomości (wartość ich portfela kredytów i gwarancji wynosiła wówczas 5 bln dolarów.

28 września przyszedł czas na nacjonalizację kolejnego banku europejskiego - zakorzenionego w Belgii, ale obecnego w całej wspólnocie Fortisu.

Już następnego dnia rząd brytyjski przejął kontrolę nad lokalnym bankiem Bradford & Bingley. Nacjonalizacja była dość specyficzna - państwo przejęło tylko "hipoteczną" część B&B, operacje detaliczne (i lokaty) sprzedając hiszpańskiemu bankowi Santander.

Tego samego dnia nacjonalizację banku Glitnir ogłosiły władze Islandii.

30 września ogłoszono państwowy ratunek (6,4 mld euro) dla kolejnego belgijskiego banku - Dexii. I w tym wypadku rządy (bo w operacji brały udział Belgia, Francja i Luksemburg) objęły udziały w banku w zamian za ratunek.

Także w ostatnich dniach września 2008 r. nacjonalizacja banków rozpoczęła się w Niemczech - kosztem 50 mld euro z publicznej kasy uratowano przed bankructwem bank Hypo Real Estate, przy czym tę operację ratunkową władzom niemieckim udało się przeprowadzić we współpracy z inwestorami prywatnymi. Jeszcze więcej publicznych pieniędzy musiał wysupłać rząd amerykański, by w tym samym miesiącu (wrześniu 2008 r.) ratować firmę ubezpieczeniową AIG - aż 85 mld dolarów.

W kolejnych miesiącach kurek z państwowymi pieniędzmi wciąż musiał być otwarty na full, zarówno w Europie, jak i w USA. 13 października 2008 r. rząd brytyjski ogłosił, że wpompuje 37 mld funtów w ratowanie Royal Bank of Scotland, Lloyds TSB i HBOS.

4 grudnia (dopiero 4 grudnia!) do nacjonalizacyjnej ofensywy przystąpił też rząd Francji - prezydent Nicolas Sarkozy ogłosił program wsparcia dla firm wart 26 mld euro. Preferencyjne pożyczki dostały między innymi koncerny samochodowe Renault i Peugeot. Dając wsparcie koncernom, Sarkozy nie ukrywał, że domaga się większego udziału państwa w podejmowaniu decyzji w obu firmach.

Jednak to nie Francuzi okazali się najbardziej "hojni" dla swoich koncernów samochodowych. 1 lipca 2009 r. państwo amerykańskie stało się faktycznym właścicielem koncernu General Motors. Ta firma - przez dziesięciolecia symbol potęgi amerykańskiego przemysłu - musiała ogłosić formalne bankructwo, ale produkcji nie zaprzestała, bo dostała 50 mld dolarów pożyczki z publicznej kiesy. W zmian za zastrzyk gotówki rząd objął 61 proc. akcji GM.

A to tylko wybrane przykłady - nacjonalizacji było znacznie więcej, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Europie. Po upadku amerykańskiego banku Lehman Brothers okazało się bowiem, że dziesiątki znanych i mniej znanych banków są zagrożone upadkiem. A fatalne efekty upadku Lehmana przekonały, że na kolejne bankructwa pozwolić już nie można.

Fala się odwraca

Wielki powrót państwa na scenę gospodarczą okazał się jednak bardzo krótkotrwały. Te same rządy, które w 2008 r. inwestowały publiczne miliardy (obejmując udziały w ratowanych bankach i firmach), dziś z zadowoleniem godzą się na masowe "wykupywanie się" z państwowej niewoli.

Na początku sierpnia amerykański sekretarz skarbu Timothy Geithner ogłosił, że aż 75 proc. pomocy ratunkowej - przekazanej amerykańskim instytucjom finansowym - zostało spłaconych. Państwo amerykańskie pożyczyło (pod zastaw) 274 mld dolarów, a już teraz dostało z powrotem ponad 190 mld - z czego 11 mld to odsetki i dywidendy przysługujące państwu z tytułu objętych udziałów.

To samo dzieje się Europie. Już we wrześniu 2009 r. bank BNP Paribas wsparty kwotą 5 mld euro zaczął zbierać pieniądze na rynku, by spłacić wszystko to, co od państwa dostał (oczywiście z odsetkami). W ślady BNP Paribas poszły też włoskie banki Unicredit i Intesa Sanpaolo - również zmuszone w 2008 r. do korzystania z pomocy państwa.

Z kolei w ostatni piątek koncerny Peugeot i Renault - zazwyczaj wściekle ze sobą konkurujące - równolegle ogłosiły, że przed terminem spłacą ok. 30 proc. pożyczki, którą dostały od francuskiego skarbu państwa w kwietniu 2009 r. (obie firmy dostały po 3 mld euro).

Spłata tej pożyczki miała się zacząć formalnie w 2011 r. (i zakończyć w 2014 r.), ale firmy postanowiły przyspieszyć spłatę. Oficjalnie - bo chciały znacząco zredukować swoje zadłużenie ciążące na ich bilansach.

Nieoficjalnie - bo chcą powrócić do sytuacji sprzed kryzysu, gdy państwo miało bardzo ograniczony wpływ na działalność obu spółek.

Udzielając pomocy obu koncernom, rząd francuski nie ukrywał, że oczekuje od firm określonej polityki, np. nieprzenoszenia produkcji samochodów poza Francję. Tymczasem obie firmy wołałby nie musieć uwzględniać takich rad, bo przenoszenie produkcji aut do "tańszych" krajów jest dziś smutną, rynkową koniecznością. A że znów koncerny odnotowują zyski (w I poł. roku 680 mln euro w przypadku Peugeota i 780 mln euro w przypadku Renault), to mają z czego wcześniej spłacić dług.

Ich decyzja jest zresztą na rękę francuskiemu rządowi, który walczy z rosnącym deficytem budżetowym i pilnie potrzebuje gotówki.

Nawet w tych przypadkach, gdzie nastąpiła pełna nacjonalizacja, rządy już przebąkują o reprywatyzacji. Tak ma stać się np. z bankiem Northern Rock podzielonym przez państwo na dwie części. Jedna z nich - Northern Rock Asset Management - już wróciła do zysków. Podobnie jak znacjonalizowany Bradford & Bingley. Władze brytyjskie rozważają więc połączenie obu banków i ich późniejszą sprzedaż na rynku, choć terminu jeszcze nie podają.

Jednak najbardziej widocznym przykładem wycofania się państwa z gospodarki będzie zapewne reprywatyzacja "Government Motors", jak nazywane jest teraz GM. Jak twierdzą amerykańskie media, już wkrótce akcje koncernu wrócą na amerykańską giełdę. Debiut odrodzonej spółki nastąpi prawdopodobnie jeszcze w tym roku (o ile w listopadzie uda się zorganizować spotkania z potencjalnymi inwestorami), zaś całkowita prywatyzacja powinna być zakończona na przełomie 2012 i 2013 r. Na pierwszy ogień na rynku mogą być sprzedane akcje GM o wartości nawet 20 mld dolarów - informuje Reuters. Ta sama agencja donosi, że w celu zainteresowania jak największej liczby inwestorów prywatnych akcje GM mogą być sprzedawane z niewielką stratą - tj. skarb państwa zarobi na nich mniej, niż wynosiły koszty ratowania

To tylko objaw determinacji prezydenta Obamy, żeby "Government Motors" na powrót stały się General Motors. Nawet jeśli w międzyczasie firma stała się kurą znoszącą złote jaja - tylko w II kwartale 2004 r. miała 1,3 mld dolarów zysku.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów