Komisja Europejska przewiduje, że wzrost gospodarczy w Polsce wyniesie 3,4 proc. PKB w 2010 r., choć jeszcze w maju prognozowała 2,7 proc. Jednak o ile to
Polska bywała do niedawna głównym pozytywnym bohaterem sprawozdań Komisji jako jedyny kraj UE wolny od recesji w 2009 r., to teraz rolę prymusa na dobre przejmują
Niemcy.
- Rozpędzają gospodarkę całej Unii, co świetnie widać w Europie Środkowo-Wschodniej - mówił wczoraj komisarz UE ds. gospodarczych i walutowych Olli Rehn, który podniósł prognozę wzrostu w Niemczech z 1,2 do 3,4 proc. w 2010 r.
Zdaniem specjalistów Komisji ogromny skok niemieckiej, czyli największej w UE gospodarki to nie tylko zasługa eksportu, ale też stopniowego zwiększania się popytu wewnętrznego. To świetna wiadomość, bo
Berlin był od kilku miesięcy coraz ostrzej krytykowany, głównie przez inne kraje strefy euro, za utrzymywanie zbyt niskiego popytu wewnętrznego, co, jak bili na alarm m.in. Francuzi, miało potęgować nierównowagę ekonomiczną w Eurolandzie.
Choć
Bruksela niemal podwoiła wczoraj prognozy wzrostu dla strefy euro oraz całej Unii Europejskiej, to zwłaszcza
Hiszpania nie ma wielkich powodów do radości. Jako jedyny z siedmiu największych krajów UE odnotuje w tym roku spadek PKB (o 0,3 proc.). Jednak i ona, i reszta krajów (w tym Polska), których prognozy przedstawiła wczoraj Bruksela, mają w drugiej połowie tego wolniejszy wzrost gospodarczy w ujęciu kwartalnym oraz nikłe tempo wzrostu zatrudnienia. Z powodu ryzyka stagnacji zatrudnienia i płac realnych Komisja zachęca Polskę do "przeprowadzenia niezbędnej konsolidacji fiskalnej".
- Prognoza pokazuje ryzyko umacniania się w UE pewnego dualizmu między przedsiębiorstwami zdolnymi do konkurowania na rynku światowym i tymi, które zależą głównie od popytu na rynkach krajowych. Ta tendencja wzmocni popyt na wysoko kwalifikowanych pracowników. Może także mieć wpływ na decyzje europejskich inwestorów dotyczące przenoszenia działalności gospodarczej do dynamicznie rozwijających się, wschodzących gospodarek Azji i Afryki o niższych kosztach i rosnącym popycie - mówi szefowa europarlamentarnej komisji ds. rozwoju regionalnego Danuta Hübner.
Z kolei komisarz Rehn przestrzegał wczoraj, że poprawa w gospodarce UE jest bardzo krucha. Może jej bowiem zagrozić nie tylko przyhamowanie eksportu (wskutek spadku popytu na europejskiej produkty poza UE), ale też kolejne zawirowania na rynkach finansowych.
Choć w Brukseli wolą nie wywoływać wilka z lasu i mało kto publicznie mówi teraz o kłopotach sektora bankowego w Irlandii, to eurokraci nie kryją ogromnego niepokoju w nieoficjalnych rozmowach. - Z Grecją to była prosta sprawa: przekręty statystyczne, lekceważenie kryteriów budżetowych - i to przyniosło kryzys. Jeśli jednak rynki finansowe napadną na Irlandię, choć ta przeprowadza bolesne reformy zgodne z zaleceniami UE, będziemy w kropce - mówi jeden z unijnych dyplomatów.
Komisja Europejska nieznacznie podwyższyła wczoraj prognozy inflacji - w Polsce ma ona wynieść 2,6 proc, choć wcześniej przewidywano 2,4 proc.