Ogłoszona w piątek decyzja irlandzkiej grupy AIB, że czwarty największy bank w Polsce trafi w ręce Hiszpanów, rozwścieczyła pozostałych uczestników wyścigu - PKO BP i
BNP Paribas. Oficjalnie ani jedni, ani drudzy nie chcą się wypowiadać, ale z ustaleń "Gazety" wynika, że i Francuzi, i Polacy będą - być może wspólnie, to się okaże za kilka dni - żądali wyjaśnień w sprawie tego ich zdaniem "ustawionego"
przetargu.
PKO BP i BNP Paribas podejrzewają, że Santander, który zapłaci za BZ WBK oraz należącą do banku firmę zarządzającą aktywami 3,1 mld euro, mógł wcześniej znać ceny z konkurencyjnych ofert. Według nich od pewnego czasu Hiszpanie negocjowali z AIB na zasadach wyłączności, nie ujawniając tego. Już ponad tydzień temu prezes BZ WBK Mateusz Morawiecki spotkał się na prośbę Irlandczyków z prezesem Santandera.
Wątpliwościami PKO BP i BNP Paribas chce się zająć Komisja Nadzoru Finansowego. Jak powiedział "Gazecie" Łukasz Dajnowicz, jej rzecznik, KNF wszczyna w tej sprawie postępowanie wyjaśniające. KNF zbada, czy Santander miał lepszy od pozostałych pretendentów dostęp do informacji i czy pozyskał informacje poufne. Prawdopodobnie zostaną też sprawdzone relacje Santandera z firmą KPMG, którą Hiszpanie wynajęli do doradzania przy tej transakcji. Ta sama firma jest audytorem BZ WBK, ma więc pełen dostęp do informacji o jego sytuacji finansowej, prognozach wyników itp.
A gdyby KNF wykazała, że Hiszpanie - by mieć uprzywilejowaną pozycję w przetargu - weszli w posiadanie informacji, których BZ WBK nie powinien im ujawniać? Mogłoby to bardzo skomplikować życie Santanderowi. Już samo to, że w KNF trwa postępowanie wyjaśniające, opóźni proces uzyskiwania przez Hiszpanów zgody na przejęcie władzy nad BZ WBK. Bez zgody KNF nowy inwestor nie będzie mógł wykonywać prawa głosu z kupionych od AIB akcji.
Tymczasem na giełdzie panuje szał zakupów akcji BZ WBK. Już na początku poniedziałkowych notowań kurs wystrzelił w górę jak z procy i utrzymał wysokie loty do końca. Akcje banku, które jeszcze w piątek na zamknięciu kosztowały 195 zł, w pierwszym notowaniu nowego tygodnia są już wyceniane na 215 zł. To oznacza, że ich posiadacze w ciągu weekendu zarobili... 10 proc.!
Wszystko z powodu ceny, po której Santander przejmuje kontrolny pakiet w BZ WBK. Przeliczając 3,1 mld euro na
złote po obecnym kursie rynkowym, otrzymujemy ok. 225 zł za akcję. A Hiszpanie zobowiązali się, że odkupując 70 proc. akcji od AIB, złożą też taką samą ofertę inwestorom mniejszościowym. Nic więc dziwnego, że akcje BZ WBK stały się nagle dla inwestorów znacznie cenniejsze.
Tymczasem Hiszpanie, nie komentując zarzutów o to, że byli preferowani w przetargu na BZ WBK, rozmawiali w poniedziałek z analitykami. Według relacji analityków przedstawiciele Santandera zaprezentowali wizję oszczędności w BZ WBK sięgających 220 mln zł rocznie. To ogromna kwota, biorąc pod uwagę, że dziś BZ WBK zarabia ok. miliarda złotych rocznie.
Santander chce zaoszczędzić na likwidacji lokalnych systemów IT, zmniejszyć zatrudnienie w tym obszarze, scentralizować zakupy sprzętu, zmniejszyć zatrudnienie w administracji, scentralizować większość działań biznesowych. To oznacza, że dzisiejszy BZ WBK zostanie wchłonięty przez globalną strukturę Santander i będzie praktycznie siecią dystrybucji, lokalnym oddziałem Hiszpanów.
W tej sytuacji niepewny jest los prezesa BZ WBK. Mateusz Morawiecki - podobnie jak Jan Krzysztof Bielecki z Pekao, który odszedł na fali pogłosek, że centrala będzie chciała ograniczyć samodzielność polskiego zarządu - może nie chcieć być narzędziem do wykonywania poleceń z centrali w Madrycie.
Maciej Meder, szef polskiego oddziału niemieckiej firmy badawczej Zeb, pociesza, że hiszpańska grupa jest zorganizowana tak, że do prezesa w Madrycie raportują nie szefowie linii biznesowych (np. szef od kredytów gotówkowych w całej Europie), ale szefowie regionów. - Rola zarządu lokalnego banku-córki jest większa niż w innych organizacjach, które zarządzają głównie liniami biznesowymi. Zarządy banków Santandera są złożone z lokalnych menedżerów, co też świadczy o tym, że próbują pogodzić globalne standardy ze specyfiką lokalną - mówi Meder.