Na czwartkowym szczycie liderzy UE będą prawdopodobnie musieli zająć się rozwiązywaniem sporów handlowych Rzymu z Seulem. Jako jedyne z 27 państw UE Włochy nie zgodziły się na zatwierdzenie umowy o wolnym handlu z tym azjatyckim tygrysem. Wymiana handlowa UE z Koreą ma wartość ponad 60 mld euro rocznie.
Umowa przewiduje zniesienie ceł i innych barier handlowych między UE i Koreą. To ułatwiłoby europejskimi firmom
eksport towarów do tego azjatyckiego państwa. A dodatkowo w kieszeniach europejskich firm zostałoby 1,6 mld euro, które wydają co rok na koreańskie cła.
Ale jednocześnie koreańskie firmy będą miały także ułatwiony dostęp do rynków Unii Europejskiej. Zniesienie ceł na koreańskie auta ułatwi np. walkę o względy europejskich kierowców koncernowi Hyundai, który już teraz jest piątym co do wielkości producentem samochodów na świecie.
Tej właśnie konkurencji obawia się Rzym, bo w produkcji małych i tanich samochodów Hyundai jest wielkim rywalem Fiata. I Włosi rozpoczęli ostrą grę w obronie Fiata, w ostatniej chwili wstrzymują zatwierdzenie przez UE umowy z Koreą. Miało się to stać w ostatni piątek na szczycie ministrów handlu UE, tak by umowa weszła w życie w przyszłym roku.
Jednak w piątek Włosi zażądali, by opóźnić wprowadzenie umowy w życie co najmniej do 2012 r. - Zwróciliśmy się o zmiany w umowie, szczególnie w sektorze samochodowym. Niestety, nasze sugestie nie zostały zaakceptowane - mówił włoski wiceminister handlu zagranicznego Adolfo Urso.
Weto Włoch może wykoleić porozumienie UE z Koreą, bo wymaga ono przyjęcia przez wszystkie państwa członkowskie UE i Parlament Europejski.
Przez weekend europejscy dyplomaci namawiali swoich włoskich kolegów, by zmienili zdanie. Liczyli na to, że Włochy zaakceptują umowę z Koreą wczoraj, na posiedzeniu ministrów spraw zagranicznych UE. Ale to były płonne nadzieje.
Teraz przywódcy UE będą musieli namawiać premiera Włoch Silvia Berlusconiego, by zaakceptował umowę. A terminy gonią. Na 6 października zaplanowano szczyt UE - Korea, a miesiąc później w Seulu odbędzie się szczyt państw G20 o liberalizacji światowego handlu. Prestiż UE znacznie by ucierpiał, gdyby przed tymi szczytami nie zatwierdzono umowy o wolnym handlu z Koreą.
Włoskie zastrzeżenia budzą coraz większą irytację w UE.
- KE i państwa członkowskie zrobiły już wiele ustępstw wobec włoskich kolegów - powiedział wczoraj wiceszef niemieckiej dyplomacji Werner Hoyer. A część unijnych dyplomatów sugeruje, że włoscy politycy stanęli do walki o interesy Fiata z resztą UE, aby poprawić swoje notowania w ojczyźnie - napisała agencja AP.
- Nie można patrzeć na tę umowę tylko z perspektywy zagrożeń - podkreśla wiceminister gospodarki Marcin Korolec. Podkreśla, że od 2004 r. polski eksport do Korei - liczonych w złotych - rośnie o 4-5 proc. rocznie, nawet w czasie kryzysu.
Zdaniem Korolca te statystyki pokazują, że wprowadzenie wolnego handlu może przyczynić się do jeszcze szybszego wzrostu naszego
eksportu do Korei.
Na wniosek Polski do umowy UE z Koreą wprowadzono też zabezpieczenia dla europejskich firm. Chodzi o klauzule, które przewidują, że jeśli
import z Korei gwałtownie wzrośnie, to będzie można przywrócić dotychczasowe ograniczenia handlowe (np. cła).
Takie klauzule na wniosek Polski wejdą w życie jednocześnie z traktatem o wolnym handlu, bo początkowy tekst umowy nie precyzował terminu ich wprowadzenia.
Część firmy z UE obawiała się, by Korea nie stała się pośrednikiem dla innych państw Azji w
eksporcie do Europy. - Na polski wniosek wprowadzono zasadę podwójnego przetworzenia wobec koreańskich towarów. To znaczy, że z Korei nie będzie można wysłać bez cła do Europy koszuli uszytej z części skrojonych już np. w Chinach. Bez cła będzie można do UE wysłać koszulę, którą uszyto w Korei z materiału wyprodukowanego także w Korei - tłumaczył "Gazecie" Korolec.