Gdy niedawno Michał Smolorz, znany śląski publicysta, w swoim felietonie "Imperium górnicze nie poddaje się" po raz kolejny zwrócił uwagę na problem dotowania górnictwa z budżetu państwa oraz nierozwiązaną kwestię górniczych emerytur, przez Śląsk przetoczyła się fala oburzenia. Jacek Korski, wiceprezes Kompanii Węglowej, największej górniczej firmy w Polsce, w pełnej emocji polemice od razu wypomniał Smolorzowi, że przecież dziennikarzom też kiedyś przysługiwało prawo do wcześniejszych emerytur. Ta wymiana ciosów dobrze charakteryzuje atmosferę wokół kopalń i węgla kamiennego. Z jeden strony górnicze lobby, owe "imperium zła", "ciemna strona mocy", które domaga się uznania dla ciężkiej pracy górników, ale ma jednocześnie świadomość utraty wpływów i znaczenia, z drugiej - nieśmiałe głosy "reformatorów", którzy alarmują, że nie można przeprowadzić reformy finansów publicznych bez zmian w ustawie dającej górnikom przywileje emerytalne, jakich nie ma żadna inna grupa zawodowa w Polsce.
Wydobycie węgla maleje z roku na rok. Odczuwają to bez wyjątku wszystkie kopalnie i spółki węglowe, ale najbardziej chyba największa z nich, czyli Kompania Węglowa. W 2003 roku należące do niej kopalnie wydobyły 54 mln ton węgla, w 2009 roku - zaledwie 42 mln ton, a w 2015 roku - będzie to już tylko 35 mln ton. Na tak duży spadek mają wpływ nie tylko warunki geologiczne - po węgiel trzeba schodzić już nawet 1000 metrów - nie tylko brak pieniędzy na inwestycje, ale też rosnąca konkurencja ze strony kopalń rosyjskich, ukraińskich, a nawet czeskich. Tylko w tym roku kupimy za granicą, głównie w Rosji, aż 12 mln ton węgla. To tyle, ile wydobywają dwie śląskie kopalnie!
Zaczynamy przegrywać z konkurencją, bo nie mamy pieniędzy na inwestycje, a nie mamy pieniędzy, bo w większości górnictwo wciąż znajduje się w rękach skarbu państwa. Do tej pory tylko lubelska kopalnia Bogdanka znalazła się na giełdzie, gdzie zdobyła ponad 500 mln zł na inwestycje. Katowicki Holding Węglowy, Jastrzębska Spółka Węglowa i Kompania Węglowa pozostają daleko w tyle. Z tej grupy tylko KHW poinformował niedawno oficjalnie, że wznowił przygotowania do debiutu giełdowego, ale zdaniem zarządu spółki mogłoby dojść do niego dopiero w drugiej połowie 2011 roku. Biorąc pod uwagę, że pierwszy raz o
prywatyzacji holdingu zaczęto mówić w 2006 roku, nie ma się z czego cieszyć.
Ale jest też druga strona medalu. W 1997 roku, gdy AWS zaczynała reformę górnictwa, do każdej wydobytej tony węgla dopłacano 22 zł. W kopalniach pracowała armia ponad 400 tys. ludzi. W 2001 roku, po czterech latach, w czasie których zamknięto kilkanaście nierentownych kopalń i wprowadzono Górniczy Pakiet Socjalny, dający górnikom odprawy w zamian za odejście z kopalń, górnictwo zaczęło w końcu zarabiać. I ten stan utrzymuje się w zasadzie do dziś. W zeszłym roku Kompania Węglowa zarobiła 38 mln zł, zaś KHW - 87 mln zł, Bogdanka - 190,8 mln zł. Straciła tylko Jastrzębska Spółka Węglowa (340 mln), ale miała pokaźne zasoby gotówki z lat poprzednich, gdy ceny węgla koksowego biły rekordy na rynkach światowych.
W górnictwie zmieniło się więc wiele - od wielkości wydobycia, przez zapotrzebowanie na surowiec, aż po kwestie własnościowe - ale jedno pozostało niezmienne: zawód górnika wciąż należy do najbardziej uprzywilejowanych. Średnie wynagrodzenie w kopalniach, razem z dodatkami branżowymi, wynosi ok. 6 tys. zł brutto (w pierwszym półroczu 2010 wszystkie koszty górniczych świadczeń pochłonęły 4,4 mld). Górnicy dostają też darmowe deputaty na węgiel - od 6 do 8 ton rocznie, a górniczy emeryci i renciści - 3 tony. Tylko Kompania Węglowa wydaje deputaty armii 200 tys. ludzi, co kosztuje ją ok. 200 mln zł.
Jeszcze do niedawna prawie wszyscy pracownicy, nawet ci zatrudnieni w kopalnianych biurach, otrzymywali ok. 200 zł w bonach towarowych, które mogli realizować w przykopalnianych sklepach (była to rekompensata za posiłki regeneracyjne). Teoretycznie bony należały się tylko tym, którzy pracowali w warunkach szkodliwych, np. górnikom dołowym, ale w praktyce otrzymywało je aż 98 proc. wszystkich zatrudnionych, nawet sekretarki.
Nikogo nie dziwi, że górnicy wciąż otrzymują tzw. piórnikowe, czyli specjalną wyprawę szkolną dla
dzieci, która może wynosić nawet 300 zł. Jarosław Zagórowski, prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej, zaproponował w czerwcu tego roku, by dodatki na wyprawki szkolne, a także bezpłatne bilety kolejowe na urlopowe przejazdy były uzależnione od sytuacji finansowej spółki. Gdy JSW ma straty, zarząd w porozumieniu ze związkami mógłby zmniejszyć wysokość tych dodatków. W ten sposób można by zaoszczędzić wiele milionów złotych, ale związkowcy powiedzieli nie. Prawdziwą burzę wywołała jednak propozycjach nowego układu pracy i związana z tym wypłata barbórki, czternastki oraz deputatu węglowego. W projekcie znalazł się zapis, że pracownicy "mogą" te dodatki otrzymać. Związkowcy od razu zinterpretowali, że "mogą" nie oznacza, że "muszą". - To próba pozbawienia ludzi części wynagrodzenia. Zarówno barbórka, jak i 14. pensja nie są wbrew powszechnym wyobrażeniom jakimiś ekstra nagrodami, ale wchodzą w skład funduszu płac - grzmiał Sławomir Kozłowski, szef "Solidarności" w JSW.
Protestów nie uciszyły nawet pięcioletnie gwarancje zatrudnienia, które otrzymaliby pracownicy JSW w momencie prywatyzacji spółki, oraz utrzymanie
płacy minimalnej. Związkowców nie przekonał nawet zapis, że w przypadku śmierci górnika podczas pracy pracodawca zobowiązuje się zatrudnić jego małżonka albo dzieci, o ile oczywiście mają odpowiednie kwalifikacje, stan zdrowia i wiek.
Osobną sprawą są górnicze emerytury. W 2005 roku górnicy wywalczyli sobie bezterminowe przedłużenie ustawy, która gwarantuje im prawo przejścia na emeryturę po przepracowaniu 25 lat na dole bez względu na wiek, a każdy rok pracy liczy się im, jakby pracowali 1,5-1,8 roku. Głosowanie w Sejmie poprzedziła bitwa na ulicach Warszawy. 5-tysięczna manifestacja przerodziła się w zamieszki: na policjantów leciały kamienie, nakrętki, trzonki kilofów. Rannych zostało 37 policjantów, strażak i siedmiu górników. Ale górnicy osiągnęli swoje, mimo że Lewiatan argumentował, że górnicze emerytury w ciągu 15 lat pochłoną 15 mld zł. Ostatecznie Lewiatan zaskarżył ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, zwracając uwagę, że górnicy korzystają z niezasłużonych przywilejów, jakich nie mają inni, również pracujący w szczególnych warunkach. Trybunał uznał jednak, że nie będzie zajmował się tą sprawą, bo pracodawcy nie są stroną w konflikcie. Emerytury są bowiem finansowane z budżetu, a nie z pieniędzy prywatnych firm.
Jedyna poważna zmiana w górniczym systemie emerytalnym zaszła w styczniu zeszłego roku, gdy weszła w życie ustawa nakazująca górnikom odrabianie L-4 od 14 listopada 1991 roku, a więc 18 lat wstecz (wtedy zmieniły się zasady naliczania emerytur). Wielu górników, którzy w zeszłym roku wybierali się na emerytury, spotkała więc przykra niespodzianka. Okazało się, że z powodu chorobowego albo honorowego krwiodawstwa (dostawali dzień wolnego), aby przejść na emeryturę muszą pracować kilka miesięcy dłużej.
Ale mimo to na Śląsku 43-44-letni emeryci górniczy wciąż nie należą do rzadkości. Część z nich zaraz po opuszczeniu murów kopalni pojawia się w niej ponownie, tyle że jako pracownicy firm zewnętrznych. Problem dostrzegają nawet związkowcy, którzy przyznają, że nie wszyscy górnicy zatrudnieni na dole pracują równie ciężko. - Może 15 proc. dozoru średniego szczebla rzeczywiście nie pracuje tak ciężko jak górnicy na ścianie, a mają takie same warunki emerytalne - przyznaje Dominik Kolorz, szef górniczej "Solidarności", ale zaraz potem dodaje, że związkowcy nigdy nie zgodzą się na zmiany w górniczych emeryturach. - W 2005 roku eksperci z medycyny pracy byli zgodni. Praca pod ziemią dłużej niż przez 25 lat jest niemożliwa. I nic się od tej pory nie zmieniło, bo warunki na dole się nie poprawiły - przekonuje Kolorz.
Rozprawia się też z wyliczeniami, że do górniczych emerytur budżet dokłada 4 mld zł rocznie. - To bzdura, chyba że bierzemy pod uwagę wszystkich górniczych emerytów, nawet tych z okresu PRL-u. Jeżeli popatrzeć na emerytów, którzy odeszli z kopalń po 2006 roku, to nie kosztują oni budżetu ani złotówki - przekonuje Kolorz i przywołuje najnowsze obliczenia Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej w
Katowicach, z których wynika, że ciągu minionych dziesięciu lat górnictwo węgla kamiennego wpłaciło do budżetu państwa i budżetów lokalnych ponad 58,7 mld zł, czyli 34 proc. swoich wpływów ze sprzedaży węgla. W tym czasie kopalnie skorzystały z ponad 8,1 mld zł dotacji budżetowych.
Z zeszłorocznego raportu ZUS-u wynika, że górnicy dostają prawie 3 tys. zł - dwa razy więcej niż kolejarze czy nauczyciele, mimo iż do systemu emerytalnego nie wkładają więcej niż inne grupy zawodowe. Jeremi Mordasewicz z Lewiatana przekonuje, że to nierówne traktowanie obywateli, i postuluje, by sprawą zajął się rzecznik praw obywatelskich. - Mamy niekonstytucyjny i niesprawiedliwy system, który politycy boją się ruszyć - przekonuje Mordasewicz i dodaje, że to dlatego, że opinia publiczna sprzyja górnikom. - O ile większość chce, aby zmienić system emerytalny dla rolników, to w przypadków górników sprawa nie jest już tak oczywista - przekonuje ekspert i dodaje, że nie widzi przeszkód, aby górnicy, tak jak hutnicy, korzystali z emerytur pomostowych.
Nie jest tajemnicą, że górnicze związki zawodowe bez entuzjazmu przyjęły wybór Bronisława Komorowskiego na prezydenta. Związkowcy boją się, że Platforma wcześniej czy później podejmie próbę zmiany ustawy emerytalnej dla górników, a w obecnym prezydencie - w odróżnieniu od prezydenta Lecha Kaczyńskiego, którego nazywali swoim przyjacielem - raczej nie znajdą sojusznika. Na razie się na to nie zanosi - nikt z PO o reformie nie mówi.
Ile zarabia górnik Średnie wynagrodzenie w kopalniach, razem z barbórką, 14. pensją oraz dodatkami branżowymi, wynosi ok. 6 tys. zł brutto (Katowicki Holding Węglowy - 5 tys. 660 zł, Jastrzębska Spółka Węglowa - 6 tys. 200 zł, Kompania Węglowa - 5 tys. 587 zł).
Górnicy wciąż otrzymują tzw. piórnikowe, czyli specjalną wyprawę szkolną
dla dzieci, która może wynosić nawet 300 zł. Bezpłatne bilety kolejowe na urlopowe przejazdy oraz darmowe deputaty na węgiel - od 6 do 8 ton rocznie, a górniczy emeryci i renciści - od 2,5 do 3 ton. Jeżeli ktoś nie chce węgla w naturze, może wziąć gotówkę. W przypadku pracujących górników jest to około 4 tys. zł rocznie, emeryci dostają około 1 tys. zł rocznie.