Firma rekrutacyjna i doradcza Manpower raz na kwartał bada w Polsce i kilkudziesięciu innych państwach trendy na rynkach
pracy. Na podstawie pytania o przyszły poziom zatrudnienia opracowuje tzw. barometr perspektyw zatrudnienia. W najnowszym badaniu prognoza netto zatrudnienia wyniosła 11 proc. - 19 proc. pytanych firm chciało zatrudniać, 8 proc. chciało zwalniać, reszta zamierza utrzymać zatrudnienie na niezmienionym poziomie.
Ten wynik jest niższy od wyniku z III kwartału o 7 pkt proc. Zdaniem Leszka Kurycyna, dyrektora operacyjnego Manpower, ten spadek to efekt czynników sezonowych: mniejszej aktywności w końcówce roku w przedsiębiorstwach budowlanych czy turystycznych.
Szczegółowe badania pokazują, że wprawdzie we wszystkich badanych sektorach przeważają ci, którzy chcą zatrudniać, ale poprawa nastrojów nastąpiła tylko w dwóch: w firmach sektora publicznego i w
produkcji przemysłowej. Jednocześnie to obszary, gdzie chęć tworzenia nowych miejsc pracy jest największa - prognoza netto wynosi odpowiednio 30 i 20 proc. Lepsze nastroje w przemyśle to efekt poprawiającej się koniunktury na rynkach zagranicznych i wzrostu
eksportu. Zastanawia natomiast ogromna chęć zatrudniania w budżetówce, gdzie - jak wynika z rządowych zapowiedzi - etatów ma ubywać. Kurycyn wyjaśnia, że sektor publiczny obejmuje nie tylko administrację, ale i służby mundurowe czy służbę zdrowia - gałęzie, w których notorycznie brakuje rąk do pracy.
Zdaniem Jacka Męciny, eksperta Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan i byłego wiceministra pracy, gospodarka nie jest jeszcze na tym etapie rozwoju, kiedy generuje miejsca pracy na stałe. - Mieliśmy sezonowy wzrost zatrudnienia, teraz spodziewam się wzrostu
bezrobocia. Do końca roku wyniesie ono 12,5 proc. wobec 11,4 proc. w lipcu.
Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Banku i członek Rady Gospodarczej przy premierze uważa, że wraz z poprawą sytuacji gospodarczej nie nastąpi szalone przyspieszenie zatrudnienia. - W czasie kryzysu pracodawcy bardzo ostrożnie podejmowali decyzje o zwolnieniach, często pozostawiając poziom zatrudnienia powyżej bieżących potrzeb. Teraz również ostrożnie będą zatrudniać. Wykorzystanie mocy produkcyjnych jest wciąż umiarkowane. Żeby nastąpił przełom, firmy musiałyby zwiększyć inwestycje a sytuacja np. w Niemczech musiałaby być niesłychanie dobra, by nasz eksport mógł rozwijać się bardzo szybko - uważa Wiśniewski.
Męcina i Wiśniewski są zdania, że zbicie stopy bezrobocia do poziomu 9,9 proc. na koniec 2011 r. (co zapowiada rząd) będzie niezwykle trudne.