Autorzy raportu podsumowali koszty zjednoczenia oraz wyrównywania poziomu życia. Korea Południowa pilnie śledzi przy tym problemy Niemiec. W 1990 r. różnica
PKB między NRD a RFN była jak 1:2. Do wschodnich landów co rok płynie 100 mld euro, a i tego jest za mało. W tym roku Instytut Badań Gospodarczych w Halle ogłosił, że PKB na głowę mieszkańca w byłej NRD stanowi niecałe 70 proc. poziomu w starej RFN.
Koreański raport oparty jest na badaniach 20 ekonomistów i ponad połowa z nich podkreśla, że największym problemem będzie wyrównanie poziomu życia w obu krajach, co zajmie dekady, bo gospodarka sąsiada z Północy jest w ruinie. Jednocześnie wykluczają, by do zjednoczenia doszło ciągu najbliższych pięciu lat. Połowa sądzi, że nastąpi to za 10 do 20 lat.
Ministerstwo zjednoczenia w Seulu obliczyło, że na głowę Koreańczyka z Północy w 2008 r przypadało 1065 dol. rocznie. Na jego kuzyna z Południa prawie 20 razy tyle (19 230 dol.). - W dłuższej perspektywie koszty wyrównania różnicy dochodów będą większe niż samego zjednoczenia - piszą autorzy raportu.
Koreanista Andrej Lankow powiedział "Gazecie", że w przypadku zjednoczenia Korea Południowa będzie musiała zacisnąć pasa na następne pół wieku.
W ubiegłym miesiącu prezydent Li Miung Bak zaproponował, by nie czekając na faktyczne zjednoczenie, wprowadzić "podatek zjednoczeniowy" i już gromadzić pieniądze. Autorzy raportu uważają, że poświęcenie się opłaci. - Na krótką metę gospodarka południowokoreańska ucierpi na zjednoczeniu, ale na dłuższą efekty będą dodatnie - piszą.
Izolująca się od świata, ale wydająca krocie na program atomowy Korea Północna nie przetrwałaby, gdyby nie pomoc chińska. Pod koniec lat 90. po serii złych zbiorów zmarło w kraju z głodu blisko milion ludzi.
Chiny gwarantują Korei Płn. dostawy oleju opałowego i ryżu, a także namawiają, ale bezskutecznie, by poszła ich śladem i otworzyła rynek.