Tego, że wzrost cen będzie przyspieszał, spodziewało się zarówno Ministerstwo Finansów, jak i
analitycy bankowi. Głównym czynnikiem napędzającym
inflację miały być ceny żywności.
Jednak Główny Urząd Statystyczny podał wczoraj, że sierpniowa
inflacja utrzymała się na poziomie 2 proc., a ceny żywności spadły w ciągu miesiąca o 1,6 proc., czyli więcej niż w lipcu.
Ale koniec tego dobrego - zapowiadają analitycy i przewidują zdecydowany wzrost inflacji już od września. Konsekwencją tego będą podwyżki
stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej.
Zdaniem Ernesta Pytlarczyka, ekonomisty
BRE Banku, w ciągu miesiąca ceny żywności zaczną rosnąć, co sprawi, że już we wrześniu zbliży się ona do 2,5 proc. celu inflacyjnego RPP. Z czasem będzie przybywało czynników napędzających ceny: podwyżki cen administrowanych, energii, stopniowa poprawa sytuacji na rynku pracy, rosnące ceny produkcji. - W efekcie na koniec roku inflacja ma wynieść nawet 3 proc. - spodziewa się Pytlarczyk.
"Moment odbicia inflacji od dna przesunął się nieco w czasie, jednak skala oczekiwanego wzrostu się nie zmieni. Nie zmieniamy też oczekiwań dotyczących działań Rady Polityki Pieniężnej" - napisali analitycy Banku Zachodniego WBK w swoim komentarzu do danych.
Ich zdaniem Rada już w październiku zabierze się do zaciskania polityki pieniężnej i podniesie stopy o ćwierć punktu procentowego. Innego zdania jest Marta Petka-Zagajewska, ekonomistka Raiffeisen Banku - to, że inflacja dłużej utrzymuje się w dołku, jest argumentem za tym, by z podwyżkami poczekać do przyszłego roku.
Członkowie Rady podzieleni są tak jak analitycy. Anna Zielińska-Głębocka powiedziała, że na razie nie widać presji inflacyjnej i nie ma podstaw do podnoszenia stóp. Z kolei Adam Glapiński stwierdził, że RPP powinna zadziałać prewencyjnie - teraz podnieść stopy raz, o pół punktu procentowego, i potem spokojnie czekać.