"Takiego zainteresowania dziesięciolatkami nie było od co najmniej 11 lat, a premia za ryzyko (5,46 proc.) była najniższa od ponad trzech lat" - podała agencja Reuters.
Zachęceni sukcesem urzędnicy resortu dodatkowo zaoferowali inwestorom dziesięciolatki za 600 mln zł. I znów popyt był trzy razy większy niż podaż.
Skąd ten szał na polskie papiery skarbowe? - Rośnie apetyt na ryzyko, inwestorzy chętnie lokują pieniądze na rynkach wschodzących - w Azji, Turcji, Europie Wschodniej - mówi Janusz Dancewicz, ekonomista DZ Banku. - Ale taką bezpośrednią przyczyną były wtorkowe dane o inflacji. Miała rosnąć, a okazało się, że pozostała na lipcowym poziomie 2 proc. Danym towarzyszyły "gołębie" wypowiedzi członków Rady Polityki Pieniężnej - tłumaczy analityk.
Inwestorzy doszli do wniosku, że podwyżki
stóp procentowych w Polsce są dziś mniej prawdopodobne. A przypomnijmy, że część rynku pierwszej podwyżki spodziewała się już w październiku, kolejnej do końca roku. Posiadacz obligacji nie jest zadowolony, gdy RPP podnosi stopy, gdyż to oznacza, że na kolejnych aukcjach obligacji można dostać papiery z wyższą rentownością.
Zdaniem Marcina Mroza, głównego ekonomisty Fortis Banku, resort finansów jest zapobiegliwy i wykorzystuje dobrą koniunkturę na nasze papiery. - Budżet nie ma teraz problemów z finansowaniem. Po sierpniu zrealizowanych było trzy czwarte tegorocznych potrzeb pożyczkowych, a resort dysponował rezerwą 32 mld zł - wyjaśnił.
Ekonomiści na razie nie spodziewają się pogorszenia popytu na nasze papiery, choćby dlatego, że tempo
wzrostu gospodarczego zaskakuje na plus. - Wyższy wzrost oznacza, ze
polityka fiskalna utrzymuje się w ryzach. Dodatkowo wszyscy wiedzą, że w 2011 roku nasze potrzeby pożyczkowe będą niższe - stwierdza Mróz.
Rentowność dziesięcioletnich obligacji niemieckich wynosi obecnie 2,38 proc., węgierskich - 7,15 proc., a greckich - 11,61 proc.