Na poprzedzającym czwartkowy szczyt UE w Brukseli spotkaniu premierów Grupy Wyszehradzkiej z przewodniczącym Rady Europejskiej Hermanem Van Rompuyem Tusk naciskał na zmianę metodologii liczenia
długu publicznego, tak by uwzględniać koszty przeprowadzonych reform emerytalnych.
Postulat ten, wyrażony wspólnie z inicjatywy Polski przez grupę dziewięciu państw, na razie nie zyskał jednak poparcia, a zastrzeżenia zgłaszały m.in.
Niemcy.
- Herman Van Rompuy dowiedział się, że Wyszehrad jest jednolity w swoim poglądzie. Z Niemcami znajdujemy kilka bardzo wyraźnie wspólnych punktów. Jesteśmy za solidnymi sankcjami i instrumentami dyscyplinującymi zachowania finansowe. Nie wykluczam, że bylibyśmy w stanie wesprzeć też radykalny postulat dotyczący możliwości bankructwa państwa, jeśli jest niewypłacalne, ale oczekujemy wsparcia, jeżeli chodzi o polskie postulaty - powiedział premier po zakończeniu spotkania.
Dodatkowo premier Tusk miał powiedzieć Hermanowi Van Rompuyowi, że
Polska nie zgodzi się na inne elementy przygotowywanego przez grupę task force pakietu reform budżetowych UE, jeśli nie zostaną uwzględnione polskie postulaty.
"Jak powiedziałem mu, że nie zgadzamy się na to czy to, bo najpierw musimy zrobić to i to, to miał minę człowieka myślącego, trochę zafrasowanego, ale rozumiejącego" - oznajmił. "Jeśli uda nam się osiągnąć zamierzone efekty, to wreszcie prawda wyjdzie na jaw, że polski dług i deficyt są mniejsze niż w wielu innych rozwiniętych krajach europejskich właśnie dlatego, że my zainwestowaliśmy w reformę emerytalną" - przekonywał szef rządu.
Niemcy, choć wyrażały zrozumienie dla postulatu zgłoszonego m.in. przez Polskę, to nie kryły sceptycyzmu co do jego przyjęcia, obawiając się, że to uruchomi lawinę nowych postulatów od innych państw UE.
Z drugiej strony nasz sąsiad ponosi największe koszty, jeśli chodzi o pomoc Grecji - Niemcy przeznaczyły najwięcej środków w ramach 110 mld euro pomocy. Niewykluczone więc, że wolałyby na przyszłość, żeby pogrążony w kłopotach kraj ogłosił bankructwo.