- W Europie musimy stworzyć międzypaństwową sieć kolei dużych prędkości - mówił wczoraj minister infrastruktury Cezary Grabarczyk. Jego zdaniem szybka kolej to przyszłość Europy. - W przypadku takich nieprzewidzianych okoliczności jak chmura pyłu wulkanicznego, z szybkimi kolejami Europa nie będzie bezbronna - mówił Grabarczyk.
Do 2020 r. w Polsce za 16-20 mld zł ma powstać linia kolejowa w kształcie litery "Y" łącząca Warszawę,
Łódź,
Poznań oraz
Wrocław. Pociągi będą mogły jeździć tam z prędkością 350 km/godz. Ze stolicy do
Łodzi podróż zajmie 35 minut, a do Wrocławia 1 godz. i 40 min, obecnie trwa 5 godz. Jednocześnie zmodernizowana zostanie Centralna Magistrala Kolejowa łącząca Warszawę oraz
Katowice i Kraków. Jak zapowiada minister, w dalszej kolejności szybka kolej pojedzie do Lublina, Rzeszowa i na Ukrainę. Przedłużone mają być połączenia do Pragi i Berlina.
Mrzonki? Na pewno ciągle odległa przyszłość, ale pierwszy krok do budowy szybkich kolei już poczyniono. Wczoraj hiszpańska firma Ingenieria IDOM Internacional oraz poznańskie Biuro Projektów Komunikacyjnych podpisały z PKP PLK wartą niemal 49 mln zł umowę na opracowanie studium wykonalności "igreka". Studium ma m.in. pokazać optymalny przebieg trasy i możliwości finansowania budowy.
Cezary Grabarczyk nie krył zadowolenia, że to właśnie Hiszpanie będą pomagać w opracowywaniu koncepcji szybkich kolei w Polsce. - Dziś to Hiszpania jest liderem w Europie, jeśli chodzi o długość linii kolejowych dużych prędkości - mówił. Obecnie Hiszpania ma sieć szybkich kolei o łącznej długości 1606 km, po otwarciu do końca tego roku połączenia Madryt - Walencja ich łączna długość przekroczy 2 tys. km. - W planach mamy kolejne 1,5 tys. km - zapewnia "Gazetę" Joaquin Jimenez Otero, dyrektor ds. międzynarodowych w ADIF, hiszpańskim odpowiedniku PKP PLK.