Ta wypowiedź wywołała e-mailową dyskusję wśród ekonomistów, której fragmenty publikujemy poniżej
Od: Stanisław Gomułka* Temat: Porównanie Tusk - Gierek Szanowni Państwo,
chociaż formalnie arytmetyka Krzysztofa Rybińskiego jest poprawna, to oczywiście "dwa Gierki" teraz nie muszą mieć tych implikacji, jakie miał "jeden Gierek", to znaczy
dług publiczny 50 mld dol. na początku lat 80. -
kryzys gospodarczy i polityczny w latach 1980-81 i ogłoszenie przez Polskę niewypłacalności pod koniec lutego 1981 r. Jedna różnica to dochód narodowy, teraz sporo większy. Ale trzeba być uważnym z oceną roli tego czynnika.
Bo np. Marek Belka w wywiadzie dla Moniki Olejnik mówi mniej więcej tak: "Dług Gierka to było tyle co dwa ówczesne
PKB, a dług Tuska to jedna piąta obecnego PKB, czyli Tusk to jedna dziesiąta Gierka". Zatem w ocenie Belki dochód narodowy w 1980 r. wynosił zaledwie jedną dwudziestą obecnego PKB. Z taką oceną nie można się zgodzić. Obecny PKB to mniej więcej dwa-trzy razy tyle, licząc według siły nabywczej, a nie kursu (czarno)rynkowego dolara, co PKB 30 lat temu. Zatem według tej miary dług Tuska w 2013 r. wyniesie od połowy do jednego Gierka, raczej bliżej połowy.
Ale czynnikiem istotnie różniącym oba długi jest to, że dług Gierka był zaciągany głównie za granicą, a dług Tuska jest zaciągany głównie w kraju. Między rokiem 2005 a 2009 państwowy (rządowy i samorządowy) dług zagraniczny wzrósł jedynie o 29 mld dol., a za rządów Tuska wzrósł dotąd o blisko 20 mld, czyli w relacji do PKB nieznacznie.
Z punktu widzenia ryzyka niewypłacalności i załamania
kursu walutowego ważny jest jednak całkowity dług zagraniczny, publiczny i niepubliczny. W krajach bałtyckich ostatnio czy krajach południowo-wschodniej Azji 12 lat temu kryzysy wybuchły na tle bardzo dużego zadłużenia zagranicznego sektora prywatnego, zadłużenia czasem przekraczającego poziom PKB. W Polsce w ostatnich latach zadłużenie zagraniczne całkowite też rosło dość szybko, z poziomu 130 mld dol. w 2005 r. do poziomu 280 mld dol. pod koniec 2009 r., w tym sektora niepublicznego z poziomu 71 mld dol. w 2005 r. do poziomu 192 mld dol. pod koniec 2009 r. To jeszcze nie są kryzysowe poziomy, tym bardziej że zadłużenie to generują w dużej mierze zagraniczne przedsiębiorstwa, w tym banki. Tym niemniej uważne monitorowanie sytuacji przez Komisję Nadzoru Finansowego w tym obszarze jest jak najbardziej uzasadnione.
W najbliższych latach Polsce nie grozi bankructwo typu Gierka, ale realne jest zagrożenie w postaci dużego wzrostu kosztu obsługi
długu publicznego. Mam wrażenie, że Krzysztofowi Rybińskiemu chodziło głównie o zwrócenie uwagi na to zagrożenie. Zrobił to w sposób efektywny, przyciągający uwagę opinii publicznej, wskazujący na jego duży talent dydaktyczny i dobre rozumienie środków masowego przekazu. Chociaż zachował się bardziej jak polityk czy dziennikarz niż akademicki ekonomista, to niewątpliwie działał w interesie publicznym i ekonomiści powinni być mu wdzięczni.
Deficyt całego sektora na poziomie około 100 mld zł rocznie - a z czymś takim mamy do czynienia w latach 2009-11 - prowadzi dość szybko do realizacji zagrożenia, o którym mówię powyżej. Kierownictwo Ministerstwa Finansów powinno o tym dobrze wiedzieć. Powinno też działać na podstawie takiej oceny.
Pozdrawiam
Stanisław Gomułka
Przeczytaj
odpowiedź Macieja Krzaka prof. Stanisław Gomułka - główny ekonomista Business Center Club, były wiceminister finansów w rządzie PO-PSL