Na koniec lipca
Facebook miał ponad pół miliarda aktywnych użytkowników, a liczba ta cały czas rośnie. Flagowy portal społecznościowy wciąż przeżywa boom, ale użytkownicy mocno narzekają na problemy z polityką prywatności. W skrócie - dane internautów publikowane w sieci żyją swoim życiem i mogą być np. sprzedawane w celach komercyjnych. Facebookowi dostaje się regularnie od inspektorów ochrony danych osobowych z różnych krajów świata - pół roku temu za zaniedbywanie kwestii prywatności skrytykowała go m.in. Ilse Aigner, niemiecka minister ds. ochrony konsumentów. - Prywatność przestała już być normą społeczną - broni się przed zarzutami Mark Zuckerberg, szef i założyciel Facebooka.
Ilya Żytomirski, Dan Grippi, Max Salzberg i Raphael Sofaer poznali się w instytucie nauk matematycznych nowojorskiego uniwersytetu, gdzie wszyscy studiują. W kwietniu postanowili zbudować serwis społecznościowy, którego użytkownicy nie będą zmuszeni do podawania swoich danych wielkiej firmie. Spotykali się codziennie w pracowni komputerowej, bo jak powiedział jeden z twórców projektu Raphael Sofaer, "jako kujony nie mieliśmy nic lepszego do roboty". Na początek zarejestrowali się na stronie Kickstarter, która pomaga w zbieraniu funduszy na ciekawe przedsięwzięcia. Chcieli zebrać 10 tys. dol. Zdobyli... ponad 200 tys. dol. od sześciu tysięcy osób. Co ciekawe, wspomógł ich nawet sam Zuckerberg.
O swoim projekcie mówią: "To początek procesu, który sprawi, że my, użytkownicy, odzyskamy kontrolę nad informacjami. Naszym celem jest stworzenie sieci społecznościowej jak najbardziej chroniącej prywatność". Diaspora ma działać na podobnej zasadzie jak programy pozwalające ściągać pliki za pomocą systemu P2P. W ramach projektu użytkownicy będą mogli dzielić się swoimi zdjęciami i informacjami spływającymi bezpośrednio z komputera na komputer bez pośrednictwa wielkiego serwera, który przechowuje dane. To nasz prywatny komputer będzie takim prywatnym serwerem, a dane z niego będą dostępne tylko dla zaproszonych przez nas użytkowników.
Diaspora ma być oparta na tzw. otwartym kodzie źródłowym. Oznacza to, że każdy internauta mający jako takie pojęcie o programowaniu będzie mógł rozwijać serwis, konfigurować go wedle własnych potrzeb i tworzyć na niego nowe aplikacje. Na razie jednak nowy projekt się opóźnia - wielu internautów spodziewało się obejrzeć pierwszą wersję serwisu już w środę. Tymczasem autorzy wypuścili do sieci jedynie kod źródłowy i pokazali screeny obrazujące wstępny wygląd strony i postęp prac. Jak piszą, obecnie na Diasporze można dodawać zdjęcia, opisy i szukać znajomych. Sama strona wygląda na mocno inspirowaną Facebookiem.
Studenci z Nowego Jorku zdają sobie przy tym sprawę, że w programie jest wiele dziur i uchybień, ale zapewniają, że prace nad poprawą bezpieczeństwa i jakości serwisu idą pełną parą. Zapraszają też do współpracy wszystkich internautów chcących pomóc. Ostatecznie, jak sami piszą, są "(...) pomysłami ujętymi w 140 znakach, zdjęciami twojego kota, wpisami na
blogu o gospodarce, wszystkimi wpisami z Wikipedii". - Tak naprawdę robimy ten portal, bo sami chcemy z niego korzystać - mówi Max Salzberg.