Komisja Europejska poinformowała w piątek, że od połowy października w Polsce może zabraknąć gazu ze względu na opóźnienia w podpisaniu wieloletniej umowy z Rosją w sprawie dostaw tego surowca. - Nie mówimy o całej zimie, tylko o okresie od połowy października do grudnia. Mówimy jedynie o kilku godzinach, gdy jest szczytowe zapotrzebowanie, ale oczywiście pracujemy z polskim rządem nad scenariuszami i rozwiązaniami - powiedziała Marlene Holzner, rzeczniczka komisji ds. energetyki. Premier Donald Tusk przekonuje, że nie ma powodów do niepokoju, a umowa odpowiada oczekiwaniom i interesom Polski. - To, co wymaga poprawy z punktu widzenia Unii Europejskiej, będzie poprawione. Najważniejszym zadaniem dla polskiego rządu są nie ideologiczne wojny z jakimś państwem, tylko zabezpieczenie polskich domów w trwałe dostawy gazu za cenę, która jest ceną porównywalną z innymi takimi kontraktami - powiedział premier.
W sobotę w Moskwie przedstawiciele polskiego rządu oraz Komisji Europejskiej będą rozmawiać z rządem Rosji o zmianie porozumienia o tranzytowym gazociągu jamalskim do Niemiec oraz zwiększeniu i wydłużeniu z 2022 r. do 2037 r. kontraktu na
import rosyjskiego gazu do Polski. Porozumienie to wicepremier Waldemar Pawlak wynegocjował z Rosją już pod koniec zeszłego roku. Ale dotąd nie zostało podpisane, bo według Komisji Europejskiej jest sprzeczne z prawem europejskim.
Bruksela zakwestionowała zapisy porozumienia, w których nasz rząd zgodził się, by Gazprom do 2045 r. miał monopol na tranzyt gazu Jamałem i ulgowe opłaty za tranzyt.
Do Moskwy nasz rząd leci z projektem poprawek uzgodnionych z KE, które doprowadzą porozumienie do zgodności z prawem europejskim.
Jednak Gazprom nie chce w Polsce działać zgodnie z prawem UE - pisał
dziennik "Kommiersant", powołując się na anonimowego przedstawiciela rosyjskiego koncernu. "Kommiersant" sugerował też, że
Polska ma niedobory gazu na zimę i Gazprom może to wykorzystać do wywierania presji na Warszawę.
To byłby brutalny polityczny szantaż, bo rosyjski koncern ma problemy z
eksportem gazu i jest wypierany z UE przez dostawców tańszego gazu z Norwegii i Kataru. Chociaż zużycie gazu w Europie wróciło już do poziomu sprzed kryzysu, sam Gazprom przyznał, że w tym roku wyśle do UE tylko tyle gazu, co w zeszłym, kryzysowym roku.
Polska ma jeszcze jeden atut. Pod koniec lipca PGNiG ujawniło, że podpisało z niemieckim koncernem E.ON Ruhrgas kontrakt na dostawy gazu, od października do końca przyszłego roku. E.ON chce sprzedać Polsce gaz, zamówiony w Rosji dla Węgier.
Jest to jednak umowa warunkowa. Wejdzie w życie, gdy E.ON będzie miał umowę na transport gazu ukraińskimi rurami do Polski. Niemiecki koncern "usilnie zabiega o taką umowę" - przyznawało PGNiG.
Szanse na to wzrosły - napisał w poniedziałek ukraiński dziennik "Kommiersant Ukrainy". - Po ociepleniu stosunków Rosji z Polską można oczekiwać, że Gazprom nie będzie już się sprzeciwiać tranzytowi gazu E.ON Ruhgras - powiedział tej gazecie anonimowy przedstawiciel ukraińskiego ministerstwa energetyki.
Ale nieoczekiwanie kij w szprychy wsadziło PGNiG. W czwartek "Rzeczpospolita" napisała, że polski koncern postawił E.ON ultimatum, domagając się, by niemiecki koncern w ciągu jednego dnia zagwarantował, że wypełni kontrakt. Rzeczniczka PGNiG Joanna Zakrzewska nie odpowiedziała "Gazecie" na pytania o to ultimatum. Jego złożenie potwierdził nam znający przebieg rozmów z E.ON menedżer PGNiG, który zastrzegł sobie anonimowość.
- To nie było konsultowane z wicepremierem Pawlakiem - zapewniał "Gazetę" wysokiej rangi rozmówca z Ministerstwa Gospodarki. Ale wcześniej wicepremier nie krył dystansu wobec niemieckiego koncernu. - Ruhrgas podpisał umowę z PGNiG już kilka razy, ale to się nigdy nie zmaterializowało. Nie wystarczą deklaracje, trzeba mieć jeszcze realną możliwość dostarczenia gazu - mówił przed tygodniem Pawlak na Forum Ekonomicznym w Krynicy.
Nasz rozmówca z Ministerstwa Gospodarki nie przekazał nam, jak zdaniem wicepremiera ultimatum PGNiG wpłynie na gazowe negocjacje z Rosją. - Nie są łatwe - mówił we wtorek premier Donald Tusk. Premier zapewniał, że negocjacje przygotowują eksperci "rządowi, ale też - żeby nie powiedzieć: przede wszystkim - spółki PGNiG, która jest przecież partnerem Gazpromu".
Niemiecki koncern nie komentuje działań polskiej firmy. - E.ON i PGNiG mają porozumienie w sprawie dostaw gazu do Polski, a szczegółów nie możemy ujawnić - stwierdził rzecznik niemieckiej firmy Adrian Schaffranietz.
E.ON nie jest skazany na tranzyt przez Ukrainę. Po wprowadzeniu europejskich przepisów do gazowej umowy Polski z Rosją, niemiecki koncern mógłby nam dostarczać gaz jamalską rurą.