W sobotę w Moskwie o porozumieniu gazowym rozmawiały delegacje rządów Polski, Rosji i Komisji Europejskiej. - W przyszłym tygodniu rozmowy będą kontynuowane - zapowiedziało Ministerstwo Gospodarki w lakonicznym komunikacie po spotkaniu.
Tekst porozumienia o nowych zasadach zarządzania tranzytowym gazociągiem jamalskim i zwiększeniu importu gazu do Polski już w grudniu zeszłego roku uzgodnił z rządem Rosji wicepremier Waldemar Pawlak. W lutym na podpisanie porozumienia zgodził się nasz rząd, a w kwietniu premier Rosji Władimir Putin pozwolił "dokończyć negocjacje" w tej sprawie. Dotąd umowa nie została jednak podpisana, bo według Komisji Europejskiej są w niej zapisy sprzeczne z prawem europejskim.
Dwa tygodnie temu wicepremier Pawlak i komisarz UE ds. energii Günther Oettinger zatwierdzili poprawki do porozumienia, które mają usunąć sprzeczności z prawem UE. O tych poprawkach dyskutowano w sobotę w Moskwie.
Temperatura rozmów rośnie. Pod koniec października skończą się dostawy gazu z Rosji do Polski - zapowiadał Pawlak po spotkaniu z Oettingerem. Wicepremier sugerował, że Polska stoi na progu wielkiego kryzysu. - Podstawy prawne dotyczące dostaw gazu zakończą swój żywot w tym roku - powiedział Pawlak.
Wtórował mu moskiewski dziennik "Kommiersant", strasząc, że Rosja może wykorzystać groźbę zimowych niedoborów gazu do zwiększania presji na Polskę.
- Jest możliwe, że od połowy października do końca grudnia będą braki w dostawach gazu do Polski - przyznała w piątek Marlene Holzner, rzeczniczka komisarza Oettingera. Dodała, że Bruksela omawia z Warszawą scenariusze działań, które zminimalizują skutki ewentualnych niedoborów gazu grożących Polsce do końca roku. Bo od stycznia Gazprom na pewno będzie dostarczać nam gaz, zgodnie z obowiązującym nadal kontraktem z Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem.
Tak jasnym postawieniem sprawy Holzner odparowała naciski na zatwierdzenie przez KE umowy sprzecznej z prawem europejskim i przerzuciła na Rosję kwestię odpowiedzialności za zaopatrzenie Polski w gaz.
Na początku grudnia z oficjalną wizytą do Warszawy ma przylecieć prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew. Trudno oczekiwać, by wizyta upłynęła w dobrej atmosferze, jeśli Polacy od kilku tygodni będą marzli, a nasza gospodarka przestanie być zieloną wyspą rozwoju w UE - bo Gazprom pozbawił nas gazu.
Byłby to brutalny szantaż polityczny, gdyż rosyjski koncern nie radzi sobie z eksportem gazu do UE i powinien się cieszyć, że Polska chce kupić towar, na który gdzie indziej nie ma zbytu.
W niezręcznej sytuacji znalazłby się osobiście gospodarz Kremla. W czerwcu rosyjska telewizja transmitowała, jak na polecenie prezydenta Rosji Gazprom przykręcił kurek Białorusi, by wymusić na Mińsku spłatę 200 mln dol. długów. Czy teraz Miedwiediew nie mógłby kazać Gazpromowi, by sprzedał trochę więcej gazu Polsce i zwiększył dochody własne i budżetu Rosji? PGNiG zwróciło się o to już na początku lipca, ale dotąd nie dostało odpowiedzi - informowała "Gazetę" rzeczniczka polskiej firmy Joanna Zakrzewska.
Partnerstwo czy zależność
- UE i państwa członkowskie UE utrzymują partnerskie stosunki z Rosją. Ale partnerstwo musi oznaczać partnerstwo, a nie zależność - stwierdził 3 września w Rydze komisarz UE ds. energii Günther Oettinger. Deklarował, że Bruksela pomoże Łotwie w negocjacjach w sprawie obniżki cen rosyjskiego gazu, z którymi Ryga dotąd sobie nie poradziła. I na razie Łotysze płacą Gazpromowi za gaz o 30 proc. drożej niż Niemcy - mówił Oettinger.
Kłopoty Łotyszów to jednak drobiazg w porównaniu z problemami, jakie Bruksela ma z polsko-rosyjską umową gazową.
Negocjowano ją od początku 2009 r., gdy z kontraktu na dostawy jednej czwartej gazu importowanego do Polski przestała się wywiązywać szwajcarska spółka RosUkrEnergo. Jej największym akcjonariuszem jest Gazprom.
Rosyjski koncern zgodził się uzupełnić niedobory, ale w zamian zażądał zmian w umowach rządów Polski i Rosji o zasadach działania gazociągu tranzytowego, który należy do polsko-rosyjskiej spółki EuRoPol Gaz.
Rząd uległ ultimatum i uzgodnił z Moskwą kontrakt stulecia. PGNiG zwiększy i wydłuży z 2022 do 2037 r. kontrakt z Gazpromem i w ten sposób Polska przez najbliższe ćwierć wieku wyda co najmniej 100 mld dol. na import gazu z Rosji. Ponadto rząd zgodził się:
- zwolnić Gazprom z długów za tranzyt gazu przez ostatnie cztery lata i zagwarantował rosyjskiemu koncernowi do 2045 r. monopol na wykorzystanie tranzytowej rury;
- wykreślić z dotychczasowych umów z Rosją zapis, że opłaty za tranzyt gazu będą ustalane "zgodnie z polskim prawem" i zaakceptował ulgowe stawki dla Gazpromu za przesył Jamałem.
Dopiero Bruksela uznała, że polityka miłości do Gazpromu nie może być bezgraniczna.
Nie ma mowy o monopolu Gazpromu w Jamale, bo zgodnie z europejskimi regulacjami także konkurenci rosyjskiego koncernu z UE muszą mieć prawo korzystania z rury - przypomniała KE naszemu rządowi, zanim jeszcze zatwierdził umowę z Rosją. Zgodnie z europejskim prawem również opłaty za przesył gazu muszą być jednakowe dla wszystkich firm i ustalane w przejrzysty sposób przez niezależnego zarządcę gazociągu.