Biznes Ludzie Pieniądze

Michał Olszewski - pan na dotacjach i warszawski łącznik z Brukselą

Konrad Niklewicz
20.09.2010 , aktualizacja: 19.09.2010 23:22
A A A Drukuj
Warszawa to 5 proc. mieszkańców Polski. A my zdobyliśmy 14 proc. funduszy europejskich dostępnych w całym kraju. W innych miastach już słyszę narzekanie, że znów "cały naród buduje swoją stolicę" - opowiada Michał Olszewski, człowiek, który razem ze swoim zespołem załatwił 8 mld zł unijnych dotacji dla Warszawy
Michał Olszewski, Dyrektor Biura Funduszy Europejskich, Urząd miasta stołecznego
Fot. FRANCISZEK MAZUR
Michał Olszewski, Dyrektor Biura Funduszy Europejskich, Urząd miasta stołecznego
Olszewski z okna swojego biura na 19. piętrze Pałacu Kultury i Nauki może obejrzeć niektóre miejskie inwestycje, na które jego ekipie udało się zdobyć unijną dotację.

Trudno przeoczyć budowę drugiej linii warszawskiego metra (i korki, jakie ta budowa w mieście powoduje). Tylko na tę jedną inwestycję warszawskie biuro funduszy europejskich zdobyło 2,95 mld zł dotacji (całość będzie kosztowała 6 mld zł). Choć odległość spora, na północy miasta można też wypatrzyć potężną konstrukcję mostu Północnego, która za chwilę zepnie oba brzegi Wisły (374 mln zł dotacji, łączny koszt - 1 mld zł). - Policzyliśmy wszystkie realizowane przez nas projekty i wyszło nam, że dotacje są warte ponad 8 mld zł. Po 5 tys. zł na głowę każdego warszawiaka - cieszy się Olszewski. - W obu kategoriach pobiliśmy krajowy rekord.

Kiedy przychodził do pracy w warszawskim magistracie, nie było nawet połowy tej sumy.

Pracę w ratuszu zaczął w marcu 2007 r. Propozycję zajęcia się obsługą funduszy unijnych w Warszawie dostał jednak jeszcze w trakcie kampanii wyborczej, na jesieni 2006 r. - Pani prezydent odnalazła mnie za pośrednictwem znajomych - przyznaje. Pracował wtedy w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego, był wicedyrektorem departamentu. Ale - jak dyplomatycznie przyznaje - "nie było chemii" między nim a ówczesną szefową resortu. Nie wahał się więc długo. Gdy zaczynał pracę, w miejskim biurze ds. funduszy europejskich zastał 14 pracowników. - Tylko 14! Wiele osób pouciekało jeszcze przed wyborami samorządowymi - mówi Olszewski. Czy z powodu polityki, spodziewanej zmiany władzy? (W 2006 r. władzę w Warszawie przejęła Platforma Obywatelska i jej prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz). - Może. Część byłych pracowników mojego biura przeszła do NBP, do prezesa Sławomira Skrzypka. Część do Kancelarii Prezydenta, część do państwowych spółek - wylicza Olszewski.

Z dotacjami nie było wówczas różowo. W marcu 2007 r. Warszawa miała na koncie dwa olbrzymie rozgrzebane projekty dofinansowane z Unii - budowę oczyszczalni Czajka i pierwszą linię metra. 1,7 mld zł w podpisanych umowach o dotacje. I zaledwie 200 mln zł we wnioskach o płatność. - Bardzo mało na tle innych miast Polski - przyznaje Olszewski. - Nie świeciliśmy przykładem. Z oczyszczalnią Czajka to była prawdziwa katastrofa. Realizacja tej inwestycji miała się zakończyć w 2010 r., ale już wtedy - w 2007 r. - wiadomo było, że opóźnienia przekroczą dwa lata. Komisja Europejska miała wszelkie podstawy prawne, żeby odebrać dotację i nakazać Warszawie zwracać już wypłacone miliony złotych. - Na pierwsze spotkanie w tej sprawie do Brukseli jechaliśmy z panią prezydent jak na rozstrzelanie. Ten projekt od samego początku był źle zaplanowany, źle prowadzony. Terminy były po prostu nierealne, o czym musieli wiedzieć autorzy pierwotnego projektu. Zagadką pozostaje, dlaczego go w takim kształcie rozpoczynali.

- Nie mieliśmy pewności, czy uda się uratować dofinansowanie - kontynuuje Olszewski. - Na szczęście Komisja Europejska była dla Polski wyrozumiała, zgodziła się na duże opóźnienie realizacji projektu, podzielenie go na kilka faz itp. Warszawiakom trzeba powiedzieć to wprost: tylko dzięki potężnej przychylności Brukseli i naginaniu unijnych reguł stolicy nie skasowano największej w historii dotacji na oczyszczalnię ścieków, a jeszcze udało nam się pozyskać dodatkowe środki na ten projekt.

Czajka ma być gotowa w 2012 r.

Nowa ekipa samorządowa wyciągnęła wnioski z tej przykrej lekcji. - Zapadła decyzja, że realizujemy tylko takie projekty, które, po pierwsze, są na liście priorytetowych inwestycji miasta, a po drugie, dają pewność realizacji w wyznaczonych terminach. Tylko na takie staramy się o dotacje - mówi Olszewski.

Drugą zmianą było radykalne zwiększenie zespołu, który zajmuje się dotacjami. Dziś Olszewski ma pod sobą 70 urzędników. Opozycja może strzelać oskarżeniami o "rozdymaniu administracji", ale dzięki dużej ekipie można było każdemu projektowi przypisać osobny zespół odpowiedzialny za uzyskanie i rozliczenie dotacji od A do Z. - Mało kto o tym wie, ale ponad 60 proc. moich pracowników dostaje pensje ze środków unijnych. Nikt przedtem nie pomyślał, że fundusze europejskie stwarzają także taką możliwość - podkreśla Olszewski. Na tym oszczędności się nie kończą: niemal wszystkie komputery, których używa biuro funduszy europejskich, też zostały sfinansowane z pieniędzy unijnych. Warszawscy podatnicy zaoszczędzili na tym dziesiątki tysięcy złotych.

- Żeby jeszcze bardziej przyspieszyć tempo pracy, część dokumentacji potrzebnej do przygotowania wniosku robimy sami, nie zlecamy tego innym podmiotom. We współpracy z Łodzią i Poznaniem za środki unijne wprowadziliśmy system zarządzania projektami - wylicza Olszewski. - Efekt jest taki, że dziś mam w toku kilkadziesiąt różnych projektów inwestycji za unijne dotacje. Gdy przychodziłem do biura w 2007 r., to miałem kilka.

Warszawa nie gardzi żadną dotacją. Oprócz tego, że zdobywa największe dofinansowanie ze wszystkich metropolii tej części Europy (metro, most Północny), to jeszcze schyla się także po mniejsze granty. Choćby budowę warszawskiej trasy wodno-rowerowej ("pedałuj i płyń" - 17 mln zł dotacji) albo stworzenie przy warszawskim zoo ośrodka rehabilitacji dla dzikich ptaków - za 3,2 mln zł.

Równolegle, biurko obok, realizowane są projekty-giganty: * uruchomienie obsługi transportem kolejowym Lotniska Okęcie im. Fryderyka Chopina (151 mln zł), * budowa Centrum Nauki "Kopernik" - 207 mln zł, * budowa ul. Nowolazurowej (125 mln zł dotacji), * modernizacja Teatru Powszechnego (5 mln zł), * modernizacja Szpitala Grochowskiego (6,5 mln zł) * budowa skrzyżowania drogi krajowej nr 2 z Trasą Siekierkowską (118 mln zł), * budowa parkingów "parkuj i jedź" (43,6 mln zł).

- Nie wszystko się nam udaje. Mieliśmy kilka pomysłów, które zakończyły się fiaskiem. Nie będzie unijnej dotacji na Park Technologiczny na Siekierkach [leżąca przy Wiśle zaniedbana dzielnica Warszawy]. Nie udało się nam też ściągnąć do Warszawy tzw. węzła wiedzy - jednostki badawczej będącej częścią Europejskiego Instytutu Technologicznego - mówi Olszewski. - W to miejsce realizujemy wiele "miękkich projektów", wspieramy zakładanie firm.

Kolejnym błędem - ale już nie zawinionym przez Warszawę, ale przez rząd, jeszcze w latach 2006 i 2007 - było "niedoskonałe" podzielenie unijnych pieniędzy, które Polska dostała na lata 2007-13. - Całkowicie niezrozumiałe jest dla nas to, i mówię tu w imieniu większości miast, że na rozbudowę dróg krajowych w granicach największych miast (na prawach powiatu) przeznaczono łącznie tylko 1,2 mld zł. Dokładnie tyle samo, ile przeznaczono na "walkę z wykluczeniem cyfrowym". Cokolwiek by to ostatnie znaczyło - mówi Olszewski. - To spowodowało, że my sami musieliśmy się ograniczać. Budując most Północny, wystąpiliśmy o dotację w wysokości "tylko" 374 mln zł. Zrobiliśmy to celowo. Bo prawda jest taka, że Warszawa sama mogłaby zjeść całą pulę pieniędzy, którą teoretycznie przeznaczono na całą Polskę.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    76 głosów