Co zrobić, byśmy nie mieli powtórki z kryzysu? Przede wszystkim usprawnić kontrolę sektora bankowego, rynku papierów wartościowych oraz ubezpieczeń.
Bruksela i kraje UE chcą powołać trzy nowe instytucje nadzorcze - Europejski Organ Nadzoru Bankowego (EBA), Europejski Organ Nadzoru Ubezpieczeń i Pracowniczych Programów Emerytalnych (EIOPA) oraz Europejski Organ Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA), który obejmie też
agencje ratingowe. Natomiast zadaniem czwartego organu - Europejskiej Rady ds. Ryzyka Systemowego (ESRB) złożonej głównie z delegatów banków centralnych - będzie ostrzeganie o narastającym ryzyku w europejskiej gospodarce. Wedle wstępnych szacunków nowe instytucje będą - jak na warunki unijnej Brukseli - dość kameralne, bo zatrudnią po blisko sto osób.
Nowy nadzór, który zacznie działać od 2011 r., powstawał w konflikcie między zwolennikami koordynacji z Parlamentem Europejskim a rządem Wlk. Brytanii oraz kilku innych krajów UE, które strzegły swej finansowej suwerenności. Ostatecznie przyjęto kompromis - za rutynowy nadzór wciąż odpowiadać będą instytucje krajowe, a unijne mają wkraczać do akcji tylko w nadzwyczajnych wypadkach. Będą mogły m.in. rozstrzygać spory między krajowymi organami nadzoru rynku finansowego i - po ogłoszeniu przez Radę UE "sytuacji zagrożenia" - tymczasowo wstrzymywać oferowanie ryzykownych produktów finansowych. A jeśli krajowy organ nie zareaguje, jego europejski odpowiednik będzie mógł zdyscyplinować krajowe instytucje finansowe (np. banki).
- Jest szansa, że dzięki tym regulacjom rynki finansowe staną się bardziej przejrzyste i odporne na kryzys. Musimy jednak głośno mówić, że nawet najlepsze regulacje w sektorze finansowym, a także polityka pieniężna i fiskalna, nie zastąpią reform strukturalnych, których Europa potrzebuje na gwałt. Mam na myśli rynek
pracy, warunki funkcjonowania przedsiębiorstw, innowacyjność - mówi Danuta Hübner, szefowa komisji ds. rozwoju regionalnego w europarlamencie.