Biznes Ludzie Pieniądze

Dobre strony energetycznej fuzji

Dariusz Marzec, KPMG Polska
23.09.2010 , aktualizacja: 23.09.2010 20:50
A A A Drukuj
Wolałbym, aby ośrodek podejmujący decyzje, czy w naszym kraju budowane będą nowe elektrownie znajdował się w Warszawie, a nie we Frankfurcie, Brukseli czy w Paryżu - mówi Dariusz, szef Zespołu Energetyki i Zasobów Naturalnych w KPMG Polska i doradcą ministra skarbu państwa w procesie prywatyzacji Energi SA. W latach 2004-05 wiceminister skarbu państwa odpowiedzialny za sektor energetyczny.

fot. Shutterstock
Czy PGE powinna przejąć Energę? Nad zagadnieniem tym zastanawia się ostatnio wielu ekspertów i polityków. Jako że po stronie opowiadającej się przeciwko transakcji jest chwilowo dość duży tłok, pozwolę sobie przedstawić argumenty mniej przebijającej się do mediów grupy osób, których opinia w tej sprawie nie jest tak jednoznaczna.

Historia europejskiej energetyki w ostatnich dekadach to historia integracji, przejmowania i łączenia firm energetycznych. Wartość przeprowadzonych w ostatniej dekadzie transakcji w tym sektorze to ponad bilion euro. Energetyka to sektor dużych graczy i nasi giganci nie wyglądają w tym porównaniu zbyt imponująco (patrz załączone wykresy). Pod względem skonsolidowanych przychodów nasz połączony "gigant" będzie generował rocznie ok. 7 mld euro, podczas gdy pierwsza piątka firm energetycznych w Europie to przychody w przedziale od 50 mld euro (RWE) do 84 mld euro (EON). Wartość aktywów PGE i Energi to ok. 16 mld euro, a pierwsza europejska piątka to od ok. 100 mld euro (Iberdrola) do 250 mld euro (EdF). Spójrzmy również na kapitalizację giełdową: PGE to ok. 11 mld euro, piąta firma (Iberdrola) to 30 mld euro, a pierwsza (EdF) to ponad 60 mld euro. W takim otoczeniu zachowanie "niepodległości energetycznej" lokalnej firmy na Pomorzu to mrzonki i brak zrozumienia realiów tego sektora.

Konkurencyjność rynku

To prawda, że liczba podmiotów działających na rynku ma wpływ na jego konkurencyjność, ale moim zdaniem równie ważne są takie jego elementy jak przepustowość połączeń łączących nasz rynek z UE, w pełni funkcjonalna giełda towarowa, na której w obrocie znajdzie się większość wyprodukowanej w naszym kraju energii, jakość infrastruktury energetycznej pozwalającej na jej przesyłanie z jednego regionu kraju w inne, system prawny umożliwiający rozbudowę tej infrastruktury (zapytajmy kogokolwiek, kto próbuje zbudować linię przesyłową, ile jest do zrobienia i przez ile lat można blokować taką inwestycję), dywersyfikacja paliw w energetyce i walka z efektywnym monopolem na rynku dostaw węgla dla energetyki, który powoduje, że trudno jest obniżać koszty wytwórców. Liczy się system regulacji cen dla odbiorców, który umożliwia efektywną konkurencję. Sztuczne utrzymywanie przez Urząd Regulacji Energetyki cen dla gospodarstw domowych na poziomie wymuszającym stratę eliminuje walkę o klienta, bo walka taka tylko by powiększała straty.

Tyle jest do zrobienia! Tymczasem koncentrujemy się tylko na jednym elemencie (udziale w rynku wciąż dalekim od pozycji monopolistycznej), podczas gdy bez systematycznej i długofalowej pracy nad całym szeregiem innych barier prawnych i infrastrukturalnych nie ma w Polsce szans na realną konkurencję w tym sektorze.

Wolałbym, aby silne PGE działało na rynku krajowym, który jest integralną częścią rynku europejskiego, rynku, na którym jest presja konkurencyjna, a w przypadku wysokich cen energii z PGE działające w naszym kraju firmy mogłyby ją sprowadzić z Niemiec lub Czech i swobodnie dostarczyć do odbiorców. Obecnie zdolność przesyłowa naszych połączeń transgranicznych stanowi minimalną część zapotrzebowania systemu. Strategicznie zamierzamy dojść do ok. 10 proc. W moim przekonaniu nie jest to wciąż wartość zapewniająca pełną integrację naszego rynku z Europą.

Wolałbym równocześnie, aby ośrodek podejmujący decyzje, czy w naszym kraju będą budowane nowe moce wytwórcze, znajdował się w Warszawie, a nie we Frankfurcie, w Brukseli czy Paryżu. Popatrzmy, jakie decyzje są podejmowane na poziomie "europejskim" czy globalnym największych koncernów energetycznych: kolejne projekty "konwencjonalne", które są podstawą funkcjonowania naszego systemu elektroenergetycznego, są odwoływane (RWE, Vattenfall). Polska gospodarka potrzebuje silnej polskiej firmy energetycznej, dla której NASZ rynek będzie rynkiem "podstawowym", a rozwój polskiej gospodarki będzie jednym z istotnych czynników branych pod uwagę przy analizie projektów inwestycyjnych.

Inwestycje i wpływy z prywatyzacji

Grupa PGE Energa pozostanie średniej wielkości europejską firmą energetyczną. Zdolność kredytowa i potencjał finansowy tej grupy będą znacznie wyższe po konsolidacji (na poziomie 50 mld zł) niż w przypadku odrębnego funkcjonowania tworzących ją firm. Skala programu inwestycyjnego grupy PGE Energa spowoduje konieczność pozyskania środków na europejskim rynku finansowym. Na rynku tym instrumenty finansowe emitowane przez PGE (np. obligacje) będą konkurować z papierami dłużnymi innych firm energetycznych, takich jak RWE, EoN, EdF, CEZ czy GDF Suez. Jeśli PGE będzie oceniana jako firma obarczona większym ryzykiem funkcjonowania, koszty pozyskania dla niej finansowania będą znacząco wyższe (a mówimy tutaj o dziesiątkach miliardów złotych kredytów czy zobowiązań) i zapłacą za to odbiorcy prądu w naszym kraju.

W tym kontekście pojawia się argument "pozbawienia" PGE 7,5 mld zł i skierowania ich do budżetu. Pieniądze te mogłyby zostać przeznaczone przez tę firmę na inwestycje. Oczekiwanie, że minister skarbu przeprowadzi tę transakcję w oderwaniu od sytuacji budżetu państwa trąci hipokryzją. Jeśli miałbym do wyboru (również jako obywatel) wypłatę dywidendy z PGE czy kupno przez nią Energi, to wybór jest oczywisty. I nie miejmy pretensji do ministra, że umie liczyć.

Interes konsumenta i niezależność UOKiK

Konkurencyjny rynek leży w interesie konsumentów. Ale w interesie tego odbiorcy jest także wzrastająca podaż i dostępność dobra, które ma kupować, a podaż ta nie wystąpi bez ogromnego programu inwestycyjnego w polskiej energetyce. Nowe moce i sprawna infrastruktura w energetyce są również, a może przede wszystkim, w interesie konsumenta.

Autonomiczność UOKiK jest wartością nowoczesnej gospodarki i nikt rozsądny tego nie kwestionuje. Ale

czy jest dopuszczalne, aby "niezawisły" sąd informował na trzy miesiące przed rozprawą wszystkie strony, że już wie jaki wyda wyrok i cała rozprawa jest tylko stratą czasu? Takie, niestety, podejście zastosował UOKiK, co w moim przekonaniu kłóci się z fundamentalną zasadą bezstronności i obiektywnej oceny faktów przez państwowy urząd.

Lista argumentów przemawiających za realizacją tej transakcji jest równie długa (jeśli nie dłuższa) od listy ryzyk z nią związanych. Wiele z tych ryzyk można redukować poprzez poprawę płynności, infrastruktury oraz integracji polskiego rynku z resztą Europy.

Zgoda, całkowite wyeliminowanie ryzyka nie wydaje się możliwe, natomiast trzeba nad tym pracować. Warto, by brano to pod uwagę przy wyborze inwestora dla innego koncernu energetycznego - poznańskiej Enei.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów