- W naszym przekonaniu agencja prasowa to nie jest zadanie, które musi być wykonywane przez spółkę należącą do skarbu państwa - powiedział PAP wiceminister skarbu Adam Leszkiewicz. Do końca roku skarb państwa chce być gotów do podjęcia decyzji.
Obecna ustawa o PAP zakłada, że inwestorowi można sprzedać do 49 proc. udziałów w spółce. Nie umożliwia za to objęcia 15 proc. akcji przez pracowników. Dlatego skarb państwa myśli o zmianie ustawy. Wtedy
prywatyzacja PAP byłaby możliwa na przełomie lat 2011/12.
Jednak na razie pod drzwiami resortu nie ma kolejki chętnych na PAP. Ostatnim dużym inwestorem, który interesował się prywatyzacją Agencji prawie dekadę temu, był fiński koncern Sanoma. Dlatego - twierdzą nasze nieoficjalne źródła - skarb państwa rozważa przekazanie spółki pracownikom. Mogłaby to być operacja podobna do popularnego w latach 90. leasingu pracowniczego. PAP dzierżawiłaby, a później przejęła spółka założona przez pracowników agencji. Musieliby oni wyłożyć własne pieniądze. Ile? To zależałoby od wyceny PAP.
Rzecznik resortu Maciej Wewiór potwierdza, że możliwe są różne sposoby
prywatyzacji. W tym przejęcie przez pracowników. - Ale wszystko zależy od analiz, na razie jest zbyt wcześnie, by o tym mówić - dodaje. Z perspektywy resortu prywatyzacja PAP ma znaczenie symboliczne. Plan prywatyzacji 2010-13 zakłada przychody na poziomie 50 mld zł.
- To absurdalny pomysł. PAP wymaga dofinansowania i doświadczonych w zarządzaniu profesjonalistów. Jako spółka pracownicza nie udźwignie niezbędnych inwestycji i szybko oraz tanio wpadnie w ręce dużej grupy medialnej - mówi Jerzy Domański, członek rady nadzorczej PAP, i przyznaje, że nie zna udanego leasingu pracowniczego w Polsce. - Nie wiem, czy gdziekolwiek w Europie agencja jest spółką pracowniczą - podkreśla. Jego zdaniem właściciel rozważa
prywatyzację tylko dlatego, że nie może obsadzić władz PAP swoimi ludźmi.
Na początku roku resort jako walne zgromadzenie akcjonariuszy powiększył pięcioosobową radę nadzorczą Agencji o dwóch swoich przedstawicieli. Domański zaskarżył te uchwały i 13 sierpnia sąd okręgowy w
Warszawie przyznał mu rację. Ustawa o PAP nie pozwala zmienić składu rady nadzorczej w trakcie kadencji. Podobne sprawy Domański wygrywał też z rządem PiS. Jego zdaniem rozmowy o prywatyzacji to jedynie zasłona dymna, bo wtedy resort miałby dużo większy wpływ na władze spółki.
Na początku września skarb państwa odwołał się od wyroku, jednak nowa rada wyłoniła już trzyosobowy zarząd. Domański podkreśla, że w świetle wyroku sądu zarówno zarząd, jak i rada działają nieformalnie.
Sparaliżowany przepychankami na górze PAP nie jest w stanie szybko reagować na zmiany na rynku. A te nie są dla niego korzystne. W odróżnieniu od amerykańskiej Associated Press, w której oszczędzający na dziennikarzach wydawcy kupują coraz więcej materiałów, PAP musi walczyć o utrzymanie klientów, oferując im coraz niższe ceny. Niektórzy, jak np. "Fakt" wydawany przez Axel Springer, odeszli bezpowrotnie. Innych, jak np. Polskapresse, udało się zmusić do powrotu, wytaczając pozew sądowy. W listopadzie 2009 r. własną agencję handlującą materiałami telewizyjnymi i wypożyczającą sprzęt uruchomił TVN. A kilka tygodni temu o planach utworzenia agencji poinformowały Polskie Radio oraz TVP - dwaj najwięksi klienci PAP. Powód? "Wysokie koszty abonamentowe serwisów agencyjnych".