Biznes Ludzie Pieniądze

Tylko jeden klub nie przynosi strat. Czy polska piłka dostanie kopa?

Piotr Skwirowski
27.09.2010 , aktualizacja: 26.09.2010 18:53
A A A Drukuj
Tylko jeden na 17 klubów, których sytuację finansową badała firma Ernst & Young, nie poniósł w zeszłym roku straty operacyjnej. Mimo to jest światełko w tunelu - dzięki popularyzacji piłki za sprawą Euro 2012 i nowym stadionom nasze kluby będą rosły w siłę.
Tylko jeden na 17 klubów, których sytuację finansową badała firma Ernst & Young, nie poniósł w 2009 roku straty operacyjnej
Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta
Tylko jeden na 17 klubów, których sytuację finansową badała firma Ernst & Young, nie poniósł w 2009 roku straty operacyjnej
Przychody klubów
Przychody klubów
Ekstraklasa - wyniki rankingu
Ekstraklasa - wyniki rankingu
Na razie jednak różowo nie jest. - To był przejściowy rok dla polskiej piłki klubowej - ocenia Krzysztof Sachs, partner w Ernst & Young, jeden z autorów kolejnej edycji raportu "Ekstraklasa piłkarskiego biznesu". Wedle raportu zsumowane przychody klubów polskiej ekstraklasy w 2009 r. praktycznie się nie zmieniły w porównaniu z rokiem wcześniejszym i wyniosły 323,4 mln zł. Złożyło się na to kilka zjawisk. - Przede wszystkim światowy kryzys finansowy - mówi ekspert Ernst & Young. I tłumaczy, że kluby ewidentnie odczuły spadek przychodów sponsorskich. - Firmy inwestujące w sport i reklamę po prostu przykręciły budżety - mówi Krzysztof Sachs.

Na szczęście mocno wzrosły przychody klubów z transmisji telewizyjnych. W połowie 2009 r. wygasła poprzednia trzyletnia umowa z Canal+, który za prawa do transmisji płacił 60 mln zł rocznie. Na podstawie nowej trzyletniej umowy płaci średnio 120 mln zł za sezon. - To pozwoliło klubom zniwelować straty z uszczuplenia wpłat od sponsorów - ocenia Krzysztof Sachs.

Nowe stadiony, nowe pieniądze

Niestety, w zeszłym roku spadła frekwencja na stadionach. - Mieliśmy nietypową sytuację. Tam, gdzie był największy potencjał kibicowski, mieliśmy przebudowę stadionów. Po części wymuszoną przez nasze przygotowania do Euro 2012 - tłumaczy ekspert. To dlatego m.in. Lech Poznań, Wisła Kraków, Legia Warszawa grały albo na przebudowywanych stadionach ze znacznie ograniczoną liczbą miejsc dla kibiców, albo wręcz musiały rozgrywać mecze w innych miastach.

- Nie mam wątpliwości, że teraz, kiedy nowe stadiony w Poznaniu, Warszawie, Wrocławiu, Chorzowie, Krakowie, Białymstoku i jeszcze kilka innych są powoli oddawane do użytku, to się musi pozytywnie odbić na przychodach klubów z dnia meczu, ze sprzedaży karnetów i biletów - mówi Sachs.

Jego zdaniem dobrym przykładem jest to, co się dzieje na stadionie Legii. Do tej pory jej przychody ze sprzedaży karnetów i biletów wahały się między 3 a 5 mln zł. Po przebudowie stadionu (jeszcze niezakończonej) z samej tylko sprzedaży karnetów Legia ma już 5 mln zł przychodów. - Spokojnie można założyć kolejne 5 mln zł ze sprzedaży biletów - mówi Krzysztof Sachs. Na nowym stadionie Legia będzie miała 40 lóż biznesowych, 39 na sprzedaż. Każda po 260-280 tys. zł za sezon. To kolejne 10 mln zł przychodu. Do tego dochodzi jeszcze 1200 miejsc biznesowych, po co najmniej 10 tys. zł. A więc znów lekko licząc - 10 mln zł przychodu. W ten sposób przychody Legii ze sprzedaży biletów i karnetów mogą podskoczyć do 30 mln zł za sezon.

- Jeśli to samo będzie na Lechu i Wiśle, a do tego trochę mniej, ale też dużo na innych nowych stadionach, to spokojnie można założyć, że łączne przychody wszystkich klubów ekstraklasy wzrosną skokowo o 100-150 mln zł - zaciera ręce ekspert Ernst & Young.

Poprzedni rok był też trudny, bo nasza ekstraklasa nie miała sponsora tytularnego. - Jestem przekonany, że prędzej czy później będzie go miała, a to oznacza kolejny wzrost przychodów - mówi Krzysztof Sachs.

Tu nie ma kokosów

Pytanie jednak, czy kluby zaczną zarabiać. - Tu bym się nie spodziewał przełomu - mówi ekspert. Tłumaczy jednak, że piłka nożna to nie jest biznes na którym zarabia się kokosy. - To nie jest tak, że kupuję klub i piłkarzy, dobrze ich trenuję i mam z tego fortunę. Dobrze jest jeśli klub nie przynosi strat, jeśli się bilansuje, a bardzo dobrze - jeśli cokolwiek zarabia. Najczęściej klub jest jednak skarbonką, do której się dokłada. Tak jest na całym świecie - tłumaczy Krzysztof Sachs. Oczywiście są wyjątki. Dla polskiego klubu prawdziwym eldorado może być awans do piłkarskiej Ligi Mistrzów, do której jednak od lat dobijamy się bezskutecznie.

- Na inwestycje w biznes piłkarski trzeba patrzeć inaczej niż na zakup zwykłej firmy. Tu zyskiem dla właściciela może być możliwość promowania przy pomocy drużyny piłkarskiej marki, która dla właściciela klubu stanowi podstawowe źródło dochodów. Dzięki drużynie piłkarskiej można budować rozpoznawalność tej marki. Dobrym przykładem takiego działania jest Amica - mówi Krzysztof Sachs. Dodaje, że posiadanie klubu jest często dla jego właściciela po prostu kaprysem, spełnieniem marzeń. - Jeśli przy tym wszystkim klub balansuje na granicy rentowności, to już jest całkiem dobrze - przekonuje ekspert.

Czy jednak sprzedaż dość marnej jakości produktu, jakim jest polska piłka klubowa, może pomóc w promowaniu marki? - Fenomen sportu polega na tym, że choćby poziom był marny, to i tak chcemy go oglądać. Sprzedajemy emocje, a te może przynieść zarówno dobre, jak i słabe widowisko sportowe. Zacięty mecz może się trafić i w bardzo dobrej, i w bardzo słabej lidze - przekonuje Krzysztof Sachs.

Jego zdaniem perspektywy polskiej piłki są dobre. - Nasze kluby będą coraz bogatsze. Kilka z nich z budżetów na poziomie 20-30 mln zł przeskoczy na 50, 70, a nawet 100 mln zł. Zaczną ściągać z zagranicy coraz lepszych piłkarzy. Wcześniej czy później ci lepsi piłkarze zaczną podnosić poziom sportowy naszych klubów - wieszczy Krzysztof Sachs. Na tym nie koniec. Część tych większych pieniędzy kluby będą przeznaczać na szkolenie młodzieży. - To daje nadzieję, że dzięki wzrastającej sile finansowej polskich klubów za 5 czy 10 lat będziemy mieli coraz lepszych polskich piłkarzy. Zyska też nasza reprezentacja - mówi z nadzieją w głosie zagorzały kibic Krzysztof Sachs.

Nadzieje te podziela Ireneusz Trąbiński, dyrektor zarządzający Ekstraklasy SA. - Polski futbol jest w początkowej fazie rozwoju. Przychody polskiej ekstraklasy to kilkadziesiąt milionów euro. We Francji najwyższa liga generuje 1 mld euro przychodów rocznie. W Anglii - 2,5 mld. Mamy więc szanse rozwoju. Mamy szansę dogonić średnie ligi europejskie - przekonywał niedawno w rozmowie z "Gazetą". Przypomniał, że w Polsce buduje się 20 nowych stadionów. I tak jak ekspert Ernst & Young przekonywał, że nowe stadiony to więcej kibiców. Kluby zaczną więcej zarabiać na sprzedaży biletów, reklam, praw do transmisji telewizyjnych. - U nas na stadiony piłkarskie chodzi 0,1 proc. społeczności. W Anglii - 0,66, a w Hiszpanii - ponad 0,5 proc. Mamy potencjał - mówił Ireneusz Trąbiński.

Ale na razie nasze kluby nie mają wielkich pieniędzy. - Największy polski klub ma budżet rzędu 15 mln euro. Są takie, które mają po 2 mln euro budżetu rocznie. Przy takich kwotach biznesu nie da się zrobić. Ale polska piłka to biznes o potencjale wzrostowym. Kamieniem milowym będzie Euro 2012. Wiele osób zobaczy, że oglądanie meczów na stadionach to świetny sposób spędzania czasu - mówił niedawno podczas jednego z paneli w czasie Forum Ekonomicznego w Krynicy Łukasz Mazur, prezes Górnika Zabrze. Jego zdaniem, jeśli klub będzie dobrze zarządzany przez ludzi biznesu, to jako biznes da się obronić. - Nie przyniesie wielkich zysków, ale kluby nie muszą zarabiać. Muszą i będą się bilansować - dodał prezes Górnika.

"Kolejorz" znowu górą

Kolejną edycję "Ekstraklasy piłkarskiego biznesu" wygrał Lech Poznań. Jak przed rokiem. Druga jest Legia Warszawa (przed rokiem trzecia), trzecia - tu niespodzianka - Lechia Gdańsk.

Ernst & Young stworzył biznesowy ranking klubów ekstraklasy na podstawie trzech kryteriów: ich sytuacji finansowej, siły medialnej i efektywności działania. Lech był najlepszy we wszystkich kategoriach rankingu. Na głowę pobił resztę stawki wielkością swojego przychodu. 54 mln zł to kwota nieosiągalna dla innych klubów. I o milion złotych więcej niż rok wcześniej. Niby dobrze, ale dynamika wzrostu przychodów klubu gwałtownie wyhamowała. Rok wcześniej podskoczyły o przeszło 70 proc., w 2009 r. jedynie o 2 proc. (przede wszystkim dzięki istotnym przychodom z działalności transferowej - sprzedaż Rafała Murawskiego). Winna tej sytuacji jest m.in. modernizacja stadionu Lecha. Do tej pory znaczna część przychodów "Kolejorza" pochodziła ze sprzedaży biletów, frekwencja na jego stadionie należała do najwyższych w naszej lidze.

Druga w rankingu Ernst & Young Legia miała w zeszłym roku niemal 32,5 mln zł. Prawie tyle samo co minimalnie lepszy od niej pod tym względem GKS Bełchatów. Legia to w ogóle ciekawy przypadek. Odnotowała w zeszłym roku 24-proc. wzrost przychodów w stosunku do 2008 r. Złożyły się na to głównie wpływy z transmisji, które były wyższe o ponad 70 proc. niż rok wcześniej oraz przychody z transferów. Spadły natomiast wpływy od sponsorów. Legia nadal była najbardziej zadłużona spośród klubów Ekstraklasy. Finansowana jest głównie pożyczkami od właściciela - grupy ITI, a zadłużenie przekracza jej majątek niemal pięciokrotnie.

Lechia Gdańsk, która w ogólnym rankingu zmieściła się na "pudle", miała tylko niespełna 9 mln zł przychodu, a najsłabszy pod tym względem Widzew Łódź - trochę ponad 6 mln zł.

Najwięcej pieniędzy polskie kluby dostawały dzięki reklamie i sponsoringowi - 39 proc. przychodów. Dalej były przychody z transmisji: 30 proc., wpływy z biletów 11 proc. i przychody transferowe 9 proc. Wychodzi z tego, że dzięki transferom kluby osiągnęły 29 mln zł przychodu. Blisko 45 proc. kwoty przychodów transferowych stanowiły wpływy Lecha Poznań, a kolejne 46 proc. to przychody czterech klubów: Korony Kielce, Legii Warszawa, Zagłębia Lubin oraz Jagiellonii Białystok. Dla porównania - przed rokiem Real Madryt wydał na transfery 250 mln euro. Manchester City - 140 mln euro, FC Barcelona - 110 mln euro, Bayern Monachium - 74 mln euro, a Olympique Lyon - 72 mln euro (źródło: Transfery.eurogol.pl).

Najdroższą pierwszą jedenastkę miał Lech (38,6 mln zł). Dalej była Legia (35,8 mln zł) i Wisła (25,4 mln zł). Na końcu tej klasyfikacji znalazły się Górnik Zabrze, Polonia Bytom, Piast Gliwice i Odra Wodzisław (poniżej 6 mln zł). Rok wcześniej najdroższe pierwsze jedenastki były znacznie więcej warte - Wisła (45,8 mln zł), Legia (44 mln zł) i Lech (41,9 mln zł).

Ciekawą pozycją rankingu jest koszt zdobywanego punktu (relacja kosztów operacyjnych do zdobytych punktów). Okazuje się, że zdobycie każdego punktu w rozgrywkach ligowych kosztowało Lecha 709 tys. zł, Zagłębie Lubin - 693 tys. zł, GKS Bełchatów - 692 tys. zł i Legię - 647 tys. zł. Najmniej za punkt zapłaciły Lechia - 200 tys. zł, Ruch Chorzów - 236 tys. zł i Polonia Bytom - 295 tys. zł.

Podsumowując swój ranking, Ernst & Young stwierdza, że główną bolączką polskich klubów jest dziś ich słaba rentowność i spore zadłużenie. Z 17 analizowanych klubów (18. Piast nie podał wyników finansowych), tylko jeden nie poniósł straty operacyjnej. Niektóre kluby stratę rekompensują sobie zyskiem na działalności transferowej. I w takim przypadku jednak tylko trzy kluby osiągnęły zyski, zaś pozostałe 14 wygenerowało straty. Ekspertów Ernst & Young niepokoją dane o zadłużenia ocenianych klubów. Ich łączne zobowiązania to 448 mln zł. Tymczasem ich majątek był wart 303 mln zł.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów