Powołana na początku tego roku nowa Rada Polityki Pieniężnej rozpoczęła urzędowanie w komfortowych (jak na postkryzysowe czasy) warunkach. Ledwie rozsiadła się w fotelach, a
inflacja "sama" zaczęła spadać.
To oczywiście uproszczenie, bo coraz wolniejszy wzrost cen był efektem działań polityki poprzedniej Rady, ale także szeregu efektów sezonowych: wolniejszego wzrostu cen paliw, mocnego złotego, mniejszych podwyżek cen regulowanych, np. za prąd.
Od stycznia do sierpnia inflacja spadła z 3,6 do 2 proc.,
stopy procentowe w tym czasie pozostawały na rekordowo niskim poziomie, a Rada przez kilka miesięcy znaczną część energii poświęcała na utarczki o ostateczną wielkość zysku NBP i o to, ile wpłacić budżetowi.
Tymczasem komunikacja naszej Rady ze światem zewnętrznym, mówiąc delikatnie, kuleje.
- W kwietniu NBP po raz pierwszy od wielu lat zainterweniował na rynku walutowym. Moim zdaniem niedostatecznie wyjaśniono tę decyzję. Czy była niezbędna? Do tego RPP cały czas za bardzo koncentruje się na teraźniejszości. Na tym, czy inflacja spada, czy nie spada, i w zależności od tego mówi, czy potrzebne są zmiany stóp, czy nie. Tymczasem nie ma znaczenia, czy dziś inflacja jeszcze spada, skoro wiadomo, że za chwilę będzie rosła. Decyzje Rady będą miały ekonomiczne skutki za półtora roku - mówi Rosati.
Dziś rzeczywistość gospodarcza zaczyna się zmieniać. Inflacja już niebawem zacznie rosnąć i osiągnie, a potem przekroczy cel inflacyjny, jaki wyznaczyła sobie RPP, czyli 2,5 proc. Dla Rady będzie to oznaczało konieczność podnoszenia stóp. O ile, jak szybko, jak rozłożyć akcenty w komunikacji z rynkiem finansowym? - Podwyżka stóp i to, jak Rada będzie komunikowała rynkowi cały cykl podwyżek, będzie dla niej prawdziwym testem. Jeśli nas zaskoczy, to będzie znaczyło, że go nie zdała - mówi bez ogródek Jakub Borowski, główny ekonomista Invest Banku, który przed laty pracował w NBP i przygotowywał analizy makroekonomiczne dla poprzedniej Rady i zarządu banku.
Dlaczego to takie ważne? Ekonomiści tłumaczą: polityka pieniężna powinna być nudna jak flaki z olejem, jak szkolna akademia sprzed ćwierć wieku. Im mniej zaskoczeń, tym prowadzona polityka jest skuteczniejsza, a więc i tańsza. Im spójniejszy przekaz Rady, tym mniej musi ona zrobić, by osiągnąć zamierzony efekt.
W praktyce powinno działać to tak: RPP widzi, że apetyty Kowalskich rosną - więcej zarabiają, coraz chętniej zaciągają kredyty, by sfinansować swoje marzenia, inflacja niebawem zacznie rosnąć i trzeba zadziałać w porę, by nie wymknęła się spod kontroli. Członkowie Rady zgodnie sugerują możliwość podniesienia stóp. Bardzo wiarygodnej Radzie może tylko wystarczyć stwierdzenie, że pilnuje inflacji. W oczekiwaniu na podwyżki rosną rynkowe stopy procentowe (np. WIBOR). Ludzie dostają sygnał, że finansowanie wydatków drożeje.
A Rada zamiast poprawiać komunikację i spójność wypowiedzi, nie przestaje zaskakiwać. Tego samego dnia możemy od jednej osoby usłyszeć, że stopy trzeba podnosić, a od drugiej, że nie ma podstaw, by je zmieniać i jeszcze długo takich podstaw nie będzie. Efekt jest taki, że Rada będzie musiała czynem dobitnie udowodnić, że czuwa i ostatecznie stopy procentowe mogą być wywindowane wyżej.
Janusz Jankowiak w opublikowanym niedawno w "Gazecie" tekście powiedział głośno to, co sądzi większość ekonomistów obserwujących RPP na co dzień: że nigdy wcześniej nie była tak silnie upolityczniona i spolaryzowana. - Uderzający brak kompetencji w zakresie polityki pieniężnej wzmacniany jest bardzo nikłym doświadczeniem członków obecnej RPP w obcowaniu z rynkiem finansowym - napisał główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.
- Rada buduje jeszcze swoją reputację. Nie pomagał temu spór o zysk, grożenie ustąpieniem, jeśli jakieś rozwiązania nie będą po myśli jednego z członków, zarządzenie dwumiesięcznych wakacji. I kakofonia wypowiedzi - uważa członek Rady pierwszej kadencji Dariusz Rosati.
Tego zjawiska nie było w takiej skali w poprzednich kadencjach Rady. - Członkowie RPP co chwila zgłaszają nowe pomysły: że większą uwagę należy przykładać do wzrostu gospodarczego, że trzeba uważać na bąble spekulacyjne na różnych aktywach, że lepszy byłby taki albo inny kurs walutowy. Nie bardzo wiadomo, jak ta Rada traktuje bezpośredni cel inflacyjny, czy kontynuuje strategię poprzedniej Rady, by utrzymać inflację w okolicy 2,5 proc. Tym bardziej że dochodzą nas głosy, że może by tak cel inflacyjny podnieść - mówi z wyrzutem Janusz Jankowiak. - Wiadomo, że każdy ma swoje poglądy, ale im należy dawać wyraz w głosowaniu i podczas dyskusji na posiedzeniach - dodaje ekonomista.
Inni anonimowo dodają: poszczególni członkowie dbają raczej o swój własny wizerunek w mediach niż o wizerunek całej Rady. Notabene trzech członków zdaje się zapomniało, że pełnią funkcję publiczną i odmówiło wywiadu "Gazecie". Jeden z nich wprost stwierdził, że to dlatego, że wcześniej publikowaliśmy krytyczne opinie na jego temat.
- Dziwi się pani? Przecież RPP to zbiór rozbudowanych ego. To nie zespół, tylko grupa indywidualnych graczy. Mamy premiera i dwóch wicepremierów, wiceprezesa, profesorów zwyczajnych i nadzwyczajnych oraz ambitnego młodzika, być może najlepiej z nich wszystkich przygotowanego. Nie ma szans, by się szybko dotarli - mówi nam osoba znająca zarówno kulisy pracy RPP, jak i poszczególnych jej członków.
Dlatego ekonomiści z nadzieją patrzyli na przyjście nowego prezesa, osoby z autorytetem. To Markowi Belce przyszło tonować publiczny wizerunek Rady, ale popełnia podobne grzechy jak jego kompani, w mediach obecny jest nawet kilka razy w tygodniu.
- To z przyjściem nowego prezesa wiąże się pogorszenie komunikacji z rynkiem finansowym. Z komunikatu po posiedzeniu usunięto wówczas kluczowe dla nas zdanie mówiące o bilansie ryzyk dla przyszłej inflacji. Minęło kilka miesięcy i nie zastąpiono tego narzędzia niczym lepszym - mówi Jakub Borowski.
Belka zdaje sobie jednak sprawę, że musi Radę pogodzić. Dlatego na doradcę wziął sobie byłą członkinię Rady Halinę Wasilewską-Trenkner. - Gdy przedstawiał ją Radzie, przyznał, że wie o jej koncyliacyjnych zdolnościach i że to głównie one, a nie wybitne kompetencje z zakresu finansów publicznych mają się w NBP bardzo przydać - mówi nam jeden z uczestników spotkania.
Najbliższe miesiące będą sprawdzianem dla prezesa i całej Rady. Zamiast przeglądu osobowości powinniśmy w końcu zobaczyć zgodne współdziałanie, spójne wypowiedzi wszystkich członków Rady. - Ich wzorem powinien być Andrzej Sławiński, członek poprzedniej RPP. Świetnie przygotowany teoretycznie, znający rynek finansowy od podszewki i jednocześnie niesamowicie powściągliwy w wypowiedziach. Można powiedzieć: nudny - radzi Jankowiak.
- Poprzednia Rada funkcjonowała w warunkach większej niepewności, ale jej decyzje były bardziej przewidywalne. Co do najbliższych kwartałów wielkiej niepewności nie ma. Wzrost
PKB przyspiesza, inflacja też. Rada nie może już dywagować, czy dbać o wzrost, czy walczyć z inflacją. W sierpniu oczekiwania inflacyjne raptownie wzrosły. Jeśli się utrwalą, niezwykle trudno będzie je zbić. Dlatego Rada musi skupić się teraz na swoim podstawowym celu - mówi Borowski.
Jeśli się to uda, to koszt utrzymania inflacji w ryzach będzie niższy. Czytaj: mniej podwyżek stóp, cykl podwyżek krótszy, tańsze kredyty, mniejsza zmienność kursów.