Biznes Ludzie Pieniądze

Aleksander Wielki odchodzi z UniCredit. Co dalej z Pekao?

Maciej Samcik
27.09.2010 , aktualizacja: 27.09.2010 14:33
A A A Drukuj
Jak doszło do zatopienia Alessandro Profuma, jednego z najbardziej wpływowych bankowców w Europie, twórcy potęgi grupy UniCredit? I co dalej z Bankiem Pekao, perłą w koronie UniCredit w naszej części Europy?
Alessandro Profumo
Fot. Jacek Łagowski
Alessandro Profumo
Era Alessandra Profuma prezesa UniCredit, trzeciej pod względem kapitalizacji grupy bankowej w Europie, skończyła się gwałtownie w zeszłym tygodniu. Jeden z najbardziej wpływowych bankowców na Starym Kontynencie, przez niektórych nazywany bankowym cudotwórcą, podał się do dymisji. Jego głosu słuchano z równą uwagą jak choćby szefa Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude'a Tricheta.

Jego dymisja jest szokiem dla finansistów. Rada nadzorcza przyjęła rezygnację bez szemrania. Powodem odejścia znanego menedżera miał być zbyt duży udział libijskich inwestorów w akcjonariacie banku, co nie spodobało się włoskim akcjonariuszom. Profumo, twórca sukcesu Unicredit, stracił ich zaufanie.

We Włoszech nazywają go Aleksandrem Wielkim. Nic dziwnego, ma prawie dwa metry wzrostu. Ten postawny 52-latek jest przykładem kariery w amerykańskim stylu - od zera do milionera. Zaczął w 1977 r., od pracy w prowincjonalnym Banco Lariano. Dla tej posady (ponoć niezbyt dobrze płatnej - pierwsza pensja Profuma nie przekraczała 250 dol.) porzucił studia na prestiżowym uniwersytecie w Mediolanie. W strukturach banku piął się szybko w górę, ale po kilku latach okazało się, że jego bystry umysł przyda się w firmie doradczej McKinsey, która od lat jest kuźnią kadr dla branży bankowej.

Profumo maszeruje na wschód

W McKinsey Profumo pracował jako konsultant do spraw zarządzania. I zapewne to tam włożono mu do głowy, że pracą u podstaw nie zbuduje się finansowego imperium, że sukces osiągają ci, którzy przejmują słabszych konkurentów. Po zdobyciu szlifów w konsultingu Profumo przeszedł do firmy ubezpieczeniowej RAS. W 2004 r. zaś został menedżerem niezbyt dużego banku Credit Italiano. Wystarczył rok, by został jego prezesem.

Potem nastąpiło dziesięć lat gwałtownej ekspansji, w czasie której Credito Italiano stał się jednym z najpotężniejszych banków Europy. Najpierw Profumo połączył grupę banków na północy Włoch. Kiedy jednak ruszył na południe, na drodze stanął mu charyzmatyczny szef nadzoru bankowego Antonio Fazio, który zaczął blokować dalsze fuzje. Dziś ma z tego powodu problemy w sądzie, bo okazało się, że wetując połączenia banków, naciągał prawo włoskie i europejskie.

Po zderzeniu ze ścianą we Włoszech Profumo postanowił zmienić kierunek ekspansji - na wschód. Jednym z jego pierwszych sukcesów było przejęcie w 1999 r. polskiego Banku Pekao. Potem była Rumunia, Ukraina, Węgry, Turcja... Ukoronowaniem ciągu fuzji było kupno niemieckiej grupy HVB, Banku Austria Creditanstalt i włoskiej grupy Capitalia.

Po tej największej fuzji w dziejach bankowości europejskiej UniCredit stał się kolosem porównywalnym z takimi bankami jak Santander czy HSBC. Profumo stał na czele grupy działającej w 22 krajach i zatrudniającej 162 tys. osób, która obsługiwała ponad 40 mln klientów. - To już koniec ery wielkich bankowych fuzji - mówił w 2007 r. w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej", jednym z zaledwie dwóch, których na przestrzeni lat udzielił polskiej prasie.

Skromny, nudny, skuteczny

Zawsze pozostawał na uboczu włoskiej finansjery. Miał wielu wrogów, także wśród politycznego establishmentu. Ponieważ prawie połowa zysku UniCredit pochodzi z operacji międzynarodowych, Profumo patrzył na innych bankierów i na włoskich polityków z góry i na każdym kroku demonstrował im swoją niezależność.

Dla kolorowej prasy był nudny jak flaki z olejem. Pochodzi z Genui, gdzie podobno mieszkają najwięksi skąpcy. Kupuje gotowe garnitury, a nie szyte na zamówienie, na wakacje do Egiptu lata klasą ekonomiczną. W jego garażu nie mieści się Maybach, lecz tylko niewielki Maserati Spider. Uchodzi za zwolennika Lewicowych Demokratów, partii wyrosłej z Włoskiej Partii Komunistycznej. Nic dziwnego, że nie jest pupilem populistycznego prawicowego premiera Silvia Berlusconiego.

O tym, że byłby świetnym politykiem, gdyż posiadł w doskonałym stopniu umiejętność lawirowania i negocjowania, przekonaliśmy się dwa lata temu, kiedy wybuchła afera wokół fuzji banków Pekao i BPH. Sytuacja UniCredit wydawała się wtedy beznadziejna. Rząd PiS zapowiadał oficjalnie, że zaskarży w Europie globalne połączenie UniCredit z HVB, a w Polsce do fuzji Pekao i BPH nie dopuści. Wystarczyło jednak kilka tygodni negocjacji, by Profumo owinął sobie polskich polityków wokół palca. Oddał mało znaczącą część BPH i podpisał hucznie porozumienie z ówczesnym premierem Marcinkiewiczem. Postawił na swoim i nawet we Włoszech podziwiano go za umiejętność poruszania się po egzotycznych polskich salonach.

Kryzys stawia Profuma pod murem

Nieprzychylni mu menedżerowie twierdzą, że Profumo, zarządzając UniCreditem, nie przewrócił się tylko dlatego, że bez końca uciekał do przodu. Przejmował jeden bank po drugim, inkasował proste oszczędności wynikające z efektu łączenia banków i zanim rynek zdążył powiedzieć "sprawdzam", zabierał się do następnej fuzji. Ta strategia przynosiła zyski w czasach prosperity. Ale przyszedł kryzys. Okazało się, że Profumo za niektóre banki ciężko przepłacił, a jego rezerwy gotówki niepokojąco się kurczą.

Ekspansja w Europie Środkowej i Wschodniej kosztowała Profuma utratę palmy pierwszeństwa na rodzimym rynku. Jego najwięksi rywale - banki Intesa i San Paolo Imi - połączyli się, tworząc największy bank włoski, kontrolujący dwa razy więcej placówek niż UniCredit. Dokonał tego Corrado Passera, prezes Intesy i stary znajomy Profuma. Razem pracowali jeszcze w McKinseyu.

Libijski pretekst

Ale to nie kryzys finansowy zniszczył Profuma, lecz... akcjonariusze UniCredit. Tarcia między Profumo a włoskimi finansistami trwały od dawna. Prezes domagał się pełnej autonomii, udziałowcy chcieli patrzeć mu na ręce. W zeszłym roku udziały w UniCredit zaczęli zwiększać inwestorzy z Libii, związani z rządem w Trypolisie i dyktatorem Muammarem Kaddafim. Podobno Profumo chciał w najbliższym czasie sprzedać państwowemu funduszowi inwestycyjnemu z Libii kolejne 2,5 proc. akcji UniCredit.

Obawa, że Libia kontrolowałby 7,5 proc. udziałów w UniCredit, spowodowała, że antagoniści Profuma - fundacje związane z włoskimi politykami, których Profumo nigdy nie głaskał po głowach - wszczęli lament w radzie nadzorczej banku. Przekonali jej członków, iż prezes wprowadza konia trojańskiego, a z Libijczykami ma niejasne interesy. Profumo nie docenił siły opozycji. Kiedy wiedział, że nie odwróci już karty w tej grze, podał się do dymisji.

Nie odejdzie z gołymi rękami, ma dostać astronomiczne 40 mln euro odprawy. Analitycy spekulują, że nowy prezes UniCredit nie będzie kontynuował dzieła Profuma i skupi się raczej na ekspansji banku we Włoszech. To byłaby zła wiadomość dla pracowników i klientów Banku Pekao, bowiem Polska i bank z żubrem w logo były zawsze oczkiem w głowie Profuma.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów