Biznes Ludzie Pieniądze

Ulga na dzieci musi być większa

Dominika Wielowieyska
26.09.2010 , aktualizacja: 26.09.2010 19:35
A A A Drukuj
Minister finansów i Forum Obywatelskiego Rozwoju rzucają pomysły, jak obciąć dotychczasowe przywileje dla rodziców. Tymczasem bez zachęcania rodzin do posiadania dzieci czeka nas katastrofa demograficzna
Dominika Wielowieyska
fot. AG
Dominika Wielowieyska
Minister finansów Jacek Rostowski oświadczył kilka dni temu, że jest za likwidacją powszechnego becikowego wypłacanego także osobom zamożnym. Opowiedział się też za ograniczeniem ulgi na dzieci. Dziś możemy sobie odliczyć od dochodu stałą kwotę za każde dziecko. Minister stwierdził, że ulga mogłaby przysługiwać np. dopiero na trzecie dziecko. W ministerstwie rozważano też inny wariant, w którym wartość ulgi rosłaby z każdym kolejnym dzieckiem.

Forum Obywatelskiego Rozwoju, organizacja firmowana przez prof. Leszka Balcerowicza, chce całkowicie zlikwidować system wspierający rodziny z dziećmi.

FOR i minister Rostowski popełniają błąd. Nasz przyrost naturalny jest fatalny. Weszliśmy już na tę samą ścieżkę, na której znalazły się państwa zachodnie - starzejemy się jako społeczeństwo.

Polskie rodziny mają średnio 1,39 dziecka (dzietność kobiet według GUS). Nie ma więc tzw. zastępowalności pokoleń. Co prawda ten zły trend został zahamowany, bo pokolenie wyżu demograficznego z pierwszej połowy lat 80. teraz zakłada rodziny, i dzieci rodzi się więcej niż w poprzednich latach. Ale to sytuacja wyjątkowa i aby utrzymać tę poprawę, potrzebna nam jest aktywna polityka prorodzinna.

Nie mogę pojąć, jak to możliwe, że to właśnie liberałowie postulują podniesienie podatków (!) i to dla konkretnej grupy podatników, która ponosi koszty związane z wychowaniem i edukacją dzieci. Uderzamy w tych Polaków, którzy inwestują w przyszłość - jeśli ująć to w kategoriach czysto gospodarczych. Rozumiem, że FOR jest za prostym systemem podatkowym bez żadnych ulg. Ale te akurat są wyjątkowo uzasadnione.

Jednocześnie ani minister finansów ani FOR nawet nie zająknęli się na temat innej ulgi, rzeczywiście kuriozalnej. Chodzi mi o wspólne opodatkowanie małżonków. Jaki cel społeczny czy inwestycyjny ma ulga szczególnie korzystna np. dla bezdzietnego małżeństwa, w którym on zarabia 200 tys., a ona nie pracuje? Bo ja żadnego celu nie widzę. Widzę natomiast głębokie uzasadnienie dla wsparcia rodzin z dziećmi, i dlatego wspólne opodatkowanie należałoby zlikwidować, a oszczędzone pieniądze choćby w części przeznaczyć na większe ulgi na dzieci. Jest też oczywiście sporo innych ulg, które mogą budzić wątpliwości, więc dla porządku deklaruję, że jestem też za zniesieniem ulg podatkowych dla twórców i dziennikarzy. Ale uważam, że każda taka zmiana powinna być łączona z powszechną obniżką podatków.

Nie mam nic przeciwko likwidacji ulg na internet (propozycja FOR). Podobnie jak nie mam nic przeciwko likwidacji becikowego dla wszystkich, także dla dobrze zarabiających. Wolę ulgi na dzieci, bo one premiują ludzi, którzy płacą podatki. Pozostawiłabym natomiast becikowe dla ubogich. Właśnie dlatego, że jest to element generalnej polityki wspierania finansowego rodziców. Ponadto niezamożni podatnicy nie mogą skorzystać w pełni z ulg podatkowych na dzieci.

Minister Rostowski tłumaczył w RMF FM, że ulgi nie zachęcają do posiadania większej liczby dzieci. Słyszałam też argumenty w stylu: tysiąc złotych wystarczy raptem na pieluszki i żadna kobieta z powodu tego tysiąca nie będzie zachodzić w ciążę. Takie stawianie sprawy mnie irytuje. Bo przecież chodzi o to, by nie wyjmować kolejnych cegiełek z systemu wsparcia rodzin. Wręcz przeciwnie, należy dodawać nowe. Francuzi taki system mają niezwykle rozbudowany i zapewne także to ma wpływ na niezły - jak na Europę - przyrost naturalny.

Dlatego jestem przeciwna skracaniu urlopów macierzyńskich (propozycja FOR). Im dłużej matka lub ojciec zostanie z dzieckiem w tym pierwszym okresie jego życia, tym lepiej dla dziecka. Gwarancje socjalne uspokoją rodziców, że państwo nie zostawia ich samym sobie. Byłabym skłonna zaakceptować pomysł FOR, by skrócić urlopy wychowawcze, w czasie których państwo opłaca za matki składki na ubezpieczenie społeczne. Ale tylko pod warunkiem że ruszy powszechny program tworzenia żłobków i przedszkoli. Trzeba przyznać, że coś w tej sprawie nareszcie się zaczęło dziać. Rząd przyjął ustawę żłobkową, która ułatwi ich zakładanie. Ale potrzebna jest też rozbudowa sieci przedszkoli. Co prawda prywatnych placówek powstaje sporo, ale wysokie czesne to zbyt duże obciążenie dla kieszeni wielu rodzin. Na wsi przedszkoli jest ich wciąż za mało i bez kompleksowego programu ten stan rzeczy się nie zmieni. To inwestycja długofalowa, ale opłacalna. Wyrównuje szanse edukacyjne i życiowe dzieci wiejskich, jest wielkim wsparciem dla rodzin ubogich, bo dzieci z takich rodzin od drugiego-trzeciego roku powinny mieć w przedszkolach zapewniony ciepły posiłek. I na to warto wydawać pieniądze, a nie na zwiększanie zasiłków socjalnych wypłacanych bezpośrednio rodzicom.

Dług publiczny rośnie i brakuje pieniędzy? To niech rząd zlikwiduje wreszcie przywileje emerytalne dla górników, mundurowych i prokuratorów. Niech rolnicy zaczną płacić składkę zdrowotną, którą płacą wszyscy inni pracownicy. Ale łatwiej zabrać dzieciom, bo one nie mają swoich związków zawodowych i nie przyjdą pod Sejm rzucać w okna płytami chodnikowymi.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    69 głosów