Według opublikowanych w piątek danych GUS w ubiegłym roku poza granicami kraju czasowo przebywało 1 mln 870 tys. osób. To o 340 tys. mniej niż w 2008 roku i o 400 tys. mniej niż w szczycie emigracji zarobkowej z 2007 roku. Zdaniem urzędu statystycznego to
kryzys gospodarczy spowodował, że Polacy byli z jednej strony mniej zainteresowani pracą na emigracji. Na przykład w 2009 roku w Wielkiej Brytanii zarejestrowało się prawie o połowę mniej pracowników niż w roku poprzednim. A z drugiej strony część emigrantów podjęła decyzję o powrocie do kraju. - Skala tych powrotów była większa niż w roku poprzednim. Część osób nie wróciła jednak do Polski, ale przeniosła się do innych krajów, np. do Norwegii - czytamy w opracowaniu GUS.
Najwięcej polskich emigrantów czasowych jest w Wielkiej Brytanii - 555 tys. Drugie pod tym względem są
Niemcy - w ubiegłym roku było tam 415 tys. osób. Od 1 maja 2011 roku ten
rynek pracy będzie dla nas w pełni otwarty. A ponieważ nasi sąsiedzi z kryzysu nie wyszli bardzo poturbowani i są motorem napędowym Europy, to popyt na pracowników skusi kolejne setki tysięcy Polaków. Nie od razu, ale w ciągu kilku kwartałów może wyjechać kolejne 400 tys. Polaków.
- Już się szykujemy do tych przyjazdów - mówi "Gazecie" Marek Rydzewski,
dyrektor regionalny w AOK, zlokalizowanej w Brandenburgii jednej z wielu niemieckich kas chorych. - Kasy finansują się ze składek, muszą ze sobą konkurować. Zabiegamy o klientów, zależy nam na przyjeżdżających do pracy, a oni wszyscy muszą być ubezpieczeni - wyjaśnia. Niebawem ma być uruchomiona strona internetowa po polsku i linia informacyjna.
Prof. Krystyna Iglicka z Centrum Stosunków Międzynarodowych jest przekonana, że ta fala emigracyjna narobi więcej szkód w naszej gospodarce niż poprzednia z 2004 roku. Dziś
bezrobocie jest niższe niż wówczas, mogą wyjeżdżać ci, którzy mają pracę w Polsce. - Do Niemiec mamy bliżej, doskonale rozpoznaliśmy ten rynek pracy, w końcu łatwiej będzie wyjechać, bo mamy tam już rodzinę, znajomych - wyjaśnia. Z jej tegorocznych badań wynika, że nastroje proemigracyjne Polaków są jak w szczytowej fali.
Potwierdza to Mariusz Lang z firmy SBA Euro, która pośredniczy w zatrudnieniu pracowników w Holandii. - Nawet nie dajemy ogłoszeń w prasie, bo chętnych jest masa. Spodziewam się, że po 1 maja zainteresowanie będzie olbrzymie. Sami będziemy z otwarcia rynku korzystać i rekrutować pracowników dla niemieckich agencji - mówi. Jego zdaniem pewnym ograniczeniem będzie znajomość języka niemieckiego, zwłaszcza w przypadku opiekunek czy pielęgniarek. - Nie da się porozumieć z podopiecznym, pójść po lekarstwa czy do sklepu, jeśli zna się tylko trochę angielski - wyjaśnia.