Kalendarze naszych polityków zdominują w tym tygodniu spotkania z partnerami z Ukrainy. W czwartek na oficjalne rozmowy z premierem Donaldem Tuskiem przylatuje premier Ukrainy Mykoła Azarow. I tego samego dnia w
Warszawie wicepremierzy Waldemar Pawlak i Borys Kolesnikow podpiszą wspólny protokół po dwudniowych obradach komisji rządów Polski i Ukrainy ds. gospodarczych. A w piątek prezydent Bronisław Komorowski w Jałcie spotka się z prezydentem Ukrainy Wiktorem Janukowyczem podczas konferencji o strategii integracji gospodarczej Ukrainy z UE.
W czasie tych spotkań kluczowe znaczenie będą miały kwestie współpracy Warszawy i Kijowa w energetyce, zwłaszcza w branży gazowej. Bo już za chwilę
Ukraina dołączy do wspólnego rynku energetycznego UE i będzie naszym wschodnim sąsiadem w Europejskiej Wspólnocie Energetycznej.
Protokół o akcesji Ukrainy do Europejskiej Wspólnoty Energetycznej w ostatni piątek w macedońskim Skopie podpisali minister energetyki Ukrainy Jurij Bojko i Fabrizio Barbaso, wiceszef dyrekcji ds. energii w Komisji Europejskiej. Na integrację z ukraińską energetyką UE zgodziła się już w grudniu zeszłego roku. Ale z zatwierdzeniem tej decyzji w Brukseli czekano, aż Ukraina wprowadzi europejskie regulacje do swojej branży gazowej. Stało się to w lipcu. - Mamy nadzieję, że Ukraina szybko ratyfikuje protokół akcesyjny i już od początku 2011 r. w pełni przyłączy się do Europejskiej Wspólnoty Energetycznej - powiedziała w piątek rzeczniczka KE Marlene Holzner cytowana przez agencję Unian.
Kijów ma nadzieję na podniesienie swojej rangi dzięki integracji z energetycznym rynkiem UE. - Dostaniemy prawo głosu w komisjach unijnych jako partnerzy energetycznych firm z UE. Będziemy mieli wszystkie prawa i będą zmuszeni nas wysłuchać jako pełnoprawnego członka Wspólnoty, a nie tak jak dotąd jako partnera czy sąsiada - powiedział Bojko w rozgłośni BBC.
Kijów chce wykorzystać udział w europejskich strukturach do walki z planowanym przez Gazprom gazociągiem South Stream przez Morze Czarne, który pozwoli Rosjanom dostarczać gaz do Europy z pominięciem Ukrainy. Projekt Gazpromu konkuruje też z popieraną przez UE rurą Nabucco. Ukraina ma nadzieję, że teraz wraz z UE stworzy wspólny front przeciw South Streamowi. - Jesteśmy wdzięczni KE, że oficjalnie popiera Nabucco i nie uznaje South Streamu za projekt o strategicznym znaczeniu - stwierdził Bojko.
Ale z drugiej strony państwa UE także oczekują od Kijowa inicjatyw na rzecz integracji z europejskim rynkiem energetycznym. W piątek Holzner podkreśliła, że już w tym roku Kijów powinien zacząć wdrażać europejskie reformy rynku gazowego. Przede wszystkim chodzi o rozdzielenie handlu gazem od transportu i magazynowania gazu. W konsekwencji takich reform Kijów powinien znieść monopol Gazpromu na tranzyt gazu przez Ukrainę i umożliwić wykorzystanie swoich gazociągów rywalizującym z Gazpromem koncernom z UE.
To już wprost nas dotyczy. Późną wiosną Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo podpisało kontrakt na zakupy od niemieckiego koncernu E.ON gazu, który miał być dostarczany za pośrednictwem rur na Ukrainie. To zmniejszyłoby obawy o niedobory gazu, którymi najbliższej zimy straszy PGNiG. Jednak umowa nie weszła dotąd w życie, bo według naszego koncernu E.ON nie dostał dotąd od Ukrainy zgody na tranzyt gazu do Polski.
W tym tygodniu nasi liderzy mogą zapytać przywódców Ukrainy, jak brak takiej zgody ma się do podpisanej właśnie przez Kijów akcesji do wspólnego rynku energetycznego UE.
Od września ukraiński Naftohaz wstrzymał też dostawy gazu do Hrubieszowa, uzgodnione do 2020 r. z ukraińską firmą w czasach, gdy jej szefem był obecny ukraiński minister energetyki Jurij Bojko. Według PGNiG wstrzymanie dostaw Naftohaz tłumaczył wprowadzeniem nowych przepisów na Ukrainie. Jak to się ma do podpisanej właśnie przez Jurija Bojkę integracji z rynkiem gazu UE, a więc także z Polską? Nasi liderzy będą to mogli omówić w tym roku z ukraińskimi partnerami.
Na rozstrzygnięcie czeka również przyszłość inwestycji PGNiG, które jest największym udziałowcem spółki Dewon eksploatującej gazowe pola pod Połtawą. Gaz z tych złóż miał dopłynąć do Polski rozbudowywanym połączeniem przez Hrubieszów. Ale działalność Dewonu od kilku lat hamują działania ukraińskich polityków i w 2009 r. spółka w ogóle wstrzymała wydobycie gazu. W tej kwestii w zeszłym roku nic nie wskórał wicepremier Pawlak.
Teraz nasze władze mają mocniejsze argumenty. Trudno sobie bowiem wyobrazić integrację Ukrainy ze wspólnym europejskim rynkiem bez rozwiązania sprawy Dewonu, bo to symboliczny probierz współpracy gazowej Kijowa z państwem UE.
W zeszłym roku
Moskwa groziła Europie kryzysem gazowym, gdy
Bruksela podpisała z Kijowem deklarację w sprawie modernizacji ukraińskich gazociągów tranzytowych w zamian za wprowadzenie europejskich przepisów w gazownictwie. Teraz Gazprom też próbuje podminować ten plan. W ostatni piątek szef ukraińskiej spółki Gazpromu Anatolij Podmyszalski powiedział, że Gazprom i Naftohaz przygotowały projekty przepisów umożliwiających przekazanie ukraińskich gazociągów w zarząd obcym państwom, w tym Rosji. To mogłoby wykoleić energetyczną integrację Ukrainy z UE.