Podpisanie umowy Gazpromu z chińskim koncernem paliwowym CNPC miało być zwieńczeniem wizyty prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa, który wczoraj zakończył trzydniową wizytę w Państwie Środka. Rosyjski koncern bardzo zabiegał o wejście na rynek Chin, które wkrótce mogą stać się największym importerem gazu na świecie. W zeszłym roku Chińczycy zużyli 88,7 mld m sześc. gazu, ale koncern CNPC przewiduje, że w 2020 r. będzie to już 300 mld m sześc. Teraz większość gazu Chińczycy mają z własnych złóż. Nie są one duże i Chińczycy będą musieli gwałtownie zwiększyć import gazu. Pekin w ostatnich latach już zamówił dostawy skroplonego gazu z Australii i Kataru.
Własną porcję tortu chce wykroić Gazprom. Jeszcze na dwa dni przed wizytą Miedwiediewa w centrali rosyjskiego koncernu prowadzono ostatnie rozmowy o kontrakcie z Chińczykami. - Możemy w pełni zaspokoić potrzeby Chin! - zapowiadał Gazprom.
Ale Pekin wziął Rosjan na przetrzymanie. Pierwszy sygnał ostrzegawczy otrzymał prezydent Rosji w niedzielę, podczas spotkania z córką
Mao Zedonga, założyciela komunistycznego państwa chińskiego. - Jesteście dla nas symbolem państwa, które przyniosło nam komunizm, marksizm i stalinizm - powiedziała córka Mao do Miedwiediewa. A jej ojciec słynął jako niezwykle przebiegły negocjator.
Następnego dnia okazało się, że na sfinalizowanie umowy z Chińczykami Gazprom musi poczekać co najmniej do połowy 2011 roku. Rosyjski koncern uzgodnił z CNPC prawie wszystko: budowę dwóch gazociągów, które mają dostarczać 63 mld m sześc. gazu rocznie począwszy od 2015 r., i kwartalne wielkości dostaw. Chińczycy zobowiązali się na zasadzie "bierz lub płać" odbierać od 75 do 85 proc. gazu zamówionego w Rosji.
Nie ustalono jednak najważniejszego - ceny. Według dziennika "Kommiersant" Gazprom za 1000 m sześc. gazu chce od Chińczyków 220 dol., podczas gdy obecnie tę samą ilość surowca Rosjanie sprzedają w Europie za 308 dol. Pekin za tę ilość gazu oferuje Rosjanom ledwie 150 dol.
Na osłodę Chińczycy chcą wyłożyć pieniądze na budowę gazociągu z Syberii. W podobny sposób Pekin zagwarantował już sobie dostawy ropy z Rosji.
Moskwa przez wiele lat blokowała budowę ropociągu do Chin i złamała się dopiero w zeszłym roku w czasie kryzysu. W zamian za 25 mld dol. ulgowej pożyczki dla rosyjskich państwowych koncernów paliwowych podpisano umowę w sprawie budowy rurociągu, którym przez 20 lat do Państwa Środka będzie płynąć 15 mln ton ropy rocznie - tyle, ile przerabia płocka rafineria Orlenu.
Całą inwestycję wykonano w błyskawicznym tempie. Pod koniec sierpnia ukończono budowę 70-kilometrowego rosyjskiego odcinka tego ropociągu, a teraz w czasie wizyty Miedwiediewa oddano ponad 200 km rury po stronie chińskiej. Dostawy ropy zaczną się od stycznia.
Chińczycy przypomnieli też Gazpromowi, że konkurencja nie śpi. W czasie wizyty Miedwiediewa w Pekinie w Turkmenistanie uruchomiono tłocznię na gazociągu, który od zeszłego roku połączył złoża w Turkmenistanie, Uzbekistanie i Kazachstanie z Chinami. Inwestycję sfinansowali Chińczycy w zamian za dostawy 40 mld m sześc. gazu z Azji Środkowej rocznie. Być może część tego surowca dostarczy konkurujący z Gazpromem rosyjski koncern Łukoil, który ma złoża gazu w Uzbekistanie. Wczoraj Łukoil podpisał z CNPC porozumienie o eksploatacji uzbeckich złóż.