Nowego szefa koncernu BP Boba Dudleya, który przejmie stery w koncernie w piątek, czeka trudne zadanie. Musi sprawić, by inwestorzy odzyskali zaufanie do koncernu, który poniósł dotkliwe straty po katastrofie platformy w Zatoce Meksykańskiej. Jak donosi "The Wall Street Journal", zacznie od przetasowań kadrowych
Dudley przejmuje stanowisko po Tonym Haywardzie, który był krytykowany za nieudolne działania podczas katastrofy platformy wiertniczej w Zatoce Meksykańskiej. Wartość rynkowa koncernu paliwowego BP w wyniku wycieku ropy naftowej spadła o 65 mld dol. W wyniku katastrofy do morza dostało się ponad 4 mln baryłek ropy. Zbieranie surowca z wody kosztuje miliardy dolarów.
Tymczasem to może być dopiero początek kosztów dla koncernu, który teraz czeka seria pozwów odszkodowawczych. Zgodnie z obowiązującym amerykańskim prawem, jeśli koncernowi zostaną udowodnione zaniedbania, może być zmuszony do wypłaty odszkodowań sięgających 17,6 mld dol.
Tymczasem Dudley, jeszcze zanim oficjalnie przejął stery BP, zapowiedział utworzenie specjalnego działu zajmującego się kontrolą bezpieczeństwa operacji BP na całym świecie. Ogłosił także, że pracę straci Andy Inglis, szef działu wydobycia i produkcji, a dział ten zostanie podzielony na trzy mniejsze.