Biznes Ludzie Pieniądze

Premierowi Islandii grożą nawet dwa lata więzienia. Za kryzys

anpop
29.09.2010 , aktualizacja: 29.09.2010 18:02
A A A Drukuj
Napis na transparencie: Reuters Napis na transparencie: "Rządy przejęła ulica". Sprzeciw Islandczyków przeciw planom rządu, by oddać Wielkiej Brytanii i Holandii pieniądze z Icesave.
To światowy precedens - były premier Islandii stanie przed sądem za... wpędzenie niewielkiego kraju w ostry kryzys finansowy. O posadzeniu premiera na ławie oskarżonych razem z szefami banków, m.in. Lehman Brothers i Goldman Sachs, zdecydował islandzki parlament. Geir Haarde jest oskarżony o zaniedbania, przez które Islandia "zaraziła się" europejskim kryzysem. Czy to rozpocznie światową falę procesów przeciw politykom?
Geir Haarde, były premier Islandii
Fot. AP
Geir Haarde, były premier Islandii
Wynik głosowania pozbawił byłego premiera złudzeń: 33 do 30 głosów na niekorzyść byłego premiera. Geir Haarde stanie przed sądem i będzie się tłumaczył z nieudolnych zabiegów mających na celu uchronienie kraju przed kryzysem z 2008 r. Jeżeli zostanie uznany za winnego, grożą mu nawet dwa lata więzienia. Parlamentarzyści oskarżają Haardego, poprzednio szefa Partii Niepodległościowej, o to, że od "lutego do października 2008 r. wykazał się brakiem odpowiedzialności ministerialnej i nie podjął żadnych działań, które zapobiegłyby kryzysowi". Zaraz po ujawnieniu problemów światowego systemu bankowego Haarde opuścił stanowisko - jak podaje serwis Bloomberg. Oficjalnym powodem były problemy zdrowotne. Były premier cierpi bowiem na nowotwór przełyku.

- To oskarżenie można wręcz nazwać prześladowaniem polityków - komentuje decyzję parlamentu sam Geir Haarde. - Odpowiem przed sądem na wszystkie zarzuty, ale jestem przekonany, że zostanę uznany za niewinnego. Haarde uważa, że zrobił wszystko, co w jego mocy, by ratować kraj. Zdaniem autorów raportu premier zajmował się nieistotnymi sprawami, podczas gdy krajowa waluta wymagała pilnej obrony. Rząd nie zrobił też nic, by zapobiec przegrzaniu się systemu bankowego.

Raj banków, piekło kryzysu

Przed 2008 r. kraj według powszechnych opinii uważany był za oazę dobrobytu. Gospodarka rosła w latach 2003-07 o blisko 4 proc. rocznie, a zagraniczni inwestorzy uważali wyspiarskie państwo niemal za raj. Jednak nadmierny rozrost trzech największych islandzkich banków: Islandsbanki (wcześniej znany jako Glitnir), Kaupthing oraz Landsbanki, spowodował, że stały się one wyjątkowo podatne na kryzysowe zagrożenia. Islandia weszła w kryzys niemalże z dnia na dzień. Angielskie i holenderskie banki lokowały tam swoje pieniądze, bo chciały skorzystać na bardzo wysokich stopach procentowych. System bankowy Islandii przestał być wypłacalny i banki odmówiły wypłaty depozytów, w większości były to pieniądze Holendrów i Brytyjczyków. Agencja ratingowa Fitch zdecydowała się wtedy na obniżenie długoterminowego ratingu Islandii w walucie obcej do "śmieciowego" poziomu. Decyzja była spowodowana konkretnym wydarzeniem: odmową prezydenta Olafura Grimssona spłaty 5 mln dol., które po upadku islandzkiego banku Landsbanki stracili jego klienci w Wielkiej Brytanii i Holandii. Rząd Islandii w lipcu 2009 r. wpompował 1,5 mld euro w nacjonalizację trzech największych banków (Islandsbanki, New Kaupthing i New Landsbanki.), które upadły podczas kryzysu w 2008 r.

Recesja i bezrobocie

Od tamtej pory bezrobocie utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie, a kraj tkwi w recesji. Problemem Islandii jest także stale rosnąca stopa bezrobocia. Oprócz braku pracy wielu Islandczyków boryka się też ze spłatą kredytów w obcych walutach od czasu, kiedy kurs islandzkiej waluty mocno spadł. Dodatkowo mieszkańcy z kraju liczącego niespełna 320 tys. masowo emigrują, nie widząc w swoim państwie szans ani żadnych perspektyw na przyszłość. Sytuację wyspiarskiego kraiku dodatkowo pogorszył kwietniowy wybuch wulkanu Eyjafjoell, który sparaliżował ruch powietrzny w całej Europie, ale najbardziej niekorzystnie odbił się na islandzkich liniach lotniczych i krajowej infrastrukturze.

Premier obok bankierów

Do badania win islandzkiego rządu została powołana specjalna komisja. Na razie przed sądem ma stanąć jedynie premier. Na termin procesu czeka jednak kolejnych trzech byłych członków rządu, którzy usłyszeli podobne zarzuty.

Będzie to pierwszy przypadek w historii, kiedy przewodniczący rządu stanie przed specjalnym sądem i będzie musiał odpowiadać na zarzuty dotyczące globalnego kryzysu finansowego. Wcześniej przed sądem jako współwinni za kryzys stawali jedynie bankierzy. Najpopularniejszy to prezes Lehman Brothers , Richard Fuld, który był uważany za najbardziej agresywnego gracza na rynku. Według "The New York Times" Lehman Brothers zrobił transakcje przekraczające 1 mld dol. za pośrednictwem mniejszej spółki - Hudson Castle. To właśnie za jej pośrednictwem Lehman dokonywał najbardziej ryzykownych inwestycji. Straty z nich wynikające nie pojawiały się jednak w oficjalnych raportach banku. Zadłużenie banku wynosiło prawie 800 mld dol. i było spowodowane głównie inwestowaniem w nieściągalne kredyty hipoteczne.

Co najmniej równie poważne zarzuty ciążą na kierownictwie banku Goldman Sachs , który również bardzo agresywnie inwestował w toksyczne papiery. W sprawie przeciwko Goldman Sachs, jaką amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (Security Exchange Comission, SEC) wytoczyła temu bankowi w kwietniu, amerykański bank inwestycyjny oskarżony jest o wprowadzanie klientów w błąd przy sprzedaży papierów dłużnych opartych na nieruchomościach. Według SEC (United States Securities and Exchange Commission) amerykański bank nie podawał klientom pełnych informacji o ryzyku, jakie wiązało się z inwestycjami. SEC zarzuca Goldmanowi, że jego menedżerowie wiedzieli, iż w tym samym czasie, gdy klienci inwestowali w fundusze hedgingowe, on sam grał na obniżenie ceny tych papierów.

W więzieniu siedzi już największy finansowy czarny charakter ostatnich lat - Bernard Madoff , który został skazany na 150 lat. Fundusz Madoffa dawał 12-proc. gwarancję zysku. W praktyce wypłacał je jednak z pieniędzy innych klientów, czyli poprzez budowanie piramidy finansowej (korzystając z tzw. schematu Ponziego). Zdefraudował ok. 65 mld dol. Zadziwiające jest, że trwało to aż tak długo. Sam Madoff przyznał, że sądził, iż zostanie złapany znacznie wcześniej. Potwierdzono postawionych mu jedenaście zarzutów, wśród których znalazło się pranie brudnych pieniędzy, defraudacja i sporządzanie fałszywych sprawozdań finansowych.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów