- Czy polską racją stanu jest kupowanie rosyjskiego gazu od niemieckiej firmy? Jeżeli już, to kupujmy gaz bezpośrednio - mówił przed tygodniem w Sejmie wicepremier Waldemar Pawlak podczas debaty o szykowanym przez rząd porozumieniu gazowym z Rosją.
Tymczasem już teraz Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo kupuje za pośrednictwem niemieckiej spółki VNG rosyjski gaz dostarczany do Polski przez połączenie w Zgorzelcu. Na tym nie koniec. PGNiG z VNG szykują transgraniczny gazociąg, który może podłączyć Polskę do gazociągu Nord Stream, który pod wodami Bałtyku układa do Niemiec konsorcjum kontrolowane przez Gazprom.
Chodzi o tzw. gazociąg Börnicke - Police, który dostarczałby do Polski co najmniej 3 mld m sześc. gazu rocznie. W Niemczech jego początek zaplanowano pod Berlinem, w pobliżu skrzyżowania gazociągu jamalskiego z nową rurą OPAL - lądową odnogą Nord Streamu. Według informacji niemieckiej Federalnej Agencji ds. Sieci właśnie w tym miejscu do gazociągów we wschodnich Niemczech ma wpływać od 4 do 5 mld m sześc. rosyjskiego gazu dostarczanego przez Nord Stream.
Polską końcówkę transgranicznej rury zaplanowano w pobliżu Świnoujścia, gdzie rząd rozpoczął budowę gazoportu, aby zmniejszyć zależność Polski od Gazpromu.
PGNiG i VNG już latem 2005 r. założyły w Niemczech spółkę InterTransGas, która miała budować gazociąg Börnicke - Police. Potem te plany zamrożono niemal na cztery lata. Jeszcze na początku zeszłego roku rząd Donalda Tuska pominął tę rurę na liście inwestycji o priorytetowym znaczeniu dla bezpieczeństwa energetycznego kraju.
Ale w czerwcu rząd uchylił "Politykę dla przemysłu gazu ziemnego" przyjętą przez rząd PiS. Dokument ów przewidywał, że nowe transgraniczne gazociągi będzie można budować po zakończeniu inwestycji zapewniających Polsce dostawy gazu z nowych źródeł, takich jak gazoport. Obecnie obowiązuje "Polityka energetyczna Polski do 2030 r.", którą przygotowało kierowane przez Waldemara Pawlaka Ministerstwo Gospodarki. Ten dokument popiera budowę takich gazociągów jak Börnicke - Police.
Po zmianie rządowej polityki PGNiG natychmiast złapało wiatr w żagle i już 30 czerwca podpisało z VNG porozumienie, precyzując zakres praw i obowiązków obu firm przy budowie transgranicznej rury. W lipcu tak narzekające na brak pieniędzy PGNiG pożyczyło też ponad 2 mln euro spółce szykującej rurę do Niemiec - jak ujawnił gazowy koncern w ostatnim półrocznym raporcie. I zapowiedział - decyzja o inwestycji zapadnie w przyszłym roku. Wtedy właśnie bałtycką rurą popłynie rosyjski gaz do Niemiec.
Przyspieszenie planów budowy transgranicznej rury zbiegło w czasie ze zmianami u niemieckiego partnera PGNiG. Późną wiosną Gazprom zwiększył swoje udziały w VNG i wraz z niemiecką firmą Wintershall - swoim głównym sojusznikiem za Odrą - ma ponad 26 proc. akcji VNG, czyli może decydować o strategicznych planach tej spółki. W sierpniu po tych zmianach z nominacji Gazpromu członkiem rady nadzorczej VNG został Mattias Warnig, dyrektor generalny Nord Streamu.
PGNiG nie odpowiedziało "Gazecie" na pytania dotyczące gazociągu planowanego z VNG.
Tymczasem budowa Nord Streamu wciąż się kładzie cieniem na stosunki Polski z Niemcami. Chodzi o to, że konsorcjum Gazpromu chce ułożyć rurę w poprzek toru podejściowego do portu w Świnoujściu, wprost na dnie morza. To o ponad 1,5 m zmniejszy odległość między dnem morza a kilem statków, ograniczając większym jednostkom żeglugę do Świnoujścia.
Polska od trzech lat domaga się usunięcia tej blokady i zakopania rury. Nie mogliśmy tego żądać od Nord Streamu, bo sporny 5-kilometrowy odcinek rury ma leżeć na wodach niemieckiej wyłącznej strefy ekonomicznej. Tymczasem
Niemcy zezwoliły konsorcjum Gazpromu na ułożenie rury w sposób blokujący rozwój Świnoujścia. Od miesięcy rząd rozmawia z Berlinem o zmianie decyzji. Rozmawiał o tym także prezydent Bronisław Komorowski z kanclerz Angelą Merkel. Dotąd - daremnie.
- Zakopanie gazociągu jest obecnie bardzo trudne ze względu na długotrwałe procedury środowiskowe - według Ministerstwa Infrastruktury takie stanowisko w połowie września przedstawił sekretarz stanu w niemieckim ministerstwie Klaus-Dieter Scheurle polskiej wiceminister infrastruktury Annie Wypych-Namiotko. Niemcy zapewniają, że kiedyś mogą zażądać od Nord Streamu zakopania rury, ale polska strona nie akceptuje takiej oferty - w istocie mało realnej.
Pięć dni po tym spotkaniu o polskich zastrzeżeniach premier Rosji Władimir Putin opowiedział korespondentowi dziennika "Kommiersant". Putin nie miał wątpliwości: - Jest oczywiste, że mimo wszystko przejdziemy.
A Nord Stream ogłosił właśnie, że rurę przy brzegu Niemiec ułożył z miesięcznym wyprzedzeniem i szykuje się do budowy w kierunku Bornholmu - tam, gdzie jest tor do Świnoujścia.